Z archiwum ŚM: Monster Bike. Numer 11/1995

Je­den opowiadał o tym, jak to w trasie „padła mu elektry­ka”, inny o tym, jak „łoił” GSX-R-em 220 km/h po moście Grota Roweckiego, a jeszcze kilku innych oma­wiało transakcję kupna mo­tocykla. Siedzieliśmy tak w wesołym, wiosennym na­stroju, kiedy nagle gwar naszych rozmów został bru­talnie przerwany przez przetaczający się po szosie Wału Miedzeszyńskiego grzmot. Brzmiało to tak, jakby Zeus cisnął gromem wzdłuż ulicy. Głowy wszyst­kich, jak na komendę skie­rowału się ku źródłu ogłuszającego dźwięku. Obok nas przemknął jakiś bliżej niezidentyfikowany, bardzo długi i bardzo niski moto­cykl. Jadący tym mecha­nicznym stworem motocy­klista przemknął z dużą prędkością, machając nam ręką, po czym rozpoczął hamowanie, by na najbliż­szym skrzyżowaniu zawró­cić i podjechać pod bar. Gdy redukował biegi potęż­ny silnik zagrał wspaniałą, rozpisaną na puste wyde­chy symfonię. Kiedy widzia­łem, jak zawraca, prze­mknęła mi przez głowę ta­ka myśl: „Jezu, toż to po­trzebuje obszaru woje­wództwa, żeby zawrócić, zupełnie jak MIG 21 przy pełnej szybkości”. Na widok nadjeżdżającego w naszą stronę pojazdu zaczęliśmy snuć domysły, co to takie­go?

– Chyba Harley – rzucił ktoś. 

– Coś ty! Za szeroki -skwitował inny. 

– Ale „bandycko” wyglą­da! Dało się słyszeć z innej strony. 

Wreszcie motocyklista zatrzymał swą maszynę, otworzył „policjanta” i nie zsiadł, a raczej wstał z mo­tocykla, którego siodło umieszczone było mniej więcej na poziomie kolan stojącego człowieka. Wtedy naszym oczom ukazała się ta maszyna w całej swej okazałości. 

Przód, łącznie z reflekto­rem, kierownicą, manetka­mi, półkami, kołem i hamul­cem, pochodził od H-D So­ftail, tyle że był pokryty perłowym, bordowym lakie­rem, w sposób tak perfek­cyjny, że specjaliści z Mil­waukee mogliby popatrzeć na to zazdrosnym okiem. W solidnej, podwójnej, ru­rowej ramie spoczywał sil­nik V4 o pojemności 1200 ccm z samochodu Za­porożec, sprzężony z moto­cyklową, „radziecką” skrzy­nią biegów i takimż samym napędem tylnego koła. Koło to, obute w „kapeć” odpo­wiednio słusznych rozmia­rów, lecz mocno już „podły­siały”, wieńczył wspaniały harleyopodobny błotnik. Całość zaś zdobiły pięknie wymalowane płomienie. 

Była to niewątpliwie najle­piej wykonana „samoróba”, jaką kiedykolwiek widzia­łem. I choć zawsze odnoszę się do takich wynalazków z dystansem, bo wiadomo, że samodzielnie wykonany motocykl nie ma prawa uzyskać tak dobrych wła­sności prowadzenia, które przecież decydują o bezpie­czeństwie, jak motocykl zbudowany w renomowanej wytwórni, to jednak przy­znać trzeba, że ten Zaporo­żec bije na głowę wszystkie fabryczne maszyny, jeśli chodzi o staranność wykoń­czenia, jakość lakieru i wrażenie, jakie wywiera na oglądających jego syl­wetkę. Pomyślałem wtedy, że motocykl ten musi „paść ofiarą” naszego redakcyjne­go obiektywu i umówiłem się z właścicielem na sesję zdjęciową oraz garażowe pogaduszki o tym, jak po­wstawał ów mechaniczny stwór. 

Spotkaliśmy się ponow­nie już pod koniec sezonu w trzyosobowym składzie. Michał Wawrzonowski – właściciel i twórca Zapo­rożca, Krzysztof, który robił zdjęcia i ja, który piszę te słowa. Jak wiadomo, motocykl najwdzięczniej prezentuje się w ruchu. Poleciliśmy więc Michałowi, aby zrobił kilka rundek na wąskiej, lokalnej, podwarszawskiej drodze. 

