Po ostatniej rundzie w Madrycie, w 2016 roku, spodziewaliśmy się, że tegoroczne Grand Prix Hiszpanii na pewno nie będzie nudne i przewidywalne. Pod tym względem się nie zawiedliśmy, ale na pewno nikt nie spodziewał się takiego przebiegu wydarzeń.

W klasyfikacji generalnej było naprawdę ciasno. Na fotelu lidera przysiadł Cody Webb mając dwupunktową przewagę nad Tadeuszem Błażusiakiem. Na trzecim miejscu, z siedmioma punktami straty do lidera, usadowił się Colton Haaker. W swoim rodzinnym mieście wystartował także Alfredo Gomez, który powrócił po kontuzji nabytej na poprzedniej rundzie w Niemczech. 


REKLAMA

Topowa czwórka była więc w komplecie, a to oznaczało ciekawe widowisko. Tor co prawda nie był szybki, należał raczej do tych ciasnych i technicznych, ale wyglądał na bardziej „rytmiczny” niż w Riesie i Krakowie. Niestety, w rzeczywistości przez większość wieczoru niewielu zawodnikom udawało się bez problemów znaleźć swój rytm.

Pierwsze podejście

W pierwszym finale, zaraz po starcie, Colton Haaker zaczął zostawiać rywali z tyłu. Z okrążenia na okrążenie, jego przewaga rosła, choć czuł na plecach oddech Tadka i Codiego. Nieco dalej za nimi czaił się Gomez. Dwie nie do końca doleczone kontuzje (łokieć i więzadła krzyżowe), dały się we znaki i Alfredo skończył ten bieg na 9. pozycji. Drugi zawodnik fabrycznego zespołu Husqvarny – Haaker, był na drugim końcu skali i przez cały wyścig prowadził. Za nim na metę wjechali Tadek i Webb.

Drugi reprezentant Polski – Grzesiek Kargul, dojechał na pozycji 13. Niestety zabrakło Emila Juszczaka, który raptem kilka dni przed GP ponownie złamał rękę.

Zakorkowany 2. finał

W drugim biegu, start odbywa się w odwrotnej kolejności niż w pierwszym. Oznacza to, że ostatni zawodnicy startują z pierwszej linii. Ma to swoje zalety, bo wprowadza urozmaicenie do wyścigu i teoretycznie daje słabszym zawodnikom daje szanse na lepszy wynik. Wadą jest jednak fakt, że nie każdy ze słabszej stawki wytrzymuje presje i zdarzają się zatory. Podobnie było w tym przypadku, ale winowajcą był zeszłoroczny mistrz w klasie Junior – Kevin Gallas, któremu nie poszło podczas przejazdu przez drugi kontener. Efekt – kraksa w stylu domino.

Zawodnicy wjeżdżali w siebie jeden po drugim, a motocykle były zwalone w stertę jak na szrocie. Po ogarnięciu sytuacji nie trzeba było długo czekać – na zakręcie w sekcji z kamieniami Cristobal Guerrero wypadł z rytmu i stanął niemalże w poprzek sekcji, blokując Pola Tarresa i kilku innych zawodników. Obyło się bez kraksy, ale lekki korek się zrobił. Tarres wyszedł jednak na prowadzenie i całkiem nieźle wychodziło mu utrzymywanie się na froncie.

Pech Błażusiaka

W końcu jednak musiał ustąpić Webbowi i zadowolić się 2. miejscem. Za trzecią pozycją uganiali się Błażusiak i Haaker, niestety nie skończyło się to dobrze. Na ostatnim skoku z lądowaniem na mecie Tadek chciał jeszcze łyknąć Coltona, niestety na lądowaniu zahaczył go kołem i panowie zostali dosłownie katapultowania z trasy. Haaker wyszedł z tego na 3. miejscu, Tadek natomiast skończył z uszkodzonym barkiem i nie został sklasyfikowany – jego motocykl, w przeciwieństwie do maszyny Haakera, nie przeleciał przez linie pomiaru czasu. Punktów niestety nie zgarnął także Grzegorz Kargul.

Po dwóch średnich wyścigach, Przyszedł w końcu czas Alfredo Gomeza, który konsekwentnie trzymał się w pierwszej trójce, a ostatecznie skończył na drugim miejscu, zaraz za Coltonem Haakerem. Niestety mniej szczęścia mieli zawodnicy na pomarańczowych motocyklach. Tadek już na początku wyścigu wyglebił na kamieniach, na czym mocno ucierpiała jego noga. Jednak nie na tyle mocno, żeby nie móc wrócić.

Do trzech razy sztuka

Po tym jak obejrzeli go medycy, Tadek wrócił na tor, ale nie podołał dogonieniu czołówki i zakończył ostatni bieg tego wieczoru na odległym 12. miejscu. Webb, który zawzięcie ciął się z Haakerem o pierwsze miejsce też w końcu przekonał się co to pech. Podczas skoku pękł mu łańcuch. Całe szczęście obyło się bez gleby.

Po założeniu nowego łańcucha na boku, poza torem, wrócił do wyścigu, bez rękawiczek i gogli – niestety, ze względu na pokonanie zbyt małej liczby okrążeń, nie przywiózł punktów z tego wyścigu. Mimo to, udało mu się zająć 2. miejsce w całym GP. Imprezę wygrał oczywiście Colton Haaker, natomiast na trzecim miejscu wylądował Pol Tarres, którego na początku sezonu nikt by się nie spodziewał na tej pozycji.

Szanse na tytuł maleją?

Runda w Madrycie mocno pozmieniała sytuację w klasyfikacji generalnej. W kolejnej rundzie, 9 lutego na Węgrzech, z czerwonym plastronem lidera pojedzie Colton Haaker. Wice-liderem jest teraz Cody Webb i jeśli chcę obronić tytuł, musi w kolejnej rundzie zgarnąć przynajmniej 12 punktów więcej niż Haaker. W gorszej sytuacji jest Tadek, który do lidera traci 31 punktów.

Klasyfikacja Generalna Prestige:
  1. Colton Haaker (USA) 159 pkt
  2. Cody Webb (USA) 146 pkt
  3. Tadeusz Błażusiak (POL) 128 pkt

  1. Emil Juszczak (POL) 27 pkt
  2. Grzegorz Kargul (POL) 14 pkt
Klasyfikacja Generalna Junior
  1. William Hoare (GBR) 167 pkt
  2. Tim Apolle (GER) 124 pkt
  3. David Cyprian (CZE) 119 pkt

  1. Dominik Olszowy (POL) 65 pkt

KOMENTARZE


REKLAMA
Polecane artykuły
Chcesz dotrzeć do celu o wybranej przez siebie godzinie? Google…
Oto nietypowy motocykl klasy 125. Jeszcze nigdy mały motocykl nie…