Powtórka z historii. Lech Potyński o powracających fenomenach rynkowych

Od 2-3 lat obserwujemy wyraźny wzrost zainteresowania chińskich producentów motocyklami o większych pojemnościach. W ich wypadku większych znaczy powyżej 125 ccm pojemności. Co bynajmniej nie oznacza, że dotychczas takich nie produkowali, po prostu nie zwracaliśmy na nie uwagi, bo były nieco przestarzałe, w większości wypadków niezbyt ładne i trochę byle jakie.

Dzisiaj, obserwując maszyny takich marek jak Zontes czy Voge, które bez kompleksów rozpychają się na europejskich rynkach, naszym jedynym argumentem na „nie” jest powiedzenie „to jakiś chinol, nie będę nim jeździł”. Innych, merytorycznych powodów po prostu nie ma. Bo są to motocykle estetyczne, nowoczesne, technologicznie w niczym nieustępujące wiodącym japońskim czy europejskim markom, a pod względem wyposażenia często je wyprzedzające. Podchodzimy jednak do nich jak pies do jeża, bo są chińskie. Skąd my to znamy?Pewnie mało kto już pamięta tamte czasy, ale znamy je przecież z opowieści naszych ojców, a może i dziadków. Identyczne zdanie, jak większość z nas na temat maszyn produkowanych w Państwie Środka, mieli nasi przodkowie odnośnie motocykli japońskich. Wtedy liczyły się tylko maszyny europejskie i amerykańskie, a te produkowane w Azji uważano za jakieś marne imitacje. Moglibyście sobie wyobrazić Petera Fondę w filmie „Easy Rider” na Suzuki?

Jednak taka sytuacja miała miejsce jedynie do momentu, w którym japońskie motocykle pojawiły się hurtowo w salonach Europy i Ameryki. Okazało się, że wyglądają super i mają parametry i wyposażenie co najmniej takie samo jak produkty najznamienitszych do tej pory światowych marek. Czy były znacząco bardziej nowoczesne? Raczej nie, przecież w tym czasie europejskie marki także  zaczynały stosować wielocylindrowe jednostki napędowe, tarczowe hamulce czy elektryczne rozruszniki. Japończycy oferowali co prawda mało rozpoznawalne i niezbyt cenione logotypy, ale ich bronią były jakość i parametry. Czyli mniej więcej to, czym obecnie Chińczycy usiłują podbijać rynek. 

Dodatkowym argumentem przemawiającym na korzyść chińskich motocykli ma być cena. Nie jest ona co prawda spektakularnie niższa niż u konkurencji, bo stosowanie nowoczesnych technologii wszędzie kosztuje mniej więcej tyle samo, jednak różnica jest widoczna. Motocykliści to często (chociaż nie zawsze) ludzie pragmatyczni, którzy w swoich wyborach kierują się racjonalnymi argumentami. Udowodniły to chyba rzesze posiadaczy współczesnych Junaków, chociaż nikt nie ukrywa kraju pochodzenia tych maszyn. Nic nie robią sobie z pohukiwań ortodoksyjnych posiadaczy „prawdziwych Junaków”, bo po prostu chcą jeździć motocyklami współczesnymi, które nie ciekną, nie trzeba przy nich bez przerwy grzebać, całkiem nieźle wyglądają, a ich cena jest atrakcyjna. A że nie są produkowane w Polsce? No trudno, poza Indianem nikt już nie produkuje motocykli w naszym kraju…

Temat dotyczy na razie motocykli klasy 300 ccm, ale nie mam wątpliwości, że to tylko wstępna gra miłosna. Przecież takie Benelli to tradycyjna włoska marka, która jednak dopiero pod chińskimi skrzydłami mocno stanęła na nogi i z powodzeniem oferuje teraz maszyny klasy 500 czy 800 ccm, a odgraża się wejściem w segment litrów. Ich model TRK 502 w ubiegłym sezonie był najlepiej sprzedającym się motocyklem w tym segmencie na potężnym rynku włoskim.

Inne chińskie marki też nie zasypiają gruszek w popiele i pracują nad coraz większymi silnikami. Jednak między dzisiejszymi czasami a historią z przełomu lat 60/70. jest jedna zasadnicza różnica. W tamtym momencie Japończycy chcieli podbijać światowe rynki, a dla Chin „reszta świata” jest jedynie drobnym segmentem. Co prawda jeszcze dosyć prestiżowym, jednak delikatnie rzecz ujmując, na fali opadającej i wydaje się, że byliby w stanie doskonale dać sobie radę bez eksportu do rozbestwionej Europy. 

 

KOMENTARZE

Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

IOM TT 2026: Dean Harrison wygrywa niedokończone Senior TT. Organizatorzy przegrali z pogodą

Sobota była ostatnim dniem zmagań w ramach tegorocznego Isle of Man Tourist Trophy 2026, a…

6 czerwca 2026

MotoGP: Marc Marquez z pole position po wygrany sprint na Węgrzech!

Chociaż to Pedro Acosta wydawał się być głównym faworytem na Balaton Parku, to nie on,…

6 czerwca 2026

IOM TT 2026: Michael Dunlop dominuje w piątek. Senior TT przerwane przez wypadek

W piątek organizatorzy Isle of Man Tourist Trophy mieli sporo szczęścia, bo udało się rozegrać…

5 czerwca 2026

MotoGP: Pedro Acosta najszybszy w piątek nad Balatonem

Pedro Acosta był najszybszy w piątkowej, popołudniowej sesji MotoGP na torze Balaton Park, wyprzedzając drugiego…

5 czerwca 2026

Pit Bike SM to ściganie dla każdego! Kolejna runda już w ten weekend w Bydgoszczy

Bydgoski Kartodrom już w ten weekend przyciągnie czołówkę zawodników Pit Bike SM z całej Polski!…

4 czerwca 2026

Gotland Grand National 2025. Jak zostałem wikingiem

Wyobraź sobie, że wstajesz rano po zawodach, a Twoje zdjęcie jest dosłownie wszędzie. Udostępniają je…

3 czerwca 2026