fbpx
A password will be e-mailed to you.

Wyobraźcie sobie motocykl, który już na starcie dysponuje maksymalnym momentem obrotowym 144 Nm. Wyobraźcie sobie maszynę, która nie wymaga przeglądów. I która przy okazji jest marzeniem ekologów, bo nie emituje spalin. Taki jest nowy Zero SR.

Jest taki, ponieważ napędza go elektryczny silnik, a zamiast baku ma pojemną baterię. To już drugi model firmy Zero Motorcycles. Zaprezentowano go na EICMA w Mediolanie.


REKLAMA

Na pierwszy rzut oka nowy model oznaczony literami SR niewiele się różni od swego poprzednika z literą S. To nowoczesny streetfighter o agresywnych liniach. Ponieważ maszyna cieszyła się na amerykańskim rynku sporym – jak na dość drogi, niszowy pojazd elektryczny – zainteresowaniem, inżynierowie Zero Motorcycles nie zmieniali tego, co zostało zaakceptowane przez klientów. Skoncentrowali się zaś na silniku i akumulatorach.

Poprawiono tylko hamulce i zawieszenie, by dostosować je do zwiększonej masy motocykla. Wszystkie modele 2014 mają nowy podświetlany niebiesko ekran wskaźników w kokpicie. Dostępna jest aplikacja na smartfony, za pomocą której możemy sterować ustawieniami motocykla, a także gromadzić informacje o przebiegu zużyciu prądu i kosztach użytkowania

Jednostka napędowa Zero SR to elektryczny silnik bezszczotkowy, który praktycznie nie wymaga obsługi. Jest chłodzony powietrzem, więc nie wymaga zużywającego prąd układu chłodzenia. Podobnie jak w autach hybrydowych podczas hamowania zamienia się w generator prądotwórczy i doładowuje baterię. Dlatego też w odróżnieniu od pojazdów spalinowych, które w mieście zużywają więcej paliwa niż na trasie, Zero SR ma podczas jazdy miejskiej większy zasięg niż wtedy, gdy wyjedzie na autostradę. Częste hamowania sprawiają, że odzyskuje część zużytego prądu.

Zobaczmy, jak to wygląda w liczbach. Maksymalny moment obrotowy już znamy – 144 Nm (poprzednik Zero S – 92 Nm) i to od chwili odkręcenia manetki. Taka jest bowiem charakterystyka silników elektrycznych – oddają cały moment obrotowy natychmiast. Mimo to motocykl przyspiesza płynnie, choć bardzo szybko (od zera do setki w 3,3 sekundy, jego poprzednik robił to w ok. 5 sekund; różnice zależały od masy akumulatorów), nie tracąc przyczepności. Dzieje się tak dzięki elektronice sterującej silnikiem, która ten ogromny moment obrotowy kontroluje.

Moc maksymalna silnika Zero SR to 67 KM (Zero S miał ich 54), co pozwala rozpędzić motocykl do 164 km/h, jednak nie da się dłużej jeździć tak szybko. Bezpieczna dla silnika maksymalna prędkość na dłuższym dystansie jest mniejsza – 137 km/h. Zero S osiąga odpowiednio 153 i 129 km/h.


REKLAMA



REKLAMA


W wypadku elektrycznych motocykli równie ważnym „osiągiem” jest zasięg. Tu już nie wystarczy podjechać na chwilę „na CPN”. Trzeba znaleźć gniazdko, a „chwila” trwa nawet do 10 godzin, gdy chcemy naładować standardowy akumulator Zero SR uzupełniony o dodatkowy Power Tank. „Błyskawicznie”, bo tylko półtorej godziny, trwa ładowanie w specjalnych stacjach CHAdeMO, musimy jednak dokupić akcesoryjną ładowarkę przystosowaną do takich stacji. Wśród dodatkowych akcesoriów znajdziemy także podwójną ładowarkę, która skraca czas ładowania prawie o połowę, wymaga jednak domowej instalacji elektrycznej przystosowanej do wysokich mocy, a najlepiej dwóch osobnych obwodów elektrycznych.

Naładowany do pełna Zero SR przejedzie w mieście 220 km (z Power Tankiem – 276). W trasie ze średnią prędkością 88 km/h już tylko 137 km (z PT – 171). Gdy pojedziemy szybciej 112 km/h, zasięg spada do 113 km (z PT – 141). Wiele zależy jednak od trasy. Gdy więcej hamujemy, przejeżdżając przez obszary zabudowane, zasięg rośnie. Jak jednak wyraźnie widać Zero SR, mimo że może pochwalić się większymi zasięgami niż jego poprzednik, jest wciąż miejskim i podmiejskim motocyklem, przynajmniej do czasu, gdy powstanie gęsta sieć stacji CHAdeMO. W Polsce otwarto na razie dwa takie punkty – w pobliżu siedzib firmy ABB w Aleksandrowie Łódzkim i Krakowie.

Zero SR jest dość drogi, ale bardzo ekonomiczny w użytkowaniu. W USA wersja bez Power Tanka kosztuje prawie 17 tys. dolarów (cena bez podatków), z Power Tankiem – 19,5 tys. Za to „spalanie” ma naprawdę mikroskopijne – w przeliczeniu na benzynę pali w mieście 0,51 l/100 km, a na trasie 1 l/100 km. To jest przelicznik zużycia energii dostarczonej przez prąd elektryczny w porównaniu z energią dostarczaną przez benzynę, niezależny od cen obu nośników.

KOMENTARZE


REKLAMA