Moja historia z Yamahami TDM rozpoczęła się całkiem przypadkowo w lipcu 2010 roku. Wkrótce po niesfinalizowanym przeze mnie zakupie Suzuki Bandit 600S mój brat pokazał mi motocykl, na który nigdy wcześniej nie miałem okazji trafić – Yamahę TDM 850 4TX z 1998 r. Wytrwaliśmy ze sobą pięć lat, do lutego 2015 r. Lecz przygoda z TDM miała swój ciąg dalszy.

Rekomenduje: Krzysztof Juranek


REKLAMA

Zacząłem od czynności serwisowych, tj. wymiany zestawu napędowego, łańcucha rozrządu, regulacji luzów zaworowych oraz synchronizacji i czyszczenia gaźnika. W 2011 r. wybraliśmy się z grupą kolegów w Bieszczady. Przejechaliśmy łącznie ok. 2000 km. TDM-ka sprawowała się znakomicie, choć okazało się, że ma apetyt na olej. Słyszałem o rzekomo źle skonstruowanym odpowietrzeniu skrzyni korbowej. Poza tym nie znałem historii posiadanego przeze mnie egzemplarza.

Wady TDM 850

Kolejną, poważniejszą wyprawą, była podróż poślubna w Pieniny i na Słowację. W tym czasie miałem już wyrobione zdanie na temat wad i zalet TDM 850 4TX. Według mnie najważniejsze z pozytywów to: wygodna pozycja zarówno dla kierowcy jak i pasażera, zawieszenie dobrze znoszące drogi gorszej jakości, mocne hamulce, liniowy przyrost momentu obrotowego, znikoma podatność na awarie, uniwersalny charakter motocykla. Z wad należy wymienić przede wszystkim: kiepskie światła, brak wskaźnika paliwa (roczniki do 1999 r.), kłopotliwy dostęp do akumulatora, skrzynię 5-biegową, nerwową reakcję na gaz przy niskiej prędkości. Uważam również, że TDM to motocykl dla osób o wzroście ok. 180 cm, ponieważ kanapa znajduje się dosyć wysoko.

TDM-ka cały czas dzielnie znosiła wszelakie trudy podróży i wycieczek. W 2014 r. po raz kolejny zwiedziliśmy Bieszczady. Łącznie na „osiemsetpięćdziesiątce” przejechałem ok. 40 000 km. Maszyna nigdy mnie nie zawiodła, jeśli nie liczyć epizodu z wyeksploatowanymi zaworkami iglicowymi, które zainicjowały zalewanie świec zapłonowych.

Czas na TDM 900

W pierwszych miesiącach 2015 r. kupiłem TDM 900. Decyzja o zakupie była przemyślana, gdyż model 900 miał być ulepszoną wersją 850. Wkrótce okazało się, że tak istotnie było.

Dziewięćsetka jest stabilniejsza w prowadzeniu, ma lepsze zawieszenie i dopracowany wtrysk paliwa. Sześciobiegowa przekładnia oraz zerowy apetyt na olej i o niebo lepsze światła są cechami, które wyróżniają ostatnią generację TDM na tle poprzednich modeli 3VD i 4TX. Proste czynności serwisowe, takie jak wymiana świec, filtra powietrza czy też oleju, można wykonać samemu, nie będąc mistrzem mechaniki. Przy wymianie oleju należy jednak pamiętać, że TDM-ki mają konstrukcję układu smarowania z suchą miską olejową. Podczas wymiany należy uzupełnić olej odpowiednimi porcjami, dwuetapowo, a nie jednorazowo całą, potrzebną ilością. Wszystkie czynności dokładnie opisuje serwisówka.

W 2015 r. odbyliśmy z żoną wakacyjną podróż nad Bałtyk. Motocykl uzbrojony w kufer centralny, pojemne sakwy i tankbag zachował swoją poręczność. Przy wyższych prędkościach nie pojawiało się delikatne wężykowanie, które zauważałem w poprzednim TDM. Zaznaczę, że sakwy, których użyłem, były te same w obu modelach. Spalanie na trasie mierzącej łącznie ponad 2000 km oscylowało w granicach 5,2 l.

Akcesoria

Jeśli chodzi o walory turystyczne, to niestety muszę zauważyć, że TDM-ki nie były fabrycznie wyposażone w stopkę centralną. Ale akcesoriów nie brakuje i to do różnorodnych zastosowań. Wielu użytkowników, szczególnie w przypadku TDM 850, stylizuje swoje maszyny na motocykle adventure. Oprócz standardowych stelaży pod kufry, można doposażyć je w gmole, handbary i dodatkowe oświetlenie. Niektórzy nawet zmieniają ogumienie, które pozwala na jazdę w lekkim terenie. Nie jestem zwolennikiem tego typu zabiegu. Uważam te motocykle za stricte asfaltowe, tak jak zostały zaprojektowane. Swoją byłą „osiemsetpięćdziesiątkę” doposażyłem jedynie w handbary i gniazdo zapalniczki, a dziewięćsetkę – w akcesoryjną kanapę, wyższą szybę i również gniazdo zapalniczki. Kufer centralny znalazł w moim przypadku zastosowanie w obu egzemplarzach.

