fbpx
A password will be e-mailed to you.

Nisko opuszczony nos Intrudera kojarzyć się może z sympatycznym zwierzakiem – mrówkojadem.

Nie jest to jednak pierwsze określenie zarezerwowane dla całej rodziny cruiserów Suzuki. Znany nam dobrze VZR 1800 w naszej redakcji ochrzczony został „Pokrakiem”. O ile w przypadku prawie dwulitrowego mastodonta nazwa ta jest uzasadniona, to do dużo lżejszej osiemsetki już nie bardzo pasuje. Niech więc będzie Mrówkojad…


REKLAMA

Nowy, a nie nowy

Zacznijmy od początku. M800 A.D. 2010 nie był zupełnie nowym motocyklem. Najwięcej pracy mieli styliści, którzy, powiedzmy śmiało, z mało atrakcyjnego, spokojnego cruisera zrobili motocykl, który przyciąga uwagę. A wystarczyło tak niewiele. Sterczącą z przodu przednią lampę zamknięto w pochyloną, bardziej pełną obudowę, od której wzięła się jego zwierzęca nazwa.

Z tyłu za to zmodyfikowano błotnik. Teraz nie był on zadarty, tylko łagodnie zakończony. I to w sumie wszystkie najważniejsze zmiany, dzięki którym mogliśmy nazywać Intrudera nowością. Poza był to stary znajomy.

Z kulturą za pan brat

Pierwszy kontakt z maszyną wypada bardzo pozytywnie. Wszystko jest bardzo dobrze spasowane, nie ma powodów do narzekania na montaż czy jakość zastosowanych materiałów. Nawet chromowane plastiki są przyzwoitej jakości. Wszystko jest też w porządku od strony wizualnej  ożebrowane cylindry i głowice doskonale imitują chłodzenie powietrzem. A tu niespodzianka  z przodu znajdziemy niewielką, zgrabnie wpasowaną chłodnicę. Między innymi dzięki temu silnik bardzo ładnie pracuje, słychać tylko szum przemieszczających się elementów. Nic nie stuka, nie hałasuje, z czym mamy do czynienia w przypadku niektórych motocykli japońskiej konkurencji, o HarleyDavidsonie nie wspominając. Z drugiej strony konkurencyjna Yamaha XVS 950A specjalnie ma zastosowane chłodzenie powietrzem, by silnik był głośniejszy, a przez to bardziej surowy.

Niezależnie od preferencji w zakresie sposobów chłodzenia Intruder robi także wrażenie podczas jazdy. Oczywiście nie ma mowy o atomowych przyspieszeniach, w końcu mamy niewiele koników. Kto chcę zwijać asfalt, powinien na poważnie pomyśleć o wersji 1500 czy nawet 1800. Kto jednak oczekuje od motocykla innych wrażeń, nie wspominając już o odrobinie uniwersalności, powinien pozostać przy osiemsetce. Tu godny podkreślenia jest niemal płaski przebieg momentu obrotowego, który nie każe nam kręcić silnika do wysokich obrotów. Zarówno wykres z hamowni, jak i subiektywne odczucie tylko potwierdzają, że Intruderem można bez problemu jeździć, nie przekraczając 4000 obr/min. Trzymanie go w górnym zakresie mało co daje, lepiej wcześniej wrzucić wyższy bieg.

Nie można też narzekać na pracę skrzyni biegów. Kolejne przełożenia załączane są one miękko, z tylko delikatnym kliknięciem. Miękko pracuje też sprzęgło, do którego obsługi nie potrzeba mieć silnej ręki i nie męczy nawet w korkach. Wisienką na torcie, jeśli chodzi o przeniesienie mocy na tylne koło, jest zastosowanie wału napędowego. Ten niemal bezobsługowy element pracuje w Suzuki bardzo cicho, nie ma też luzów czy szarpania po zmianie obciążenia. Ze względu na małą moc, nawet przy tak prostej konstrukcji nie odczuje się  za bardzo momentów oddziałujących na motocykl.