Niestety, zdjęcia nie mo­gą oddać wszystkich bodź­ców, jakie podziałały na na­sze wyczulone, motocyklo­we zmysły, gdy patrzyliśmy na zbliżającego się lub odda­lającego choppero-dragstera. Bo oprócz sylwetki pięknie komponującej się w krajo­brazie, oprócz widoku sno­pu iskier krzesanych na za­kręcie przez podnóżek ni­czym z tarczy szlifierskiej, do naszych uszu docierał groźny pomruk czterocylin­drowej V-ki na pustych wy­dechach przepełniając całą okolicę mechanicznym tęt­nem maszyny. Tego nie da się opisać, to trzeba prze­żyć! Zachęcony przez nas do nieco ostrzejszej jazdy Michał stwierdził na ko­niec: „Wiecie – nie wiedzia­łem, że tym się tak fajnie pomyka, ale kończmy już, bo mi się kończą podnóżki!”. 

Po zakończeniu zdjęć, zasiedliśmy wygodnie na turystycznych krzesełkach przed garażem Michała, by przy szklaneczce piwa do­wiedzieć się, jak doszło do powstania tej interesującej maszyny. Michał, jak chyba więk­szość z krążących po pol­skich drogach motocykli­stów, zaczynał swą przygo­dę z jednośladem będąc jeszcze uczniem podstawówki. Pierwszym „sprzę­tem”, który z zapałem ujeż­dżał, wkraczając w arkana jednośladowego rzemiosła, była motorynka. W tym też czasie nastąpiło zdarzenie, które na dobre wciągnęło Michała w zwariowany świat motocykli. 

Otóż jego starszy brat kupił Junaka z przedłużonym przodem, wysoką kierownicą i „gru­bym” tylnym kołem. Kiedy Michał zsiadł z tego chop­pera po pierwszej prze­jażdżce, był już innym czło­wiekiem. Młodzieńcowi do­siadającemu motorynki Ju­nak wydał się wielką ma­szyną o gigantycznej mocy – wielkim, trudnym do opanowania drogowym smo­kiem. No i ten dźwięk czte­rosuwu! Kiedy masz coś ta­kiego pod sobą i panujesz nad tym, świat należy do ciebie, znikają wszystkie problemy codzienności, je­steś tylko ty, motocykl, któ­ry oddaje ci swoją moc i droga, którą musisz poko­nać. Tak więc Michał, „po­rażony” przez Junaka, po­stanowił kupić „prawdziwy” motocykl. W wyniku inten­sywnych poszukiwań udało się namierzyć stare NSU 250. Motocykl był mniej więcej sprawny technicznie, lecz z oryginału pozostał tylko silnik, reszta była zbieraniną przypadkowych części, ale o tym Michał jeszcze wtedy nie wiedział. NSU z racji swego stanu technicznego nie był wier­nym towarzyszem wieloki­lometrowych wypraw, ale za to wprowadził swego właściciela w świat tłoków, popychaczy, trybów i tym podobnych mechanicznych wnętrzności. 

Następnym pojazdem była „emka”, któ­rą Michał starannie przebu­dował, nadając jej sylwetkę lekkiego choppera. Moto­cykl miał przedłużane tele­skopy od MZ, osadzone w półkach od Junaka, przednie koło z hamulcem tarczowym od MZ, tylne ko­ło to szprychowana ob­ręcz od Syreny, zbiornik paliwa – H-D Sportster, zaś schodkowa, dwuosobowa kanapa wieńczyła „emkow­ską” ramę. Silnik miał pole­rowany blok i głowice oraz wyposażony był w dwuna­stowoltową prądnicę od „malucha”. Na tym zgrab­nym chopperku Michał zdo­łał już zjeździć pół Polski i mile go do dziś wspomina. 

Jednak już w czasie moto­cyklowych eskapad na „em­ce” Michał zaczął odczuwać niedostatek mocy silnika. Pomyślał o zbudowaniu od podstaw motocykla, który byłby inny od wszystkiego, co dotychczas widział, któ­rego sylwetka byłaby nienaganna pod względem stylu. Powstał pomysł zbudowa­nia potężnej maszyny z wy­korzystaniem silnika V4 z samochodu Zaporożec. Brat i wszyscy znajomi sły­sząc o planach Michała po­takiwali dla świętego spo­koju głowami z udawanym zrozumieniem, lecz nikt na­prawdę nie wierzył, że Mi­chał zdoła swój zamysł urzeczywistnić. 

