Categories: AktualnościLudzie

Wyścigi motocyklowe, to po prostu moje życie… | Wywiad z Marcinem Kosą

Jego firma zajmuje się nie tylko serwisem maszyn „cywilnych”, ale właściwie wszystkim, czego mogą potrzebować motocykle stare i nowe: od renowacji oldtimerów po przygotowanie i obsługę wyścigówek. Doświadczenie zdobyte przez szereg lat oraz fachowe podejście do każdego zadania zaowocowało nawiązaniem współpracy z jednym z najbardziej utytułowanych polskich zespołów wyścigowych – LRP POLAND, a współpraca z najlepszymi zawodnikami w kraju pozwoliło wspiąć się na szczyty motocyklowego wtajemniczenia.

Porozmawiajmy o życiu i motocyklach…

Andrzej Drzymulski: Cześć Marcin. Znamy się nie od dziś, ale wciąż zbyt krótko, żebym wiedział, od kiedy zajmujesz się mechaniką motocykli? To zawód wyuczony w szkole czy w praktyce?

Marcin Kosa: Motocyklami zajmuję się od dziecka. Mój tata miał zawsze przynajmniej jeden motocykl, czasem kilka. Bardzo lubiłem pomagać przy obsłudze taty motocykli i bardzo wcześnie zacząłem jeździć. Na zbiorniku to chyba jak miałem trzy latka, a na pierwszym własnym – w wieku ośmiu lat. Nie jest to mój zawód wyuczony, nie ma takich szkół, w których można by się go nauczyć, a szkoda (w ostatnich latach powstały pierwsze klasy o profilu mechanika motocyklowego przy niektórych „samochodówkach” – przyp. red.). Jestem samoukiem.

A.D.: Od czego zaczęła się Twoja przygoda z dwoma kółkami?

M.K.: Od Rometa Kadeta… Nowego! Pamiętam, że wszyscy jeździli na motorynkach z małymi kołami, a ja na dużych. Respekt na dzielni!

A.D.: Czy zawód mechanika motocyklowego określiłbyś jako trudny, czy przyjemny? Chyba każdy lubi pokręcić śrubką?
M.K.: To zależy. Gdy wymieniasz olej i naciągasz łańcuch – to zabawa, a gdy robisz takie rzeczy jak Ja, to nie jest łatwo. Ale nie zamieniłbym pracy przy motocyklach na żadną inną, sam wiesz…

A.D.: Jak znalazłeś się w paddocku wyścigów motocyklowych? Jak trafiłeś do mistrzostw świata?
M.K.: Pierwszy raz na padoku byłem z ekipa telewizyjną, dla której testowałem motocykle. Byłem troszkę osłabiony tym, co zobaczyłem. Z jednej strony podnieta, bo wyścigi i wielki świat – tak wtedy to wyglądało dla mnie (ze śmiechem), a z drugiej motocykle posklejane na taśmę i brak profesjonalnych zespołów.
Mistrzostwa świata to zasługa Bartłomieja Lewandowskiego. Kiedy dołączyłem do zespołu LRP Poland, od razu poszedłem w stronę profesjonalnie przygotowanych motocykli i prawdziwego zespołu wyścigowego. Bartkowi to się chyba spodobało, bo dał mi wolną rękę i zaczęliśmy się bardzo szybko rozwijać.
Pamiętam, jak w nocy dostałem od Bartka SMS: „Jedziemy Le Mans!” Do wyścigu było cztery miesiące. Nie spałem całą noc, obmyślając plan. Wykonaliśmy wtedy kawał dobrej roboty i z bardzo dobrej strony pokazaliśmy Polskę na arenie międzynarodowej.

A.D.: Kręcisz śrubkami, budujesz motocykle na najlepszych częściach, podróżujesz po świecie po najlepszych torach wyścigowych. Jak często słyszysz, że masz pracę marzeń?
M.K.: Hahaha, ciągle to słyszę, pewnie tak jak Ty!

A.D.: Ile pracy Cię to kosztuje?
M.K.: W warsztacie jestem 12 godzin dziennie, sześć dni w tygodniu. U nas sezon się nie kończy, więc pracujemy na pełnych obrotach cały rok. W tym sezonie miałem 24 weekendy wyścigowe albo pretesty, przed nami jeszcze Malezja (w trakcie rozmowy przed – testy odbyły się 13-15 grudnia.). A tak naprawdę pracuję na okrągło, bo cały czas myślę, co zrobić lepiej albo jak rozwiązać jakiś problem. To nie praca, to po prostu moje życie.

A.D.: Twój rekord nieprzespanych godzin?
M.K.: Podczas tegorocznego wyścigu w Le Mans – nie spałem 42 godziny (a nie piję kawy)…

A.D.: Wyścigi to ogromna odpowiedzialność. Twoje motocykle muszą przejeździć 24 godziny non-stop. Od ich niezawodności zależy zdrowie i życie zawodników.
M.K.: Zgadza się. Ja, budując motocykl, biorę na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie zawodników. Postępuję tak, jak bym sam miał startować tym motocyklem. Często nowo zbudowane maszyny sam testuję na torze. Zawsze też myślę o kosztach. Ja byłbym bardzo niezadowolony, gdybym wydał worek pieniędzy na wyścigówkę, która rozleciała się na pierwszym okrążeniu…

A.D.: Jak radzisz sobie ze stresem?
M.K.: Jakim stresem, przecież to praca marzeń (ze śmiechem)! Dobre przygotowanie sprzętu powoduje, że nie mam stresu, a z tym, co się dzieje na torze w trakcie wyścigów, radzimy sobie bez stresu – to chyba doświadczenie (ze śmiechem)! Zawsze wyciągam wnioski z tego, co się dzieje i nie powielam błędów, to proste.

