Z archiwum „Świata Motocykli” – trialowa Yamaha TY 250Z. Numer 4/1994

Istnieje gałąź sportów motorowych zwana trialem, a po polsku rajdami obser­wowanymi, polegająca na precyzyjnym przejechaniu wytyczonej trasy w wyzna­czonym limicie czasu. Ta­kie uchybienia jak podpar­cie nogą czy wyjechanie po­za linię ograniczającą trasę powodują naliczanie punk­tów karnych. Popisy trialowych akrobatów stały się jeszcze popularniejsze dzię­ki pokazom organizowanym w halach, zwykle podczas zawodów supercrossu.

Technika jazdy wymaga od kierowców umiejętności cyrkowego akrobaty. Ale też motocykl przeznaczony do trialu musi spełniać dość specyficzne wymagania. Nic też dziwnego, że w ich pro­dukcji panuje wąska spe­cjalizacja. Jeszcze do nie­dawna ich produkcja była domeną małych firm euro­pejskich takich, jak np. włoskie Aprilia, Beta i Fan­tic czy też hiszpańskie: Gas Gas i Montesa. W minionym roku dołączyła do nich Ya­maha modelem TY 250 Z. 

Już na pierwszy rzut oka motocykle do trialu różnią się w sposób zdecydowany od pozostałej braci, nawet tej przystosowanej do jazdy w terenie. Tutaj nie tyle istotne są moc, szybkość, wygodne siodło czy pojem­ny zbiornik paliwa, ile duży prześwit, lekka acz stabilna konstrukcja. Również spe­cjalne wymagania dotyczą silnika. Musi on dyspono­wać dużym momentem obrotowym już przy niskich obrotach wału korbowego. Zwykle osiąga się to odpowiednim doborem faz rozrządu i kołem zamachowym o rozmiarach nie spotykanych w silnikach o podob­nej pojemności skokowej.

Dzięki tym czynnikom pra­ca jednostki napędowej jest spokojna i jej zachowanie łatwe do „wyczucia” przez kierowcę . Nie do pogardze­nia jest dodatkowy efekt stabilizujący motocykl, wy­nikający z momentu żyroskopowego ciężkiego koła zamachowego. Nie mniej ważne jest precyzyjne wy­ważenie całej konstrukcji. Duży prześwit powoduje, że środek ciężkości znajduje się dość wysoko, co nie uła­twia zadania kierowcy ja­dącemu bardzo wolno.

Człowiekiem, który cał­kowicie zrewolucjonizował technikę jazdy w trialu jest Jordi Torres, pięciokrotny mistrz świata. Od chwili je­go uwieńczonego sukcesem debiutu w 1985 roku rady­kalnie zmienił się sposób pokonywania ciasnych za­krętów i uskoków. Zamiast skręcać kierownicę pod ką­tem zbliżonym do prostego wystarczy odciążyć tylne koło i balansem ciała przestawić je na bardzo ograni­czonej przestrzeni. Oczywiście te „podskoki” zgodnie z regułami sztuki muszą odbywać się bez podpiera­nia się o ziemię. Przypomi­na to technikę jazdy na ro­werze typu cyklotrial. Taki styl jazdy wymaga od kon­struktorów idealnego wyważenie motocykla.

Zmiana stylu jazdy spo­wodowała zmiany w kon­strukcji motocykli do trialu. Mały promień skrętu wymuszał silne zwężenie podłużnic w okolicach główki ramy, tak by rury teleskopów nie były bloko­wane przy pełnym skręcie przez ramę. Konsekwencją jej zwężenia była mniejsza odporność na skręcanie. Od chwili, gdy Jordi Tarres zdo­był pierwsze mistrzostwo świata i znalazł rzesze na­śladowców, konstruktorzy mogli spokojnie pracować naą usztywnieniem ramy poprzez szersze rozstawie­nie podłużnic.

Aby odciążyć tylne koło, a tym samym ułatwić kierowcy „nadrzucanie” tyłu motocykla, prze­sunięto podnóżki do przo­du. Jednak nie ma nic za darmo. Odbyło się to kosztem łatwości do podrywa­nia przedniego koła do góry, tak niezbędnego przy poko­nywaniu wysokich prze­szkód. Twarde zawieszenie ułatwia przeskoki motocy­kla ze stopnia na stopień, jednak trudno tu mówić jakimkolwiek komforcie, szczególnie w czasie jazdy po skalnym rumowisku. Ale jak zaznaczyliśmy na wstę­pie, trial rządzi się innymi prawami niż „zwykłe” mo­tocykle.

Silnik, podobnie jak u europejskiej konkurencji pracuje w obiegu dwusuwo­wym. Aby zmniejszyć masę nie wymyślono do tej pory nic lepszego. Oczywiśce chłodzony cieczą, co od 1988 roku dzięki pionier­skiemu Climberowi Aprilii stało się standardem. Chło­dzenie silnika cieczą ma w trialu olbrzymie znacze­nie. Utrzymanie na stałym poziomie temperatury silni­ka w motocyklu, który czę­ściej stoi niż jedzie, ma decydujące znaczenie dla sta­bilności i niezawodności je­go pracy. Od momentu star­tu do mety silnik, aby mieć taką samą moc, musi pra­cować w niezmiennych wa­runkach.

