Fabryka Ducati nie jest dostępna dla zwiedzających, dlatego warto przeczytać ten reportaż. Za to Muzeum Ducati warto odwiedzić, gdy turystyczne drogi zawiodą nas do Bolonii.

Musimy uczciwie przyznać, że ta wizyta nie była głównym celem naszej podróży do Włoch. Ale przebywanie w samym sercu (najbardziej czerwonym na świecie) tej motocyklowej fabryki marzeń zrobiło wrażenie nie tylko na tych, którzy szczycą się mianem „Ducatisti”.


REKLAMA

Do Toskanii nasza niemała ekipa ruszyła w celu przetestowania czterech enduroturystyków.

Zobacz: Ducati Multistrada Granturismo, Honda Crosstourer 1200 DCT, KTM 1190 Adventure, Triumph Tiger Explorer XC | Test 4 turystycznych enduro

Jako że fabryka w Bolonii stała nam niemal „na przeszkodzie”, nie mogliśmy jej ominąć. Możliwość poznania miejsca, w którym powstał jeden z rywali naszego testu, była nie lada gratką, ale nie miało to wpływu na końcowe oceny samych motocykli.

Fabryka w Bolonii z zewnątrz nie robi większego wrażenia. Zdecydowanie bardziej skupia na sobie uwagę ładny „Ducati Store” mieszczący się nieopodal fabryki, z bogatą ekspozycją motocykli, ale głównie ciuchów i gadżetów z logo tej włoskiej marki. Czasem można odnieść wrażenie, że fabryka robi motocykle tylko po to, aby uzasadniona była produkcja bibelotów z logo Ducati. Takie było pierwsze wrażenie, ale to, co zaczęło się dziać już w momencie przekroczenia szlabanu, to początek zupełnie innej historii.

Jesteście w Ducati

Już na początku naszej wizyty popełniliśmy faux pas, bezczeszcząc oponami Hondy, KTM i Triumpha „uświęconą” ziemię. I mniejsza o tabilce z adnotacją: „riservato alle moto Ducati dei dipendenti / for Ducati motorbikes owned by employees”. Same spojrzenia pra-cowników były o wiele bardziej wymowne, dlatego „niegodne” maszyny opuściły parking. Multistrada mogła oczywiście zostać na parkingu pracowniczym. Czuliśmy się winni, skazani i osądzeni: wzrok pracowników ochrony długo pozostanie w mojej pamięci. Równie ostrą reakcję moglibyśmy chyba wywołać, gdybyśmy naubliżali papieżowi.

Al dente

Wizytę w fabryce i muzeum, rozpoczęliśmy, a jakżeby inaczej, od lunchu. Jest warte odnotowania, że nie zaproszono nas do urokliwej, włoskiej restauracji, ale dano nam możliwość zjedzenia posiłku wśród pracowników, w ich przyzakładowej stołówce. To robi wrażenie. I nie tylko dlatego, że mogliśmy posilać się przy wspólnym stoliku z ludźmi, którzy na co dzień budują jedne z najbardziej pożądanych na świecie maszyn, ale także dlatego, by już tu poczuć klimat czegoś wyjątkowego. Wystrój stołówki, ogólny design, ale i sam strój pracowników może świadczyć o tym, że ci ludzie nie przychodzą tu po prostu do roboty, ale mają misję tworzenia wyjątkowych maszyn, a t-shirtu z logo Ducati nie wkładają na siebie tylko dlatego, że takie jest zarządzenie kierownictwa. Takie odnieśliśmy wrażenie, choć nikt nam nawet przez chwilę nic nie sugerował. Nobilitacją dla nas był fakt, że przy posiłku towarzyszył nam nie tylko Luca Pierotti, dyrektor sprzedaży na Europę Wschodnią i Bliski Wschód, ale i David James, international press manager Ducati.

Tajne przez poufne

Po posiłku udaliśmy się na zwiedzanie fabryki. Z przyczyn proceduralnych oczywiście możliwość wykonywania zdjęć była ograniczona. Ducati są produkowane tu niemal od podstaw. Fabryka nie ma na miejscu własnej odlewni i część prac związanych z produkcją, nie jest przeprowadzana w głównym kompleksie w Bolonii, ale już sam montaż i owszem. To tu składane są silniki. Ciekawostką jest fakt, że przy najbardziej precyzyjnych pracach wymagających skupienia i dokładności, pracują tylko panie. Mężczyznom pozostaje montaż mniej wymagających konstrukcji. Nie zmienia to faktu, że w bolońskiej fabryce niezwykle dużą uwagę poświęca się kontroli jakości na każdym etapie produkcji. Ducati szczyci się, że w ostatnich latach liczba napraw gwarancyjnych zauważalnie spadła. Po wykupieniu Ducati przez Audi pewnie jakość włoskiego produktu będzie się jeszcze poprawiać. Każda maszyna opuszczająca linię produkcyjną jest szczegółowo sprawdzana i wprowadzana na hamownię, aby sprawdzić, czy rzeczywiście osiąga deklarowane parametry.

Podczas spaceru przechodziliśmy obok dwóch magicznych rejonów fabryki. To tajne działy Ducati Corse. Tam nie dane nam było zajrzeć. O ile do dywizji WSBK mogliśmy zapuścić żurawia przez bulaj w drzwiach, o tyle nieprzeźroczystych drzwi prowadzących do działu MotoGP mogliśmy tylko dotknąć, ale i to wzbudziło dreszczyk emocji.

Żywa historia

Niechętnie opuszczaliśmy hale produkcyjne. Ale nie był to koniec atrakcji. Przed nami swoje podwoje otwierało teraz muzeum Ducati. Tutaj może wejść każdy, nie potrzeba specjalnej przepustki, jak do fabryki. Ducati skrzętnie pielęgnuje swoją historię. Każdy, już na początku muzealnej ścieżki wiodącej wzdłuż budynku, którego wnętrze przypomina kask motocyklowy, dowiaduje się, że to nie motocykle były pierwszym produktem firmy Ducati. Firma założona w 1926 w Bolonii przez Bruno Cavalieri Ducatiego, Adriano Ducatiego i Marcello Ducatiego początkowo zajmowała się produkcją urządzeń AGD, a po II wojnie światowej rozpoczęła budowę rowerowych silników, a później całych jednośladów. Muzeum Ducati przede wszystkim skupia się na tym, co gra w duszy fanów marki z Bolonii, czyli sporcie. Bo historia Ducati to historia sportu motocyklowego. Warto tu przybyć, aby poczuć ten klimat, dotknąć maszyn największych mistrzów i zarazić się bakcylem desmomanii.

Publikacja Świat Motocykli 9/2013.

KOMENTARZE

REKLAMA