Minimalizm przede wszystkim

Nie wiem tylko, kto i po co umieścił kontrolkę luzu na panelu nad wlewem paliwa. Również z tego miejsca odczytami informację o włączonych kierunkowskazach czy światłach awaryjnych, o braku ciśnienia oleju i problemach z elektroniką sterującą silnikiem. Nie jest to zbyt praktyczne, trzeba co jakiś czas odrywać wzrok od drogi. Na szczęście prędkościomierz znajduje się już w bardziej praktycznym miejscu, czyli na górnej półce. Niewielki licznik jest czytelny, a z ciekłokrystalicznego ekraniku dowiemy się zamiennie o godzinie, przebiegu całkowitym i dwóch dziennych. Nie zapomniano również o wskaźniku poziomu paliwa. Nie ma ani obrotomierza, ani wyświetlacza biegów.

Nawet skręca…

Na pochwałę zasługuje prowadzenie. Jest ono dużo lepsze niż większych braci. Dzięki mniejszej masie, M800 chętnie składa się w zakręty. Bardzo dobrze reaguje nie tylko na przeciwskręt, ale także na zmianę środka ciężkości kierowcy, a mówiąc prościej  można kierować nim nogami. Naciskamy mocniej jeden podnóżek i Suzuki bez problemu przechyla się i skręca w tę samą stronę. Nie przypuszczałem, że skręcanie na takiej maszynie kiedykolwiek będzie mi sprawiało przyjemność, a jednak! Nie można jednak zapomnieć, że nie mamy do czynienia ze sprzętem sportowym. Przy szybszej jeździe w zakręcie, szczególnie na krótkich nierównościach, potrafi zabujać tyłem motocykla. Nie powoduje to jednak prostowania się włosów pod kaskiem, wszystko jest pod kontrolą. Jedno, do czego trzeba się przyzwyczaić, to odczuwalne lekkie pogłębianie zakrętu przy bardzo małych prędkościach. Geometria dobrana jest tak, że przy skręcaniu od ogranicznika do ogranicznika kierownica stara się nam wyrwać z rąk. Jest to jednak bardzo delikatne zjawisko, nie ma nawet porównania z wysadzającym z siodła starym Marauderem.

… ale nie hamuje

Hamulce są jedną z nielicznych słabszych stron Intrudera. Z przodu mamy pojedynczą, dużą tarczę i pracujący na niej dwutłoczkowy zacisk. Z tyłu mamy za to hamulec bębnowy, uruchamiany za pośrednictwem regulowanego cięgła. W czasie testu musiałem co jakiś czas przekręcić śrubę regulacyjną o pół obrotu, by mieć niezmieniony skok pedału. Tutaj pragnę głośno i wyraźnie napisać do wszystkich propagatorów hamowania tylko przednim hamulcem. Panowie  w tym motocyklu życzę powodzenia! Pomimo najszczerszych chęci nie udało mi się hamując prawidłowo (czyli z progresywnym wciśnięciem klamki) zablokować przedniego koła na suchym asfalcie. Użycie tylnego hamulca bardzo się tutaj przydawało i nie wyobrażam sobie sytuacji awaryjnej bez użycia tego „zbędnego dodatku”.

O dziwo, pozbawiony hydrauliki tył daje się nieźle dozować, a zastosowane w Intruderze opony cichym popiskiwaniem dają do zrozumienia, że jesteśmy na granicy przyczepności. Kto chce efektownie dojechać do świateł lekkim bokiem, zostawiając czarną krechę, nie będzie miał z tym problemu. Przednia tarcza używana „solo” niestety bardzo się męczy  po intensywnej rundzie po mieście zabarwiła się na fioletowo, co oznacza tylko jedno przegrzanie.

Jak ma sobie z tym poradzić „szary użytkownik”? Pierwszą rzeczą, jaką się należy zrobić po wyjechaniu z salonu sprzedaży, powinno być założenie przewodu hamulcowego w stalowym oplocie. Poprawi on dozowalność, co jest szczególnie ważne na śliskiej nawierzchni. Nie można też zapomnieć o drugim ważnym wniosku  hamujemy dwoma kołami, wtedy skuteczność układu hamulcowego Intrudera można zaakceptować.