A.D.: Czy każdy może zostać mechanikiem motocyklowym? Spotkałeś ludzi, którzy nie powinni dotykać maszyn wyścigowych?
M.K.: Nie chcę nikogo obrażać, ale znam wielu ludzi, którzy nawet roweru nie powinni dotykać. Największy problem to niechlujstwo i brak odpowiedzialności za to, co się robi i za swoje umiejętności. Mechanik zawsze mówi, że „nie ma sprawy, zrobi się”, a później zastanawia się, jak to zrobić. Takie typowe „jest baran, to trzeba go strzyc”…

A.D.: Sam też jazdy na motocyklu nie odmawiasz, jak często jeździsz po torze i co Ci to daje?
M.K.: Bardzo lubię jeździć po torze, niestety mało na to czasu. Umiejętność szybkiej jazdy motocyklem pozwala mi lepiej zrozumieć to, co buduję i czego potrzebuje zawodnik. To bardzo ważne, żeby rozumieć, co zawodnik mówi do ciebie. Czasem telemetria to nie wszystko (ze śmiechem)!

A.D.: Co jest ważniejsze: inwestycja w motocykl czy w umiejętności?
M.K.: Na początek zawsze umiejętności. Gdy zaczniemy „ogarniać”, to sprzęt powinien rozwijać się z nami.

A.D.: W takim razie kiedy i w co (części, serwis) należy inwestować, ucząc się jazdy torowej?
M.K.: Motocykl ma być bezpieczny i dawać fun z jazdy. Wypasiony motocykl za kupę kasy sam nie pojedzie. Na początek warto zmienić owiewki (uliczne są drogie). Ja zawsze zalecam też zmianę setów. Widziałem wiele wywrotek spowodowanych podparciem się o set w zakręcie.

A.D.: Twój największy sukces jako mechanika?
M.K.: Każdy silnik, który przejedzie więcej, niż jeden wyścig (ze śmiechem)! A tak naprawdę, to chyba Bol D’Or 24h w ubiegłym roku i rekord prędkości podczas wyścigu – 345 km/h. To była masakra. Nasz motocykl, zbudowany w małej wiosce pod Warszawą, był dużo szybszy od maszyn fabrycznych!

A.D.: Największa porażka?
M.K.: Le Mans 24h w 2017 roku i rozerwana skrzynia biegów. Musiałem po 24 minutach podjąć decyzję o wycofaniu się z wyścigu. Zawodnicy płakali, mechanicy byli załamani. To były bardzo trudne chwile, ale ja się nigdy nie poddaję i więcej nie mieliśmy problemu ze skrzynią biegów. Wyciągam wnioski z każdej sytuacji.

A.D.: W którym momencie zauważyłeś, że elektronika w motocyklu jest ważna, o ile nie najważniejsza?
M.K.: W 2009 roku. BMW S 1000RR bardzo wysoko podniosło poprzeczkę.

A.D.: Z BMW S 1000RR spędziłeś lata, teraz pracujesz już z nowym modelem, który nie ma z poprzednim praktycznie żadnych części wspólnych. Dużo nauki przed Tobą? Cieszysz się, czy wolałbyś, żeby BMW zrobiło ewolucję, a nie rewolucję?
M.K.: To prawda, z nowym modelem pracujemy już od roku. Nauki jest dużo. Jest łatwiej niż 10 lat temu, bo współpracuję z działem wyścigowym BMW HP i nie muszę już tam wyważać drzwi – są dla mnie otwarte (ze śmiechem)! Zawsze cieszę się z nowego wyzwania, to motywuje to działania.

A.D.: Każdy warsztat ma jakiś nieukończony, zalegający projekt. Jaki motocykl czeka na Twoją uwagę?
M.K.: To prawda… Czeka mój motocykl na 400 metrów. Mam najlepsze części i brak czasu na poskładanie go…

A.D.: Czego Ci możemy życzyć?
M.K.: Więcej czasu dla mojej wspaniałej rodziny. Gdyby nie wsparcie mojej kochanej żony, nie byłbym tu, gdzie jestem. Pamiętam moje pierwsze Le Mans. Zawsze o tym marzyłem. Wypadło w moje urodziny. Przygotowania, ogromny stres, wracam do domu po kilku dniach, a na ulicę wybiegają moje dzieci, rzucają się na mnie i wręczają mi papierowy puchar, który same zrobiły z napisem „najlepszy mechanik Le Mans”. A w domu ogromny tort z logo 24h Le Mans. Myślę, że to daje mi najwięcej siły i radości.

KOMENTARZE
Andrzej "Simpson" Drzymulski

W 2018 roku wykonał stunt życia biorąc na siebie prowadzenie najstarszego magazynu motocyklowego. Momentami ekscentryczny stuntrider dorósł do poważnej, wydawniczej pracy pozostając przy tym Andrzejem. Lubi: wszystkie motocykle, żonę i psa (kolejność przypadkowa).

Recent Posts

TOP Tygodnia: Spowiedź niegeriatryczna, Ściganie na nakedach… – O czym czytaliście najchętniej w ostatnich dniach?

Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…

23 lutego 2026

MotoGP: Co wiemy po testach w Tajlandii?

Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…

22 lutego 2026

WSBK: Nicolo Bulega z hat-trickiem w Australii. Czy tak będzie wyglądał cały sezon?

Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…

22 lutego 2026

Używane Suzuki VZ1500L0. Nawet nie próbujcie mnie zatrzymać

Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…

21 lutego 2026

Nowy Kawasaki Brute Force 450 EPS na rok 2026

Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…

21 lutego 2026

Honda Adventure Roads 2026 – Krótsze wyprawy, więcej motocyklistów

Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…

21 lutego 2026