fbpx
A password will be e-mailed to you.

Gdy dwa lata temu pierwszy raz zobaczyłem motocykle marki Zontes, od razu mocno mnie zaciekawiły. Nie jestem co prawda wybitnym fanem drapieżnej dalekowschodniej stylistyki rodem z filmów „anime”, ale te maszyny miały w sobie coś interesującego. Nie dawałem więc spokoju polskiemu importerowi od kiedy pojawiły się pierwsze sygnały, że będzie miał testówki. Niestety pandemia koronawirusa na jakiś czas wstrzymała możliwość rejestracji pojazdów, więc moja cierpliwość została wystawiona na próbę…

Motocykle Zontes z serii 310 budowane są niemalże na tej samej platformie, ale w kilku wersjach: od nakeda (R) i czegoś w rodzaju mini Diavela (V), poprzez motocykl turystyczny (X), na wyprawówce ADV (T) kończąc. Na pierwszy test wybrałem wersję T – w tej kategorii współczesnych maszyn czuję się chyba najlepiej. Ze względu na niezbyt wybujały wzrost i lekko już podeszły wiek, powinienem pewnie zmienić zainteresowania – większość rasowych motocykli wyprawowych to w końcu wysokie i ciężkie kloce. Do wyboru jest jednak cała gama małych i lekkich maszyn typu ADV jak np. Junak 125 RX One, Romet 250 ADV czy seria Benelli TRK, ale Zontes z silnikiem 312 ccm, mocą ok. 35 KM i wagą zaledwie 150 kg zostawia je daleko w tyle. Motocykl może się podobać już na pierwszy rzut oka. Konstrukcja jest spójna, nieprzypadkowa. Widać, że Zontes, dysponujący własnymi odlewniami metali lekkich, nie żałował ich w tym motocyklu. Począwszy od felg, poprzez wahacz i potężne konsole podnóżków, kończąc na bagażniku oraz pomniejszych elementach – wszystko zrobione jest z aluminium. W dodatku wyglądają na bardzo starannie wykonane i spasowane. Co do plastikowych elementów, też nie ma się czego czepiać – w trakcie jazdy nic nadmiernie nie wibruje i nie trzeszczy. Ciekawostką jest stalowa rama z wbudowanym zbiornikiem oleju – silnik ma suchą miskę olejową. To ostatnio rzadko spotykane rozwiązanie.

Jak prawdziwy ADV

Dosiadam motocykla i od razu czuję, że dam radę. Przy moim niewielkim wzroście (172 cm) spokojnie dosięgam nogami do ziemi, a maszyna jest dziwnie lekka – ogrom elementów z aluminium robi dobrą robotę. Pozycja za sterami jest wygodna, a procedura uruchamiania maszyny, mimo sporej liczby guzików przy manetkach, dosyć prosta. Trzeba tylko uważać, aby transponder był blisko kierownicy, bo motocykl czasem go „nie widzi”. Naciskam czerwony guzik, który odblokowuje zapłon i rozświetla się ekran TFT – znaczy mogę odpalać maszynę. Dźwięki z układu wydechowego nie są porywające, słyszałem ładniejsze, ale przynajmniej nie będą męczyły w trasie. Pierwsze dwa z sześciu biegów są dosyć krótkie. Na szosie to minus, ale przecież ADV to także motocykl w pewnym stopniu terenowy, więc mi to nie przeszkadza. Skrzynia jest dobrze zestopniowana, precyzyjna, a ruch dźwigni krótki. Bez problemu da się wbijać biegi bez sprzęgła, zarówno w górę jak i w dół, to jedynie kwestia wprawy. Hamulce wyposażone w ABS Boscha dobrze radzą sobie z lekkim motocyklem, chociaż wydaje się, że system antypoślizgowy jest nieco nadwrażliwy. Przydałby się też guzik do wyłączenia systemu w czasie jazdy w terenie.

Zontes ADV obleciał moją ulubioną mazurską trasę z odcinkami szutrowo–piaszczystymi i zdał egzamin całkiem nieźle. Zawieszenia nie mają regulacji, ale ustawione są dobrze, choć odrobinę twardo. Opony z nieco terenowym bieżnikiem całkowicie wystarczają do amatorskiej jazdy po wertepach. Jedynie odporności gmoli nie miałem okazji sprawdzić – na szczęście. Jeżdżąc w parze z dużo mocniejszym motocyklem „zamulałem” na długich prostych odcinkach, ale na winklach już nie odstawałem – Zontes sprawował się dla mnie wystarczająco przykładnie. Nie było również problemu z doczepieniem dużej torby podróżnej – bagażnik jest spory i przemyślany. Po przejechaniu ok. 500 km ani ja, ani maszyna nie czuliśmy większego zmęczenia.

