Z archiwum ŚM: Czy można hamować na zakręcie? Numer 2/1995

Czasem słyszy się: „kiedy przyczepność jest już zaan­gażowana w przenoszenie siły odśrodkowej w zakręcie, nie wolno jej angażo­wać w przenoszenie siły ha­mowania”. Tak, ale w tech­nice zawsze oprócz zagad­nienia: co? istnieje jeszcze zagadnienie: ile? Jeżeli za­pas przyczepności jest cał­kowicie wyczerpany, wtedy faktycznie nie można nic dokładać. W rzeczywistości jednak bardzo rzadko bie­rze się zakręty przy całko­witym wyczerpaniu zapasu przyczepności. Jeżeli niecałkowicie an­gażujemy przyczepność dla przenoszenia siły odśrod­kowej, to mamy zawsze jeszcze możność wykorzy­stania pewnej jej części na hamowanie lub na przy­śpieszanie. Jakiej części? Wcale nie tylko tej reszty nie wykorzystanej, ale tro­chę więcej. Popatrzmy na to od strony fizyki. 

Elipsa przyczepności

Elipsa przyczepnosc1 (µmax) obrazuje maksy­malną przyczepność, jaką na danej nawierzchni opo­na może zapewnić przy przenoszeniu sił w dowol­nym kierunku. Jej kształt zależy od typu bieżnika i profilu opony, tak, że ta elipsa może być również kołem.

Każda opona motocykla swoją działkę siły odśrod­kowej przenosi w kierunku poprzecznym. Na rysun­ku 1 oznaczyliśmy ją R. Siła hamowania H dzia­ła w kierunku wzdłuż­nym. 

Chodzi o to, żeby wypad­kowa W tych dwóch sił nie przekroczyła konturu „elipsy przyczepności”. Bo przekroczenie oznacza uślizg. Dopóki siła R nie osiąga konturu elipsy, mo­żemy przyłożyć jeszcze siłę H, ale tylko taką, żeby wypadkowa W nie prze­kroczyła tego konturu. Za­uważmy jednak, że to może być dość spora siła.

I odwrotnie: jeżeli na prostej aplikujemy siłę ha­mowania H, nie wykorzystując w pełni przyczepno­ści (a rzadko hamujemy tak awaryjnie, żeby ją w pełni wykorzystywać), to może­my jeszcze spokojnie w trakcie hamowania wyko­nać pewien skręt, znów: że­by tylko W nie przekro­czyła konturu oznaczające­go µmax. To wszystko dotyczy oczywiście każdego z kół: przedniego i tylnego.

Jak to wygląda w praktyce?

W praktyce ani na jezd­ni, ani na żadnym ekranie nie widzimy żadnej elipsy i nie ukazują się nam żadne wektory. Trzeba polegać na odczuciach. Dla tej choćby przyczyny jestem zwolenni­kiem takiego stylu jazdy, żeby przy różnych okazjach zbliżać się do granicy przy­czepności. Tylko zbliżać się do niej „od dołu”, to jest ni­gdy jej nie przekroczyć. To znaczy obserwować zacho­wanie się motocykla przy zbliżaniu się do granicy przyczepności. Dopiero wte­dy możemy mówić o dobrym opanowaniu techniki jazdy.

Pierwszą fazą jest wej­ście w zakręt. W tej fazie motocykl (wraz z kierowcą) ulega coraz większemu nachyleniu w stronę zakrętu, a tor jazdy – coraz większe­mu zacieśnieniu łuku. Siła odśrodkowa wzrasta od ze­ra do swej maksymalnej wielkości. Nic więc nie przeszkadza, żeby w tej fa­zie siła hamowania odpowiednio spadała od swej największej wartości do ze­ra. Oznacza to właśnie moż­liwość pewnego uzupełnia­jącego hamowania w fazie wejścia w zakręt. Czasem widać to wyraźnie na mi­gawkach ze światowych wyścigów, jakie mamy oka­zję oglądać w TV. Raz na­wet widziałem przewróce­nie spowodowane ewident­nie nadmiarem takiego ha­mowania, co było zresztę inaczej skomentowane. Takie sceny warto też ana­lizować.

