Opony wyścigowe, sportowe, turystyczne czy motocrossowe – w każdej z tych dziedzin Bridgestone ma mocną, zasłużoną pozycję. Tylko w segmencie enduro japoński producent sprawiał wrażenie, jakby nawet nie próbował zaistnieć. Wszelkie znaki na niebie wskazują jednak, że może się to zmienić.

Żeby nie było, że plotę głupoty – Bridgestone od kilku ładnych lat ma w swojej ofercie opony z serii Gritty czyli do lekkich enduraków, spełniające homologację FIM (kostki nie wyższe niż 13 mm). Tylko czy ktokolwiek je widział nie tyle na półkach sklepowych, co na jakimkolwiek motocyklu? Domyślam się, że wasza odpowiedź także brzmi „nie”. O ile w motocrossie Bridgestone to poważny gracz, tak w Enduro pozostawał bierny.


REKLAMA

W tym roku, postanowił jednak zająć się na poważnie także i tym kawałkiem gumowego tortu. Już sama zmiana nazwy powinna pomóc – nowy model E50 należy teraz do gamy Battlecross, która na pewno budzi więcej pozytywnych skojarzeń niż nic niemówiące „Gritty”. Ale nie samą nazwą Bridgestone próbuje wojować.

Bunkry, zamki i łopatki

Rzeźba bieżnika wszystkich tylnych homologowanych endurowych kapci wygląda w sumie tak samo. Wydawać by się mogło, że nie ma potrzeby obmyślania czegoś innnego niż balon z luźno rozrzuconymi, grubymi kostkami, bo takie rozwiązanie zapewnia szybkie oczyszczanie z błota i przyczepność w doszyć szerokim spektrum terenowym. W Bridgestone E50 przypomina jednak hybrydę klasycznych Fimowskich opon z tzw. „łopatami” do jazdy po piachu.

 

Jak wszystko co nowe i nietypowe, tak i to rozwiązanie ma bajerancką nazwę – Castle Block i Bunker. Po co w ogóle taka kombinacja? Dzięki temu, że kostki mają agresywniejszy kształt, mają się lepiej wgryzać w miękkie i średnie podłoże, nawet gdy są już mocno zjechane. Same kostki są też dosyć cienkie, co w założeniu ma poprawić elastyczność i sklejanie się z twardym podłożem. Z przodu sprawa wygląda podobnie, ale wygląd jest już nieco bardziej konwencjonalny. Ok, chyba powinienem odłożyć broszurkę producenta, chwycić za łyżki i zabrać się za założenie E50-tek.

Jak nie komplet

Dobra, z tymi łyżkami to trochę przesadziłem. Nienawidzę zmieniać opon i często jestem w stanie zapłacić złotem żeby ktoś zrobił to za mnie. Po pierwszych kilku sekundach wiedziałem, że z Bridgestonem na tyle wcale nie będzie inaczej. Opornie wchodzi na felgę, co było do przewidzenia, bo drut jest dosyć sztywny. Zresztą E50 jest oponą raczej twardą, ale nie w każdej części. Profil jest umiarkowanie twardy, kostki na środku są betonowo twarde, zaś na boku całkiem miękkie. Z przodu jest zupełnie inaczej – jest to w całości dosyć miękka opona z bardzo elastycznymi kostkami. Mało popularne skompletowanie – twardy tył, miękki przód…

Obie opony jednak wydają się pasować do korzystania razem z tublissem, bowiem profil wydaje się wystarczająco twardy, żeby nie przebijać się od pierwszego ostrego kamienia. Ja jednak staromodnie włożyłem grubą dętkę z tyłu i zwykłą 2,5 mm z przodu, ale w miejscu gdzie testowałem ten komplet nie brakowało okazji idealnych do złapania kapcia. Zabrałem je bowiem do Grecji, dokładniej do Kawalii w trakcie wyjazdu z Enduro Trip, gdzie ostrych kamieni jest w brud, ale nie brakowało także leśnych czy szybkich szutrowych odcinków. Jak te opony sprawowały się w takim terenie?