Prawie wszystkomający

Zontes 310T jest całkiem dobrze wyposażony, a jak na tę klasę pojemnościowa i cenową, nawet bardzo dobrze. Dysponuje niemal wszystkim, co niezbędne jest w maszynie segmentu ADV. Szprychowe koła (z przodu 19”), duży bagażnik, solidne gmole, handbary, bezkluczykowy zapłon, alarm, dwie mapy zapłonów, ABS Bosch 9.1, wtrysk Delphi, elektrycznie sterowana szyba, wyświetlacz TFT, światła do jazdy dziennej czy regulowane klamki to tylko niektóre elementy standardowego wyposażenia. Całości dopełnia dwuramienny aluminiowy wahacz z amortyzatorem typu monoshock. Wyświetlacz ma sporo funkcji, jest dobrze widoczny w słońcu, a jego obsługa nie sprawia problemu – kierujący ma do dyspozycji jedynie dwa przyciski i nie można się zgubić, jak w bardziej rozwiniętych systemach. O precyzji wskaźników wspomnę nieco później. Zamki wlewu paliwa i kanapy oraz blokada kierownicy są elektrycznie sterowane.Rodzi się zatem pytanie – jakie są procedury dobrania się do motocykla, gdy akumulator się wyładuje? Przecież nie podładujemy go bez otwarcia kanapy. Otóż Zontes ma wbudowane zabezpieczenia przeciwko totalnemu rozładowaniu baterii, a także tajemny guzik pozwalający właśnie na otwarcie kanapy zaoszczędzonymi resztkami energii. Warunek jest jeden – bateria w responderze (pilocie) musi być sprawna. Akurat przypadkowo (w poprzedniej wersji) ćwiczyłem tę procedurę – działa!

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale to jest chyba najlepiej dopasiony mały motocykl wyprawowy na rynku. W dodatku za dosyć rozsądną cenę poniżej 20 tys. zł. Brakuje mi w nim tylko jednego – centralnej podstawki, która w motocyklach ADV bardzo się przydaje. Mam też nadzieję, że podgrzewane manetki i zestawy kufrów szybko pojawią się w katalogu akcesoriów. Wtedy to będzie prawdziwa wyprawówka.

Chińczycy szybko się uczą

Tak się złożyło, że kilka dni wcześniej miałem okazję dosiadać poprzedniej wersji modelowej Zontesa, jak i tej najnowszej. Co prawda motocykl sprzed dwóch lat to model X, ale wszystkie odmiany mają tę samą bazę i właściwie tylko konfiguracja nadwozia jest inna. W poprzedniej wersji nie podobało mi się kilka elementów. Nie były to wielkie niedoskonałości, ale dosyć irytujące. Po pierwsze, boczna stopka była za krótka, w związku z czym motocykl opierał się na niej mocno pochylony. Tak mocno, że wystarczyła chwila nieuwagi, lub zaparkowanie na miękkiej nawierzchni i maszyna się wywracała.

Advertisement

Po drugie, wyświetlacz wyglądający jak TFT, okazał się zwykłym ekranem ciekłokrystalicznym o dosyć marnym kontraście. Nie trzeba było nawet ostrego słońca, by nic nie było na nim widać – nawet prędkości z jaką jadę. Nie wiedzieć czemu, aby wyłączyć migacze trzeba było cofnąć przełącznik zamiast normalnie przycisnąć. Takiej konstrukcji nie widziałem już od lat. Przednia szyba, choć regulowana elektrycznie, wydawała się być zbyt niska i praktycznie nie zauważałem różnicy czy była w pozycji podniesionej czy opuszczonej. Ku mojej radości, wszystkie te niedociągnięcia zostały usunięte w kolejnej generacji Zontesa. Widać nie ja jeden na nie narzekałem. Wniosek jest jednak optymistyczny – chińskie biuro projektowe szybko reaguje na sygnały z rynku. Jeżeli te zmiany będą szły w odpowiednim kierunku i w takim tempie jak dotychczas, to konkurenci z rynku ADV mają się czego obawiać.