Źródło napędu przyszłe­go Monster Bike’a udało się kupić za symboliczne 400 tys. zł. Następnie szybko poddano go remontowi w celu przywrócenia zaklę­tym w czterech cylindrach koniom mechanicznym ich właściwej siły. Potem poja­wił się pierwszy poważniej­szy problem techniczny, z którym twórca motocykla musiał sobie poradzić. Na­leżało bowiem sprzęgnąć samochodowy silnik z mo­tocyklową skrzynią biegów. W tym celu oryginalne sa­mochodowe sprzęgło, wraz z kołem zamachowym, zo­stało wymontowane, a obu­dowa tego mechanizmu została skrócona. Miejsce wy­montowanego koła zama­chowego zajął nowy, spe­cjalnie wytoczony element, będący połączeniem części koła zamachowego od Zaporożca i od „emki”. Teraz już bez przeszkód można było połączyć samochodowy silnik z motocyklowym „na­pędem”. 

Następnie przyszła kolej na zbudowanie kręgo­słupa całej konstrukcji. Do budowy ramy Michał użył fragmentów dwóch ram od „emki”, resztę stanowią elementy wyginane przez niego z rur i spawane w jedną całość. Do podwój­nej rurowej konstrukcji przyspawano uchwyty mo­cowania silnika, na których spoczywa on za pośrednic­twem poduszek gumowych pochodzących z Żuka. Do ramy przykręcony został graniasty zbiornik paliwa, który Michał osobiście wy­ginał i spawał z kawałków blach. W konstrukcję ramy wkomponowana została oryginalna główka od „em­ki”, przednie zawieszenie zaś „pożyczono” od Jawy, a koło przednie od MZ. Mo­tocykl pomalowany został na czarno i tak wyglądał w swej pierwszej wersji. 

Od momentu rozpoczęcia prac do pierwszego wyjazdu upłynęło siedem miesięcy. Nowonarodzony pojazd nie miał łatwego życia. Od razu poddany został inten­sywnej eksploatacji, której trudów ostatecznie nie wy­trzymał. Zatarł się silnik, a wielo­wypust na kole zamacho­wym został sfrezowany „na zero”. W pierwszym sezo­nie życia tego motocykla ujawnione zostały wszyst­kie słabe miejsca konstruk­cji i następną zimę Michał spędził na wprowadzeniu koniecznych modyfikacji.

Poprawione zostało moco­wanie silnika, tak że obec­nie jadąc tym Monster Bi­kiem nie odczuwa się zu­pełnie wibracji (naprawdę, sam sprawdziłem). Zmie­nione zostało malowanie motocykla, dzięki czemu przyciąga on teraz wszyst­kie spojrzenia, gdzie by się nie pojawił. W kolorze ra­my pomalowany został blok silnika. Zmieniono cały przód motocykla, obecnie pochodzi on z H-D, tak sa­mo jak tylny błotnik. W miejscu „emkowskiego” siodła pojawiła się kanapa, przez co sylwetka jeźdźca jeszcze się obniżyła. 

W obecnym swym kształcie motocykl jest już dojrzałą konstrukcją. Prze­jechał w tym sezonie wiele kilometrów bezawaryjnie, lecz w ciągu najbliższej zi­my Michał będzie go jeszcze ulepszał, a potem pla­nuje zakup Harleya i na­stępną zabawę w budowę motocykla „od zera”. Zapo­rożec przejdzie wtedy na emeryturę i stanie się eks­ponatem w kolekcji budo­wanych przez Michała i je­go brata maszyn. 

Obaj bracia pracując przy budowie swych pięknych mo­tocykli zdobyli już niemałe doświadczenie i nabyli du­żych umiejętności. Dysponu­jąc do tego odpowiednim za­pleczem warsztatowym są w stanie każdemu, kto nie ma takich jak oni możliwości, lecz dysponuje odpowiednim zapasem gotówki, zbudować motocykl jego marzeń.

Zdjęcia: Krzysztof Wydrzycki

KOMENTARZE
Lech Wangin

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026