Obserwując rynek wtórny, można śmiało powiedzieć, że motocykle te trzymają swoją cenę i często zostają na dłużej w jednych rękach. Z całą pewnością znajdziemy wspólny mianownik pomiędzy wszystkimi generacjami TDM, które zyskały aprobatę wielu motocyklistów na świecie: wygoda i uniwersalność. Mam nadzieję, że czeka mnie jeszcze wiele wspaniałych chwil spędzonych w siodle mojej Yamahy TDM 900, gdyż do chwili obecnej przejechałem bezawaryjnie tylko 14 000 km.

Opinie z naszego FB

Michał

Bardzo dobra, acz niedoceniona maszyna. Spokojnie może stanąć w szranki z BMW GS 1200, Tracerem 900 czy Ducati Multistradą 1260, bo przy stosunku jakości do ceny, TDM-ki nie można się czepiać. Wygodny, uniwersalny i ponadczasowy motocykl.

Lucky

850 – motor trwały, ale nie wiadomo, do czego ma służyć. W trasę za słaby, w teren za ciężki i za wysoki. Małe koło z przodu. No i dźwięk silnika – porażka. Dlatego nie zrobił kariery. Do wymiany czegokolwiek trzeba rozebrać pół motocykla. Należy zwracać uwagę na olej. Ja kupiłem od Niemca, który zatarł silnik.

Michał

Mile wspominam moją 4TX pomimo jej apetytu na olej. Moto nie dla każdego, charakterystyka silnika wymaga umiejętności obsługi gazu, ale daje frajdę z jazdy. Wygodna pozycja, chociaż ochrona przed wiatrem średnia. Dla dwóch osób z bagażem w trasę – ok, bez szaleństw. Dość oszczędnie obchodzi się z paliwem. Akcesoryjny wydech – i dźwięk już jak trzeba.

Maciej

850 niezawodny i wygodny, do codziennego użytku. Bardzo elastyczny i trwały silnik, na trasę i jeżdżenie wokół komina. Minus – za słabe oświetlenie i niezbyt trwały tylny amortyzator.

Andrzej

Miałem rocznik ’98 z przebiegiem 65 tys. km i oleju dolewałem maks. 300 ml między wymianami. Panewki? W porządku. Dla mnie problemem były zawirowania powyżej 120 km/h, a testowałem i oryginalną, i podwyższaną szybę. Deflektora nie sprawdzałem. Ekonomiczna maszyna. Średnio spalała 4-4,5 l/100 km w trasie, a w mieście ok. 5,5 l. Tyle, że nie pałowałem sprzętu.

Kamil

Moją 850 rocznik ’99 jeżdżę od 8 lat. Marzenie. Będę jeździł, aż się rozpadnie.

Tomasz

Zrobiłem moją 3vd jakieś 75 tys. km. To mój szósty motocykl i innego nie chcę. Drugi profilaktycznie już na półce w częściach leży…

Sylwester

Miałem 3VD z 1993 r. Rewelacyjny, bezawaryjny motocykl. Silnik młotoodporny, ale lubił łykać olej, zwłaszcza na autostradowych przelotach. Kwadratowa charakterystyka silnika powodowała, że motocykl dobrze radził sobie z wystrzałem na starcie. Choć zasilany gaźnikiem, jeśli dobrze wyregulowanym, była to bardzo ekonomiczny motocykl (5 – 5,5 l/100 km).

Dobrze radził sobie na szutrze i szosie. Uniwersalny, ale dla wyższych osób. Wady? Po dłuższym postoju był problem z odpaleniem. Pusty, podciśnieniowy gaźnik, zanim zassał paliwo, potrafił wyładować słaby akumulator. Miałem na to patent. Do airboksu wsadziłem igielitową rurkę, której koniec wystawał pod siedzeniem. Po zimie, przy pierwszym odpaleniu psikałem samostart i tak przyspieszałem zassanie paliwa do gaźników. Uciążliwa była też wymiana samego akumulatora. Seryjny wydech to też raczej porażka, ale przynajmniej był cichy. Powyżej 100 km/h dało się słyszeć tylko szum wiatru. A wiatru było sporo. Oryginalna przednia szyba to raczej osłona zegarów przed drobnym deszczem. Mimo wszystko kochałem ten motocykl. Części zamienne dostępne i stosunkowo tanie. Sprzedałem z żalem, ale ku zadowoleniu nabywcy…


photo: Krzysztof Juranek, Marcin Włudarczyk

KOMENTARZE

REKLAMA