Łagodny dla kręgosłupa

Zawieszenie osiemsetki zestrojono niemal optymalnie. Przód dość miękki, tył trochę sztywniejszy. Cały czas ma się pewny kontakt z asfaltem, na krótkich nierównościach Intruder nie trzęsie, na długich zaś nie buja się jak transatlantyk. Swoje robią też opony o wysokim profilu. W połączeniu z bardzo obszerną i wygodną kanapą daje to wrażenie płynnego pokonywania wszechobecnych dziur. M800 jest chyba pierwszym motocyklem tego typu, w którym nie narzekałem na bolące plecy!


REKLAMA



REKLAMA


Zwinny w mieście

Pomimo stosunkowo szerokiej kierownicy M800 jest na tyle zwinny i lekki, że bez problemu można wykorzystywać go jako motocykl na co dzień. W korku utknie się tylko na naprawdę wąskich ulicach, lub gdy kierowcy w samochodach ustawią się wyjątkowo na krzyż. W innych wypadkach można korzystać z M800 tak samo jak z np. Bandita. W takich warunkach docenimy również umiarkowane spalanie. W czasie testu przebiegającego głównie w mieście, często na krótkich trasach i z rozgrzewaniem zimnego silnika wyniosło ono 6,3 l/100 km. W trasie spalanie może spaść w okolice 5 litrów na setkę, o ile kierowca nie będzie chciał bić rekordów prędkości. Pod tym względem Intruder nikomu nie zaimponuje. Dobrze pogoniony przekracza 150 km/h, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość, więc po co się męczyć?

Mały królem!

Suzuki M800 Intruder okazał się motocyklem, który niezwykle zaskakuje. Nie spodziewałem się, że ten niepozorny motocykl może tak dobrze sprawdzić się w czasie codziennych jazd. Okazało się, że oprócz funkcji czysto praktycznych daje on frajdę z jazdy lekko składa się w zakręty, nie powoduje agresji i nie nastraja do przekraczania prędkości ponad wszelkie normy. A tak często jest, jak się wsiądzie w sportową, zrywną maszynę. Mnie Intruder uspokajał. Mogę śmiało powiedzieć, że Mały Mrówkojad jest najsympatyczniejszym z całej rodziny Intruderów.

Dane techniczne Suzuki Interuder M800

SILNIK
Typ: czterosuwowy, chłodzony cieczą Układ: widlasty 45° Rozrząd: OHC, cztery zawory na cylinder Pojemność skokowa: 805 ccm Średnica x skok tłoka: 83×74,4 mm Stopień sprężania: 9,4:1 Moc maksymalna: 53 KM (39 kW) przy 6000 obr/min Moment obrotowy: 69 Nm przy 3200 obr/min Zasilanie: wtrysk Smarowanie: z mokrą miską olejową Rozruch: elektryczny Akumulator: 12V   Zapłon: z mikroprocesorem

PRZENIESIENIE NAPĘDU
Silniksprzęgło: koła zębate Sprzęgło: wielotarczowe, mokre Skrzynia biegów: pięciostopniowa Napęd tylnego koła: wał napędowy

PODWOZIE
Rama: kołyskowa, podwójna, stalowa Zawieszenie przednie: teleskopowe upsidedown, Zawieszenie tylne: wahacz stalowy, dwa elementy resorującotłumiące, regulacja napięcia wstępnego Hamulec przedni: tarczowy, zacisk dwutłoczkowy Hamulec tylny: bębnowy Opony przód/ tył: 130/9016 /170/8015

WYMIARY I MASY
Wysokość siedzenia: 700 mm Rozstaw osi: 1655 mm Minimalny prześwit: 140 mm Masa pojazdu gotowego do drogi: 269 kg Zbiornik paliwa: 15,5 l

DANE EKSPLOATACYJNE
Prędkość maksymalna: ok. 160 km/h Zużycie paliwa w czasie testu: 6,3 l/100 km

Triumph Thruxton 900

Tuning – Czarna perła

Motocykle – ogłoszenia

KOMENTARZE


REKLAMA