Wszystko pod kontrolą

Pierwsze kilometry na Bridgestonach nawinąłem na twardych i średnio przewidywalnych szutrach. Może i nie jest to zbyt wymagający teren, ale jazda z prędkościami rzędu 120 km/h po śliskim szutrze dobrze testuje stabilność opony. Ta była bez zarzutu i to na ciśnieniu 0,5 bara z tyłu i 0,7 z przodu. Większość opon już by pływała, ale nie te. Z hamowaniem przed zakrętami też nie było większych afer, tak samo zresztą jak w samym zakręcie. Pięknie można było kontrolować uślizg i gdy tylko się rozjeździłem, mogłem nawet próbować ślizgania się niczym na flat tracku – oczywiście w granicach swoich przeciętnych umiejętności ślizgowych. Z szutrówek wjechaliśmy już na stricte endurowe odcinki, z których część składała się na trasę MŚ Enduro w 2008 roku. Nawierzchnia? Trochę ziemi i mnóstwo niewielkich kamieni. Na brak przyczepności nie mogłem szczególnie narzekać, choć tył czasem za bardzo mielił.

Po kilku minutach szybkiej jazdy wjechaliśmy na leśny odcinek i tam tylna opona zdecydowanie czuła się najlepiej. Gryzła wspaniale, ale do czasu aż zaczęły pojawiać się odcinki bardziej w stylu hard enduro. Suche greckie kamienie są bardzo przyczepne, ale i tak zdarzało się, że tył miał problem z przyczepnością. Im głębiej w las, tym kamienie stawały się bardziej śliskie i złapanie trakcji graniczyło z cudem. Nawet jak na twardą oponę, Bridgestone bardzo kiepsko sobie radził w powolnym, pełzającym terenie. Oczywiście mowa o tyle, bo przód spisywał się rewelacyjnie.

Zabawa na chwilę

Kiedy widziałem już, że nie ma szans na złapanie trakcji nie pałowałem bez sensu, no bo szkoda gumy. Jak się okazało po trzech godzinach, słusznie postępowałem. Mniej więcej po takim przebiegu, połowa bieżnika z tyłu właściwie zniknęła. Nie wymagam od dobrej gumy, żeby po 10-12 godzinach wyglądała jak nowa i wiem, że na kamieniach opony potrafią lecieć w oczach, ale tyczy się to zazwyczaj miękkich mieszanek, które świetne wgryzają się w twardy teren. Tylny E50 jednak do nich nie należy, więc tym bardziej zdziwiła mnie niska trwałość. Kostki może nie były nadmiernie powyrywane, ale po prostu zdarte. Opona wystarczyła zatem na dwa dni amatorskiego jeżdżenia po górach, co przy trakcji jaką tam zapewniała, jest bardzo kiepskim wynikiem. Daleki jestem jednak od stwierdzenia, że to opona beznadziejna. Super sprawowała się w średnio twardym i miękkim terenie oraz na szybkich odcinkach, ale do Hard Endurowych przepraw czy zabawy po kamieniach nie nadaje się w ogóle.

Za to przód, okazał się fantastyczny. Nie dość, że trzyma niemalże na każdym podłożu i klęka jedynie w kopnym piachu i solidnym bagnie, to jeszcze okazuje się całkiem wytrzymały. Jeździł ze mną w suchej i gorącej Grecji, śliskich rumuńskich górach i po czeskim mieszańcu podczas Drapak Rodeo. Po nabiciu ok. 25-30h jedynie trzy czy cztery skrajne kostki są uszczerbione, a nie wytarte – chyba mam swój nowy ulubiony przód 🙂 Podsumowując, Bridgestone całkiem nieźle postarał się żeby zaistnieć w obszarze opon Enduro, w szczególności przednią oponą. Tyłowi zdecydowanie brakuje trwałości i wszechstronności tak cenionej w konkurencyjnych oponach w tym segmencie, za to przód to moim zdaniem jeden z najlepszych wyborów na rynku jeśli szukacie opony trwałej i przyczepnej zarówno do lasu jak i w góry.

KOMENTARZE


REKLAMA