Na skróty:
Niewiele jest osób na świecie, jeśli w ogóle są, które w wieku 28 lat mogą pochwalić się ośmioma tytułami mistrzowskimi na koncie i ponad 80 wygranymi wyścigami w randze mistrzostw świata. Obecnie Marc Marquez dochodzi do siebie po poważnej kontuzji, walcząc o jak najszybszy powrót do MotoGP. A jako że właśnie wypadają jego 28. urodziny, przypominamy jego niesamowite osiągnięcia.
Marc Marquez na pierwszy motocykl wsiadł równie szybko, co nauczył się chodzić. Po rozprawieniu się z rywalami w juniorskich mistrzostwach Hiszpanii i Katalonii, zadebiutował w mistrzostwach świata. Startując w GP Portugalii w 2008 roku, był jeszcze dzieciakiem. Kilka tygodni później, gdy miał zaledwie 15 lat i 127 dni – po raz pierwszy w karierze stanął na podium w klasie 125cc. „To było niespodziewane podium, którego nie powinniśmy wywalczyć, ale udało się” – wspominał po latach. Od tego czasu jego kariera tylko nabierała rozpędu.
W sezonie 2009 Marc wywalczył swoje pierwsze pole position w karierze, ale na pierwszy triumf musiał poczekać do zmagań na Mugello w 2010. „Ten triumf faktycznie dodał nam skrzydeł na resztę sezonu” – wspominał. Od tego czasu rozpoczęła się nowa era: dominacji Marqueza. Wygrał pięć wyścigów z rzędu, ale zaszokował wszystkich podczas Grand Prix Portugalii.
Wyścig klasy 125cc na Estoril przerwano, a na okrążeniu wyjazdowym Marc po prostu się wyłożył. Po dostaniu się do alei serwisowej, w poskładaniu motocykla pomagali ekipie Marqueza także członkowie innych zespołów. „To był piękny moment, który pokazał, że wszyscy jesteśmy jedną, wielką rodziną”. Marc co prawda musiał wystartować z końca stawki, ale nie powstrzymało go to w wyprzedzeniu lidera na ostatnim okrążeniu i wygraniu wyścigu!
Na podobne wyczyny nie trzeba było długo czekać. Już w Moto2, w 2011 roku w Australii Marc wbił się w tył Ratthaparka Wilairota już po zakończeniu kwalifikacji. Szczęśliwie wszyscy wyszli z tego wypadku bez większych urazów, ale Hiszpana przesunięto na koniec stawki. To tylko dodało dramaturgii wyścigowi, bo #93 ostatecznie finiszował na trzecim miejscu.
Kolejna podobna akcja to japoński tor Motegi w 2012 roku. Na starcie, co nieczęsto się zdarza, motocykl Marka wybił pierwszy bieg. Cudem w Hiszpana nikt nie wjechał, a on sam spadł w zasadzie na koniec stawki. Odrabiał jednak straty i na mecie oczywiście był pierwszy.
Podobny popis Marc odstawił w tym samym roku, w swoim ostatnim wyścigu w Moto2 – w Walencji. Za kolizję z Simone Corsim w treningach wolnych Marqueza wyrzucono na sam koniec stawki. On jednak jeszcze na pierwszym kółku awansował z 33. na 11. miejsce! Będziecie zaskoczeni, gdy dodamy, że znowu wygrał?
W międzyczasie, specjalnie dla Marka, Dorna zmieniła przepisy, tak by ten mógł w MotoGP od razu zadebiutować w Repsol Hondzie. Dotychczas, celem promowania ekip satelickich, debiutant nie mógł startować w fabrycznym zespole. Repsol jednak potrzebował kogoś za odchodzącego na emeryturę Caseya Stonera, a gwiazda pokroju Marka była strzałem w dziesiątkę.