Jednak nie jest doskonały

Mimo wprowadzenia sporej liczby poprawek, motocykl wciąż nie jest doskonały i inżynierowie Zontesa mają nad czym pracować. W dłuższej trasie wychodzą pewne niedoskonałości – drobne, ale denerwujące. Po pierwsze, mimo wałka wyrównoważającego, podczas jazdy na obrotach silnika zbliżonych do maksymalnych pojawiają się wibracje w okolicach zbiornika paliwa, ale także na podnóżkach. Drgania na dłuższa metę z denerwujących stają się męczące. Tak, to prawda, w jednocylindrowych jednostkach takie zjawisko jest niemal nieuniknione, niemniej z pewnością da się je ograniczyć. W obrębie podnóżków taka operacja powinna być całkiem łatwa.Drugą kwestią jest precyzja wskazań wyświetlacza. Jeżdżąc Zontesem i kierując się wskazaniami prędkościomierza odnosimy wrażenie, że to motocykl bardzo szybki jak na tę klasę pojemnościową. Wystarczy jednak zamontować urządzenie GPS, które szybko sprowadzi nas na ziemię. Prędkościomierz przekłamuje o ok. 10 –12 km/h. Więc gdy wydaje ci się, że pędzisz 130 km/h, to w rzeczywistości nie osiągasz nawet pełnych 120. Z jednej strony to podbudowuje ego jeźdźca, a i dla bezpieczeństwa lepiej, z drugiej prędkościomierze oparte na elektronicznych czujnikach zbierających sygnały ze skrzyni biegów potrafią przecież być bardzo precyzyjne. Kolejny temat to wskazania paliwomierza oraz zasięgu. Wskaźniki Zontesa mają taką właściwość, że przez pierwsze 250 km od pełnego zatankowania wydaje się, że maszyna w ogóle nie zużywa paliwa. Gdy już zaczynasz na poważnie cieszyć się tą zaletą, słupki paliwomierza gwałtownie zaczynają zjeżdżać i na przestrzeni 80 km z połowy zbiornika nagle robi się rezerwa. Co ciekawe, gdy bak jest niemal wysuszony, wskaźnik „range” pokazuje, że spokojnie jeszcze przejedziesz 270 km. Do takiej sytuacji po prostu trzeba się przyzwyczaić i wierzyć raczej zdrowemu rozsądkowi niż bardzo optymistycznym wskaźnikom. Zontesem bez stresu ujedziesz 350 km zanim trzeba będzie zatankować.

Więcej grzechów tego motocykla nie znalazłem (może poza lekko twardawym siedziskiem), więc i tak nie jest źle, a sądząc po postępach, jakie konstruktorzy Zontesa wykonali w ciągu ubiegłego roku, pewnie szybko zostaną wyeliminowane. Tak czy owak jest to maszyna całkiem przyjemna. Z pewnością nadaje się do weekendowych wypadów w Polskę, a i w mieście radzi sobie zupełnie nieźle. Jeżeli więc nie przeszkadza ci mało znane logo, „azjatycko-pokemonowa” stylistyka nadwozia i te drobne mankamenty to Zontes ADV może być całkiem ciekawym wyborem. Co do trwałości maszyny nie wyrobiłem sobie zdania, bo niewiele można na ten temat powiedzieć po przejechaniu 800-1000 km. Niemniej muszę przyznać, że przez cały dystans nic się w nim nie zepsuło, nic nie odpadło, nie zaczęło klekotać ani postukiwać. Do zbadania jakości Zontesa potrzebny jest jednak czas i kolejne nakręcone kilometry. Po pierwszej konfrontacji polubiłem ten sprzęt. Myślę więc, że przypadnie do gustu także wielu podróżnikom, którym zbytnio w drodze się nie spieszy, lubią nowoczesny wygląd, a jednocześnie dysponują ograniczonym budżetem.

Dane techniczne

Zontes 310T 2020

SILNIK
Typ:czterosuwowy, chłodzony cieczą
Układ:jednocylindrowy
Rozrząd:DOHC
Pojemność skokowa:312 ccm
Średnica x skok tłoka:80 x 62 mm
Stopień sprężania:12,5:1
Moc maksymalna:34,8 KM przy 9500 obr./min
Moment obrotowy:30 Nm przy 7500 obr./min
Zasilanie:elektronicznie sterowany wtrysk paliwa Delphi
Smarowanie:sucha miska olejowa
Rozruch:elektryczny
Akumulator:12 V, 4,4 Ah
Zapłon:elektroniczny z mikroprocesorem
PRZENIESIENIE NAPĘDU
Silnik-sprzęgło:koła zębate
Sprzęgło:wielotarczowe, mokre
Skrzynia biegów:sześciostopniowa
Przełożenie pierwotne:3,1
Napęd tylnego koła:łańcuch O-ring
PODWOZIE
Rama:Pojedyncza, z rur stalowych, typu otwartego
Zawieszenie przednie:widelec teleskopowy USD, Ø 37 mm
Zawieszenie tylne:dwuramienny wahacz aluminiowy, z elementem resorująco tłumiącym
typu monoshock
Hamulec przedni:pojedyncza tarcza,
zacisk dwutłoczkowy, Ø 260 mm, ABS
Hamulec tylny:tarczowy, zacisk jednotłoczkowy, Ø 210 mm, ABS
Opony przód / tył:110x70 R19 / 160x60 R17
WYMIARY I MASY
Długość:2093 mm
Szerokość:830 mm
Wysokość:1360 mm
Wysokość siedzenia:830 mm
Rozstaw osi:1400 mm
Minimalny prześwit:186 mm
Masa pojazdu gotowego do jazdy
z pełnym bakiem:163 kg
Masa pojazdu na sucho:155 kg
Zbiornik paliwa:15 litrów
DANE EKSPLOATACYJNE
Zużycie paliwa:3,4 l/100 km (średnio w trakcie testu)
Prędkość maksymalna:150 km/h
CENA
od 19 699 zł
Importer: www.zontespolska.pl

 

KOMENTARZE