Z archiwum „Świata Motocykli”: Yamaha XT 600E. Numer 8/1994

Na początku nie było ani motocykli sportowych, ani dwukołowych krążowni­ków szos, ani motocykli tu­rystycznych. Był po prostu motocykl i to w zupełności wystarczyło. Na początku styl jazdy zależał tylko od moto­cyklisty, a nie od działu ana­liz rynku wielkich firm mo­tocyklowych. Przy pomocy prostych środków każdy po­jazd można było przystoso­wać do wymagań kierowcy.

I wtedy specjaliści od mar­ketingu doszli do wniosku, że nadszedł czas na działanie. Utarło się, że najbardziej sztandarowymi konstrukcja­mi, przynoszącymi najwięcej splendoru ich producentom są motocykle sportowe i dro­gie „połykacze kilometrów”. A jednak kto wie, czy nie znacznie więcej satysfakcji może dać o wiele skromniej­sze enduro. Ta ścisła spe­cjalizacja powoduje, że aby zaznać radości z jazdy każdym rodzajem jednośladu trzeba kilka razy z rzędu wygrać w totka i wybudo­wać spory garaż, ewentualnie być dziennikarzem w mie­sięczniku motocyklowym (by­le nie polskim). Wtedy ma się szansę znaleźć właściwy mo­tocykl na właściwą okazję.

Że co – że niby łatwo mó­wić? A co byś powiedział na motocykl nadający się głów­nie na codzienną jazdę po mieście, jak i weekendowy wypad na zieloną trawkę, a może nawet wakacyjną wy­prawę w nieznane? Niemoż­liwe? A jednak! Dzięki „ucy­wilizowaniu” enduro stwo­rzono coś co nazywa się du­al sport. Do katergorii dual sport należą motocykle o dos­konałych zdolnościach po­ruszania się zarówno po bez­drożach, jak i po normal­nych drogach. 

Yamaha budowała jednocylindrowe enduro o dużej pojemności dłużej niż kto­kolwiek inny w Japonii. Po prawie 10 latach produkcji XT 500k, w 1988 roku poja­wił się następca: XT 600K. W 1990 poddano go moder­nizacji. O ile o XT 600K z ra­cji nożnego rozrusznika i ty­powo terenowych opon moż­na mówić o enduro, to już model XT 600E z elektrycz­nym rozrusznikiem i opona­mi o uniwersalnej rzeźbie bieżnika zbliża się do kate­gorii dual sport.

Konstrukcja XT 600E jest na tyle prosta i solidna, na ile motocykl musi pełnić swo­ją rolę w trudnych warun­kach terenowych. Chłodzo­ny powietrzem jednocylin­drowy silnik charakteryzuje się pozbawioną technicz­nych fajerwerków budową. W głowicy znajduje się je­den wałek rozrządu napę­dzający poprzez dźwigienki po dwa zawory ssące i wy­dechowe. Ciekawie rozwią­zano zasilanie silnika. System YDIS czyli Yamaha Double Intake System polega na zas­tosowaniu gaźnika o dwu gardzielach i dwu przepustnicach, z czego jedna ste­rowana jest manetką na kie­rownicy, a druga podciśnie­niem panującym w kanale ssącym.

Dzięki temu przy pracy silnika z małym ob­ciążeniem mieszanka wytwa­rzana jest w gardzieli o niewielkiej średnicy 26 mm. W efekcie uzyskuje się równo­mierną pracę i niewielkie zu­życie paliwa. Lepsze odparowanie paliwa powoduje, że regulacja silnika jest o wie­le łatwiejsza. Przy zapotrze­bowaniu na większą moc uru­chamia się druga gardziel średnicy 30 mm. Takie podzielenie gaźnika dało w efekcie prawie linearny przy­rost mocy wraz z obrotem manetki gazu, w niczym nie ograniczając jego para­metrów.

Silnik smarowany jest w układzie z suchą miską olejową. Olej z dna karteru odsysany jest do zbiornika będącego integralną częścią ramy, mieszczącego się za jej główką. Komplikuje to nie­co kontrolowanie poziomu i dolewanie oleju. Wlew bo­wiem, będący zarazem miar­ką poziomu oleju, dostępny jest po odkręceniu niewiel­kiej osłony od zbiornika pa­liwa. Obsługa jest prosta (gdyby nie ten olej) i spro­wadza się do regulacji luzów zaworowych raz na 6000 km. Dzięki śrubom do regu­lacji luzów i braku jakich­kolwiek przewodów i chłodnic itp. jest to czynność raczej niezbyt skomplikowana.