Hiszpan szturmem wdarł się do MotoGP, nie przejmując się, że ma zaledwie 20 lat i zero doświadczenia na dużych motocyklach. W tyle zostawiał nie tylko swojego team partnera Daniego Pedrosę, ale i mistrzów pokroju Jorge Lorenzo i Valentino Rossiego. Już w pierwszym wyścigu sięgnął po podium.
„Austin było niesamowitym przeżyciem. Nagle ścigasz się ze swoimi idolami, których jeszcze niedawno oglądałeś w telewizji. Możliwość walki z nimi w MotoGP i wygranie w zaledwie drugim wyścigu, było czymś niesamowitym” – przyznawał.
Kilka miesięcy później jako pierwszy „rookie” od czasu Freddiego Spencera w 1978 roku, Marc sięgnął po mistrzostwo klasy królewskiej. Znów zrobił to jako najmłodszy w historii – miał 20 lat i 266 dni.
#93 niejednokrotnie udowadniał, że odpuszczanie nie leży w jego naturze. Zwłaszcza w pierwszych latach rywalizacji w MotoGP albo wygrywał/stawał na podium, albo się przewracał. Po czasie dopiero doszedł do wprawy i kiedy nie było szans walki o triumf, to nie walczył o niego za wszelką cenę, ryzykując utratę punktów.
Na przestrzeni lat zaliczył jednak co najmniej kilkanaście epickich pojedynków. Rywalizacja z Valentino Rossim już przeszła do historii, a panowie z kumpli stali się wrogami. Ich walki, najpierw w Argentynie w 2015 roku, potem w Holandii w tym samym sezonie, a wreszcie kulminacja w Sepang 2015 – rozgrzewały kibiców.
Na koncie Marqueza są też genialne pojedynki z Andreą Dovizioso o zwycięstwa – zwykle wygrywane w ostatnim zakręcie przez Włocha. Kilkukrotnie starł się też ostro, ale fair, ze swoim rodakiem Jorge Lorenzo. Pamiętacie jeszcze Mugello 2016?
W MotoGP Marc zasłynął z jeszcze jednej rzeczy: niezwykłej umiejętności ratowania się przed upadkami. Chyba tylko on wie, jak to robi. Bo tam, gdzie inni przy uślizgu przodu po prostu lecą w żwir, Marquez jakimś cudem opanowuje gumę tracącą przyczepność i… jedzie dalej.
Słynny save z Le Mans:
I jeszcze jeden z Australii:
Całą masę innych save’ów Marqueza śmiało znajdziecie na YouTubie. Jest tego tyle, że MotoGP przygotowuje nawet kompilacje pt. „5 najlepszych save’ów Marka z sezonu 2019″. Z jednego tylko sezonu!
Już jako mistrz MotoGP Marc jednak nadal mieszkał z rodzicami, a pokój dzielił z młodszym bratem Alexem. Opowiadał, że gdy nie pościeli łóżka, dostaje od mamy ochrzan tak, jak normalny, młody chłopak. I co z tego, że jest mistrzem? Dopiero stosunkowo niedawno obaj wyprowadzili się do Andory, gdzie mogą prowadzić nieco spokojniejsze życie, bez ciągłego zaczepiania przez fanów. I mamy każącej im ścielić łóżka.
Marc pomaga innym też i nie szuka przy tym słów uznania. Poproszony o pomoc, jeśli tylko może, to nie będzie się wahał. Historii tych nie znajdziecie w sieci, bo przecież podobno szczerze pomaga ten, który się z tym nie obnosi. Uwierzcie nam jednak na słowo, że Marquez naprawdę ma wielkie serce.
Marc buduje też niezwykłą wręcz więź z kibicami. Nie odmawia zdjęć i autografów, oczywiście w normalnych warunkach, a nie w czasach pandemii. Dzieciaki go uwielbiają, a on uwielbia ich. Może dlatego, że sam nadal jest takim radosnym dzieciakiem w środku?
Wielu z nich motywuje do walki z przeciwnościami losu i wiary we własne możliwości. Niepełnosprawny chłopiec rzuca mu wyzwanie, kto szybciej zrobi 10 pompek? Marc wchodzi w to bez namawiania!