Chłodnica w celu uniknięcia uszkodzenia moż­liwego przy ewentualnym upadku jest skryta pod podłużnicami ramy i dodat­kowo chroniona po bokach podciągami ramy. Nad wła­ściwą temperaturą cieczy chłodzącej czuwa termo­stat i elektryczny wentyla­tor chłodnicy uruchamiany przez układ elektroniczny. Gładź cylindrowa pokryta została warstwą spieku ce­ramicznego ograniczającego tarcie pary tłok-cylinder i poprawiającego odprowadzanie ciepła na zewnątrz. Silnik jest mocno „podkwa­dratowy” tzn. skok tłoka (58 mm) jest mniejszy od śre­dnicy cylindra wynoszącej 74 mm.

Zaleta takiego roz­wiązania to natychmiasto­wa reakcja silnika na gwał­towne otwarcie przepustni­cy. Minusem natomiast jest dość mizerna wartość mo­mentu obrotowego w dol­nym zakresie obrotów wału korbowego. Dzięki precy­zyjnie dobranym fazom roz­rządu i kształtowi krótkiego kanału ssącego konstrukto­rom udało się uzyskać z 249 ccm 20,5 KM (15,1 kW) przy dość niskich 5500 obrotach na minutę. Maksymalny mo­ment obrotowy wynosi 29,4 Nm przy 4500 obr/min. Jak wielki nacisk stawia się na ciężar niech świadczy fakt, że w porównaniu z ubiegło­rocznym modelem, udało się konstruktorom obniżyć masę silnika o 5,7 kg, m.in. poprzez zastosowanie lżejszego wa­łu korbowego.

Jednak, aby nie zmniejszać tak przydat­nego momentu żyroskopo­wego, zastosowano nowy wirnik alternatora o więk­szej średnicy, w którym większość masy znajduje się na jego obwodzie. W ten prosty sposób moment bez­władności układu nie uległ zmianie mimo mniejszej masy całości. Szczególnie troskliwie po­traktowano układ za­silania. Iglica jest teraz osadzona w przepustnicy za pomocą sprężyny, dzięki czemu uniknięto zjawiska „kiwania się” iglicy gaźnika przy otwartej przepustnicy. W wyniku tego wypływ pali­wa z dyszy głównej jest dużo stabilniejszy, zasługą czego jest jego równa praca. Dzięki komorze roz­prężnej i pojemnemu alu­miniowemu tłumikowi mo­tocykl ten wytwarza podczas jazdy natężenie hała­su dużo mniejsze niż kilkuosobowa wy­cieczka miło­śników gór­skiej tury­styki.

Silnik zaś spełnia z zapa­sem najsurowsze zachod­nioeuropejskie normy od­nośnie czystości spalin. Yamaha TY 250 Z jest pierwszym terenowym mo­tocyklem tej firmy z ramą wykonaną z aluminium. Przypomina ona kształtem ramy z motocykli o mocach 100 KM i więcej. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż powstała ona z tych sa­mych założeń konstrukcyjnych, co rama typu Delta­box. Jednak podłużnice nie są spawane z blaszanych wytłoczek, lecz wykona­ne są z pojedynczego alu­miniowego kształtownika.

Znajdujące się wewnątrz zamkniętego profilu żebra usztywniające nadają ra­mie wyjątkową sztywność i odporność na uszkodze­nia przy ewentualnym upadku. Tylna rama po­mocnicza jest również wy­konana z aluminium, a po jej zdjęciu uzyskuje się łatwy dostęp do filtra powietrza i tylnego amor­tyzatora. Kształt ramy pozwolił na prześwit w wielkości 345 mm, przy umiarkowa­nej wysokości siodła nad ziemią: 725 mm. Silnik chroniony jest od uderzeń w przeszkody takie jak gła­zy i pnie drzew duralumi­niową osłoną.

Przednie zawieszenie motocykla typu trial ze względu na oszczędność masy posiada zwykle w jednej z rur samą tylko sprężynę, podczas gdy w drugiej rurze znajduje się wyłącznie amortyzator. W TY 250Z zrezygnowano z tego typu oszczędności, szukając ich w lżejszej kon­strukcji rur nośnych. Mają one średnicę zmienną wraz z długością. W dolnej czę­ści, po której ślizga się go­leń amortyzatora wynosi ona 41 mm. Zwężające się ku górze rury mają u szczy­tu średnicę równą 37 mm. Ponadto w imię oszczędno­ści na masie zrezygnowano z widelca typu Upside-Do­wn, co ostatnio czynią też i inne wytwórnie np. Gas Gas.Tylny, wykonany z aluminium wahacz połą­czony jest układem dźwigni z elementem sprężynująco­-tłumiącym firmy Bilstein o regulowanych ugięciu wstępnym sprężyny i sile tłumienia. Bardzo ciekawą kon­strukcję ma tylne koło TY 250 Z. Podobnie jak w Gas Gas przekrój felgi ma kształt zbliżony do litery T. Szprychy uchwycone są w grzebieniu biegnącym jej środkiem. W związku z tym zmieniono klasyczny układ szprychy: nyple zamiast w feldze znajdują się w pia­stach koła. (W Gas Gas ny­ple znajdują się w połowie długości dwuczęściowej szprychy.) Tego typu roz­wiązanie pozwala na uży­cie opon bezdętkowych (oszczędność na masie) i znacznie ułatwia pracę mechanikom. W przypadku konieczności wymiany pękniętej szprychy nie trzeba zdejmować opony! Umieszczony pomiędzy podłużnicami ramy zbiornik mieści całe 3 l paliwa. Na rajd obserwowany w zupełności to wystarczy. 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026