fbpx
A password will be e-mailed to you.

Jak przypadkowy zakup Hondy Transalp mógł skłonić do podjęcia samotnej wyprawy z Paryża do Dakaru i jak taka przygoda doprowadziła do organizacji jednego z lepszych rajdów motocyklowych w Polsce? By to wyjaśnić, pociągnęliśmy za język Tomka Staniszewskiego, podróżnika i organizatora Enduro Rally.

Był grudzień 2014 roku, gdy w Paryżu Tomek Staniszewski wypakował swojego Transalpa z busa dokładnie w miejscu, gdzie 36 lat wcześniej startował pierwszy Rajd Dakar. Samotnie ruszył w liczącą 7700 km wyprawę do Senegalu. W Nowy Rok dotarł nad Lac Rose, historyczną metę rajdu. Jego dramatyczną podróż można zobaczyć w filmie „iDakar” na YT.„Trudno w to uwierzyć, ale ja kompletnie nie lubię rywalizacji sportowej. Najwięcej radochy sprawia mi rywalizowanie »ze sobą«, stąd pomysł, żeby pojechać solo do Dakaru” – mówi Tomek, który założył, że trasę przejedzie nie tylko solo, ale także w tempie rajdu sprzed lat.

Przypadek, ale zbawienny 

Od 2006 roku zajmuje się imprezami off-roadowymi. Gdy miał 13 lat, zaczął swoją przygodę z motoryzacją właśnie od motocykli. Jego droga poszła w kierunku aut 4×4, ale wraz z Transalpem wrócił do jednośladów. Kumple „landroverowcy” też przesiadają się na motocykle.

Okazuje się, że jazda motocyklem w terenie daje zupełnie inne możliwości, niż dużym i ciężkim autem 4×4. „Przez przypadek zjechałem Transalpem w teren i mój off-roadowy świat na zawsze się zmienił” – mówi Tomek, który pierwsze imprezy motocyklowe organizował właśnie dla grupki kumpli.Sam zaznacza, że uprawia „turystykę alternatywną”. Wpada na pomysł, czasem zupełnie szalony i go realizuje. Obok wyjazdu solo trasą Dakaru próbował także pobić rekord Guinessa w najdłuższej, ciągłej jeździe gokartem. W 2017 roku pojechał spontanicznie z kolegami Ładą Nivą (czyli „ruskim paździerzem”) do Magadanu, jednocześnie realizując masę mniejszych i większych wyjazdów motocyklowych i 4×4. Cały czas jednak w głowi kiełkował mu pomysł rajdu motocyklowego innego niż wszystkie.

Profesjonalny rajd dla amatorów

Z szerszym gronem motocyklistów Tomka połączyło Enduro Rally 24. Rajd z nawigacją, odcinkami specjalnymi, na których mierzy się czas przejazdu, z pełnoprawną klasą dla motocykli ciężkich. Impreza ta przyciągnęła wielu uczestników z zaskoczenia: „Rajdy albo są zupełnie profesjonalne, organizowane przy dużych imprezach samochodowych, albo totalnie amatorskie. Nie ma nic pośrodku”.

„To, co chciałem zrobić, to dać możliwość wyjeżdżenia się w kontrolowanych warunkach, ale z prawdziwą nawigacją, cięższymi elementami technicznymi, długimi odcinkami specjalnymi” – objaśnia Tomek.Wieloletnie doświadczenie w organizacji imprez 4×4 i znajomość przepięknych, mazurskich terenów ułatwiły sprawę. Przychylność lokalnych władz samorządowych i MON-u sprawiła, że w 2019 roku uczestnicy mieli okazję ścigać się na poligonie w Orzyszu, aktywnie wykorzystywanym przez amerykańskie wojsko. „W klasycznych rajdach baja motocykle jadą z samochodami. Jest mniej bezpiecznie – to raz, a dwa – sam teren jest z automatu łatwiejszy.

Do tego dochodzi temat papierowego roadbooka na rolce i okazuje się, że próg wejścia w to jest wysoki. Nawigacja była pierwszym problemem do pokonania. Poradzono sobie z nim, używając aplikacji mobilnej. Telefon każdy ma w kieszeni.