W rejonie szczytu zakrę­tu nachylenie motocykla jest największe i wtedy już ha­mulce powinny być całkowicie odpuszczone. W prze­ciętnych szosowych zakrę­tach hamowanie w tej fazie nie powinno być już zresztą potrzebne, bo szybkość mu­siała być świadomie dobra­na, a stąd mamy już pełny wgląd na wyjście z zakrętu.

Na ogół w typowych szo­sowych zakrętach faza ,,szczytu” trwa bardzo krót­ko. W fazie wyjścia podno­simy się stopniowo z nachy­lenia, jednocześnie wypro­stowując tor jazdy. Tym sa­mym zmniejszamy siłę odśrodkową, zwalniając stop­niowo pole do dołożenia czegoś. Tu będzie to już siła napędu: odpowiednio do­zując otwarcie gazu, przy­spieszamy. Podkreślam: dozujemy to przyspiesze­nie. Bo bezkrytycznie szyb­kie otwarcie gazu może spowodować groźny uślizg tylnego koła, tym groźniej­szy, im potężniejszy silnik, niższy bieg i głębsze nachy­lenie maszyny w zakręcie.

Dla mnie osobiście ta gra nachyleniami i siłami działającymi na zakrętach stanowi największą frajdę w jeździe motocyklem i mo­gę tylko żałować, że w oko­licy Warszawy zakrętów jest tak mało. Ale uwaga: jeżeli nasza technika jazdy polega na ,,rzucaniu” maszyny w peł­ne nachylenie od razu w wejściu w zakręt, to zapo­mnijmy o wszystkim, co tu było napisane o „uzupełnia­jącym” hamowaniu. Wtedy tylko jedna reguła jest słusz­na: ręka precz od dźwigni hamulca, jeszcze dopóki maszyna jest w pionie.

Przypominam, że tych uwag nie należy rozumieć jako zalecenie używania hamulców w zakrętach. To jest raczej dyskusja z twier­dzeniem, że nie wolno. Ow­szem, wolno. Tylko trzeba wiedzieć jak. 

Wyczucie!

W zakręcie nie ma zasto­sowania reguła mówiąca, że większość siły hamowania pochodzi z przedniego hamulca. Tu hamowanie nie jest ostre i rozkład obciążeń na koła jest zbliżony do „sta­tycznego”. Trzeba bardzo starannie wczuwać się w za­chowanie tylnego i przednie­go koła: wyczuć zbliżanie się do granicy przyczepności. Uślizg przedniego koła skoń­czyłby się bardzo brzydkim upadkiem, a uślizg tylnego koła zmusiłby nas do drama­tycznej walki, z małą szansą uniknięcia upadku. 

Długo ciągnące się zakręty

Są zakręty bez określone­go „szczytu”. Krzywizna cią­gnie się dłuższy czas, powo­dując długi okres, jaki musi­my spędzić w pełnym nachy­leniu. A co zrobić, jeżeli wy­niknie konieczność niespo­dziewanego wyhamowania? Bierzemy taki zakręt blisko granicy przyczepności? 

Najlepiej podnieść ma­szynę i hamować już na nie­co wyprostowanym torze jazdy, wykorzystując szero­kość jezdni. Dla podniesie­nia maszyny z nachylenia trzeba zacieśnić chwilowo skręt, działając jednak tylko kierownicą: jeżeli skręt jest prawy, to skręcić tylko koło nieco w prawo, bez pogłębia­nia nachylenia. Można to obrazowo nazwać podje­chaniem kołami pod swój własny środek ciężkości.

Czy hamować biegami w zakręcie?

Tak. Hamować. Silnik poprzez biegi jest znacznie przyjemniejszym i bez­pieczniejszym urządzeniem do hamowania niż ten brutalny mechanizm cierny, ja­kim jest hamulec. Tylko znów: nie jest obojętne, jak hamować biegami. To od­dzielny temat. Omówię to w następnym odcinku.

KOMENTARZE
Andrzej Kwiatkowski

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026