Marc wie, jak to jest być kontuzjowanym. I może to zabrzmi irracjonalnie, ale Marquez sam wskazuje rundę Moto2 na Sepang w 2011 jako jedną z najważniejszych w karierze. To tam upadł podczas treningu i uszkodził oko tak niefortunnie, że przez kilka miesięcy widział podwójnie. Dalsza kariera dosłownie wisiała na włosku.
„To był najgorszy moment w karierze, zwłaszcza miesiące po wypadku na Sepang. Widziałem podwójnie i przez pięć miesięcy nie wiedziałem, czy kiedykolwiek jeszcze będę się ścigał na motocyklach. Kiedy przezwyciężasz takie trudne chwile, zaczynasz bardziej doceniać to, co masz, cieszysz się każdym momentem” – przyznawał w jednym z wywiadów tuż przed zdobyciem mistrzostwa w 2019 roku.
Teraz Marc po raz drugi przechodzi przez takie trudne momenty. Złamana ręka na inaugurację sezonu 2020, a także późniejsze komplikacje sprawił, że od ponad pół roku nie jeździł na maszynie MotoGP. Po w sumie trzech operacjach, Hiszpan pomału wznawia treningi, ale start w pierwszej rundzie 2021 roku wydaje się być mocno wątpliwy.
Najmłodszy zwycięzca wyścigu MotoGP. Najmłodszy zdobywca tytułu mistrzowskiego. Najmłodszy potrójny mistrz świata. Najmłodszy zdobywca sześciu mistrzostw MotoGP. Zwycięzca 10 wyścigów z rzędu w MotoGP. Zdobywca rekordowych 420 punktów w jednym sezonie MotoGP. Gość, który 18 z 19 wyścigów sezonu 2019 kończył na podium. Zwycięzca swoich ostatnich 10 wyścigów (z rzędu!) na Sachsenringu. Triumfator wszystkich czterech rund w Hiszpanii w 2019.
Dość powiedzieć, że do Marqueza należy co najmniej kilka rekordów, których pewnie jeszcze długo nikt nie pobije. Najbardziej przerażający dla rywali może być fakt, że Marc to typowy „zabójca o twarzy dziecka”. Patrzysz na niego i widzisz typowego, 28-letniego Hiszpana. Kiedy jednak wsiada na swoją Hondę, od razu uruchamia się w nim instynkt „zabójcy” marzeń rywali o sukcesie.
W tym momencie na koncie Marqueza są 82 zwycięstwa, w tym 56 w MotoGP. 134 razy stawał na podium i aż 90-krotnie startował z pole position. W samej klasie królewskiej wygrywał kwalifikacje 62 razy, co jest absolutnym rekordem. Do tego wszystkiego dodajmy oczywiście skromnych osiem tytułów mistrzowskich, w tym sześć w MotoGP.
Stosunkowo długo w Marku upatrywano też naturalnego następcy Valentino Rossiego. W końcu ma charyzmę, zjednuje sobie miliony fanów, a co najważniejsze – jest absolutnym fenomenem na motocyklu i ma szansę zostania najlepszym w historii. Zaczęliśmy się jednak zastanawiać, czy Hiszpan ma szansę stać się taką ikoną, jak The Doctor?
Pokusimy się o tezę, że Marquez nieco nie trafił ze „swoim czasem”. Karierę rozpoczynał, kiedy Rossi nadal jeździł w czołówce. Gdyby pojawił się w MotoGP tuż po Włochu, albo w trakcie jego ostatniego sezonu, może dwóch – byłoby inaczej.
Nam z okazji 28. urodzin Marka nie pozostaje nic innego, jak życzyć mu dużo zdrowia. Resztę wywalczy sobie sam.
Zdjęcia: PSP Łukasz Świderek, Red Bull Content Pool, MotoGP, Box Repsol, HRC
Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…