Wibracje potężnego jed­nocylindrowca trzymane są skutecznie w ryzach dzięki wałkowi wyrównoważającemu. Odgłos pracy silnika sku­tecznie wytłumiony został przez układ wydechowy. Z rury wydechowej dobywa się spokojny, typowy dla jednocylindrowego czterosu­wu odgłos tuf… tuf… tuf. Sil­nik reaguje spontanicznie na dodanie gazu – ,,ciągnie” już przy niskich obrotach, co znacznie ułatwia jazdę. Mi­mo sztywnego mocowania w ramie drgania powodowa­ne pracą silnika są prawie niewyczuwalne. Moc 45 KM przy 6500 obr./min w zupeł­ności wystarcza do dyna­micznej jazdy zarówno po bezdrożach, jak i szosie. 50 Nm momentu obrotowego przy 5500 obr./min sku­tecznie chroni Yamahę XT 600E przed zakopaniem się w piachu podczas sobotniej wycieczki.

Z silnika napęd przeno­szony jest kołami zębatymi na sterowane cięgłem wie­lotarczowe, mokre sprzęgło. Skrzynia biegów pracuje nie­nagannie, a każdy z jej pię­ciu biegów zaskakuje pew­nie, z dobrze sygnalizowanym trzaskiem. Przełożenie pierwszego biegu jest o wie­le wolniejsze od wyższych stopni, co ułatwia pruszanie się motocyklem z niewielką prędkością w trudnych wa­runkach terenowych. Motocykl, jak przystało na enduro, wyposażono w za­wieszenie o dużym skoku, co w połączeniu z dużym prześwitem znakomicie ułatwia jazdę po bezdrożach.

Prze­dni widelec teleskopowy o skoku 225 mm posiada re­gulację skoku za pomocą poduszki powietrznej. Tyl­ny wahacz spawany ze sta­lowej rury o prostokątnym przekroju współdziała z po­jedyńczym elementem reso­rująco-tłumiącym, którego regulacja ogranicza się do zmiany naprężenia wstęp­nego sprężyny. Hamulce Yamahy XT 600E znakomicie sprawdza­ją się w swojej roli. Przedni hamulec wyposażony jest w pojedyńczy pływający zacisk o dwu tłoczkach. Tarczę ha­mulcową o średnicy 270 mm chroni przed brudem plasti­kowa osłona. Tylne koło ha­mowane jest równie skutecz­nie pojedynczym hamulcem o średnicy tarczy 220 mm.

Pojedyncza rama zam­knięta została zespawana z rur stalowych o przekroju okrągłym. Karter silnika chroniony jest od kontaktu z podłożem dość delikatnie wy­glądającą osłoną wygiętą ze stalowych rurek. W porówna­niu do konkurencji, gdzie re­gułą jest chronienie spodu sil­nika aluminiową płytą, tego typu osłona nie budzi zaufa­nia, No ale nie każdy musi przecież uprawiać akrobatykę na skalnym rumowisku. Jedyny blaszany element nadwozia Yamahy XT 600E to zbiornik paliwa. Pozostałe części wykonane są z wysokoudarowego, barwionego w masie tworzywa sztucznego. Dzięki temu są praktycznie niezniszczalne.

W razie nie­fortunnego upadku elastycz­ny, plastikowy element nie ulegnie większemu uszkodze­niu, no może z wyjątkiem nie­wielkich zarysowań. Niestety słowa krytyki należą się ba­gażnikowi. Jego przydatność jest znikoma. Słaba strona to brak obrotomierza. W za­mian za to firma oferuje lampkę kontrolną, gdy obroty silnika przekroczą 7000 obr./min. Komfortowe siedze­nie pozwala spokojnie poko­nać dystans 300 km, bo na tyle starczy paliwa w 13 litrowym zbiorniku. Odpoczynek na stacji benzynowej w zupełno­ści wystarczy przed dalszą podróżą. 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026