Właśnie nawigacja była największym zaskoczeniem dla uczestników pierwszej edycji Enduro Rally 24. Do tej pory na imprezach tego typu dojeżdżało się na odcinki po strzałkach lub korzystając z pliku GPX. Na ER24 nawiguje się w rajdowym stylu, z metromierzem i odczytywaniem kolejnych kratek książki drogowej.W tym roku będzie jeszcze ciekawiej. „Aplikacja to idealne rozwiązanie. Zresztą wszyscy będą powoli przechodzić na elektronicznego roadbooka. Ale idziemy o krok dalej i w tym roku będziemy mięli autorską apkę, napisaną specjalnie dla nas. Będzie działać dokładnie tak samo, jak normalna przewijarka.

Advertisement

Chciałbym, żeby stała się standardowym rozwiązaniem. Jest prosta, ogranicza koszty udziału w rajdzie do minimum, a dla organizatora to gotowe rozwiązanie do wdrożenia. Musieliśmy odrobić swoje lekcje, zebrać doświadczenie i podjąć decyzję o postawieniu na własne rozwiązanie”.

Dziwne hobby

W imprezę jest zaangażowana kilkudziesięcioosobowa ekipa, a Tomek mówi, że największą zapłatą jest „dwustu uśmiechniętych uczestników, siedzących przed tobą na odprawie”. Przedsięwzięcie tej skali wymaga ogromnego zaangażowania, czasu i kosztów.

Nowa aplikacja mobilna pochłonęła kilkadziesiąt tysięcy złotych, a każdy, kto organizował zawody tego typu, wie, że nie jest to biznes komercyjny. Zresztą ekipa organizująca ER24 ostatnią nadwyżkę z wpisowego przekazała na cele charytatywne. To potwierdza tylko podejrzenia, że to grupa nieźle zakręconych hobbystów.„Chcę pokazać, że jeśli się włoży odpowiednio dużo czasu, pracy i zaangażowania, to można zrobić coś nietypowego. Gdy rozmyślałem o rajdzie i odcinkach po mazurskich poligonach, początkowo wydawało się to nierealne, a wszyscy pukali się w głowę. Ale udało się dogadać. Mamy ogromne wsparcie lokalnych samorządów, nadleśnictw i wojska” – opowiada Staniszewski, dodając, że przyczynili się do tego także sami uczestnicy.

Na Enduro Rally 24 można spotkać najbardziej zdyscyplinowanych motocyklistów (może poza Andrzejem). Nie było wkurzania lokalnych mieszkańców, łamania przepisów czy zasad rajdu. W tym roku efektem dziwnego zafiksowania na robieniu ciekawych rzeczy będzie kolejny rajd z jeszcze dłuższymi odcinkami specjalnymi i z trasą specjalnie dla ciężkich motocykli.Dalsze plany? „Nie chcę robić serii rajdów, wolę się skupić na zrobieniu jednej imprezy, ale porządnie. Zresztą w Polsce jest masa świetnych zawodów dla motocyklistów i uważam, że trzeba jeździć na przeróżne imprezy. Z niektórymi organizatorami rozmawiałem już i może w przyszłości przeskoczą na naszą aplikację, co byłoby świetnym rozwiązaniem dla uczestników” – odpowiada Tomek.

Jeśli się bardzo chce

Nieco szalony upór i zaraźliwa pasja sprawiły, że gość, który zaczął w 2014 roku jeździć na motocyklach w terenie, dziś organizuje jeden z najlepszych rajdów w Polsce. Udowadnia też, że reprezentanci lokalnych władz (i tych mniej lokalnych) są skłonni współpracować i angażować się w motocyklowe inicjatywy. Muszą tylko widzieć, że to profesjonalne i bezpieczne przedsięwzięcia. Na koniec dnia wygrywamy na tym my, motocykliści. Trzymamy kciuki, żeby w Polsce powstawało więcej takich imprez.

KOMENTARZE