fbpx
A password will be e-mailed to you.

Mówi się, że wygląd nie jest najważniejszy. Życie uczy jednak, że ma on ogromne znaczenie, bo pierwszy motocykl kupujemy najczęściej oczami. Sprawdziliśmy więc, czy Husqvarna Svartpilen 125 oferuje coś więcej niż tylko pierwsze wrażenie.

W najnowszej historii Husqvarny motocykle szosowe występowały raczej rzadko. Nowy rozdział zaczął się w roku 2018, kiedy w katalogu szwedzkiej marki pojawiły się dwa modele: Svartpilen i Vitpilen 401, których nazwy w tłumaczeniu oznaczają czarną i białą strzałę. Ani późny debiut na drogach, ani brak szosowej stodwudziestkipiątki, zaszczepiającej miłość do jazdy u najmłodszych motocyklistów nie przeszkodziły jednak producentowi głównie offroadowych motocykli w osiągnięciu sukcesu sprzedażowego i mocnym wejściu w rynek szosowy.

Wkrótce Husqvarna do swojej oferty dołączyła dwie kolejne, ale zdecydowanie większe i poważniejsze „strzały”, sygnowane liczbą 701. Wszystkie drogowe Huski bazowały oczywiście na konstrukcji braterskiej marki KTM i jej flagowym modelu Duke, ale dedykowane były do zupełnie innej grupy odbiorców. Ci, którzy ponad wszystko cenią sobie styl i oryginalność, od razu pokochali „pileny”, więc wejście na rynek wersji 125 było tylko kwestią czasu.

Rodzinne geny

W końcu doczekaliśmy się głośno zapowiadanego Svartpilena 125, który ma wypełnić lukę w ofercie Husqvarny dla osób z prawem jazdy A1 i B. Szybko okazało się, że Czarna Strzała dedykowana dla najmniej doświadczonych motocyklistów jest praktycznie wierną kopią swojej większej siostry i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych motocykli tej klasy. Od Svartpilena 401 pożyczyła stylistykę, ramę, nadwozie, koła oraz hamulce, co oznacza, że konstrukcja ta jest już porządnie sprawdzona. Zagadką pozostawało jednak to, jak silnik o dużo mniejszej pojemności i mocno ograniczonych osiągach poradzi sobie z dosyć ciężką jak na tą klasę pojemnościową „budą”. 

Masa 146 kilogramów na sucho zdecydowanie nie zrobiła na nikim wrażenia, szczególnie w klasie 125. W połączeniu z małym silnikiem, generującym wyznaczone przez regulacje prawne 15 KM, nie zapowiadało to bestii chcącej się wyrywać z rąk. Osoby celujące w „setki” zazwyczaj dopiero rozpoczynają swoją przygodę z motocyklami i nie oczekują od nich wyrywania na koło przy każdym ruszeniu spod świateł. Potrzebują żwawych pojazdów do sprawnego i taniego przedzierania się przez miejskie korki czy pokonywania niewielkich dystansów poza miastem. Motocykli, które łatwo dadzą się okiełznać i pozwolą bezpiecznie stawiać pierwsze kroki w świecie jednośladów oraz systematycznie doskonalić umiejętności. I właśnie to oferuje jednocylindrowy, czterozaworowy silnik z dwoma wałkami rozrządu, napędzający Svartpilena 125.

Dwanaście niutonometrów jest już dosyć imponującym wynikiem w swojej klasie i pozwala na przyzwoite ruszanie spod świateł i przeciskanie się przez korki, a początkującym motocyklistom nawet na przyjemną zabawę na górskich, krętych drogach. Co prawda silnik Huski lubi być kręcony i poniżej 5 tysięcy obrotów motocykl po prostu się toczy, ale po przekroczeniu 6-7 tysięcy zaczyna pokazywać swój prawdziwy potencjał, osiągając moc maksymalną w okolicach 9500 obrotów na minutę. Ze żwawym wkręcaniem się nie ma jednak najmniejszych problemów, co pozwala na bardzo przyjemną i efektywną jazdę. Oczywiście dopóki nie trafimy na długą prostą, na której sześć biegów i ograniczona elektronicznie do 100 km/h prędkość maksymalna nie zatrzymają całej zabawy. 

Na jednym ze sporych zjazdów udało nam napędzić Svartpilena do ponad 110 km/h i od razu przypomniały mi się czasy, kiedy szukaliśmy stromych górek i czekaliśmy na wiatr w plecy, żeby bić własne rekordy prędkości na skuterach. To było jednak dopiero w drugiej części naszego dnia testowego, kiedy już dosyć mocno zaprzyjaźniłem się z Czarną Strzałą, poznałem jej możliwości i przede wszystkim zaliczyłem swoje pierwsze 50 czy 100 km po krętych, górskich drogach. Wtedy już czułem się na motocyklu bardzo pewnie i mogłem utrzymywać przyzwoitą prędkość, ładując się na stromych zjazdach w ciasne zakręty. Czułem się dosłownie jak Marc Marquez i miałem wrażenie, że zaraz zetrę kolano albo dotknę podnóżkiem do asfaltu. Oczywiście zdjęcia wykazały później, że brakowało mi do tego jeszcze kilometra, ale to, jaką miałem wtedy frajdę, to moje!

Fabryczka emocji

Zanim jednak zacząłem szukać husqvarnowych limitów, kilkukrotnie spociłem zbroję zaliczając swoje pierwsze zjazdy po górskich asfaltach wokół Barcelony. Moje doświadczenie na motocyklach szosowych jest prawie żadne, bo zawsze bliżej było mi do offroadu. Moja głowa nie do końca mogła dać się przekonać, że opona nie musi grzebać kostkami w ziemi, a może „kleić się” do asfaltu. Do tego mijające nas co chwilę z naprzeciwka samochody i widok urwisk za barierkami energochłonnymi potęgowały strach oraz myśli typu „O Dżizas, ja tu zaraz zginę”. Gdyby nie osprzęt i przede wszystkim hamulce, w które wyposażony jest Svartpilen 125, pewnie jeszcze długo zajęłoby mi oswajanie się z nowymi warunkami jezdnymi. Hydrauliczna pompa zaciskającą cztery tłoczki na ogromnej 320-milimetrowej tarczy, dostarczona przez ByBre, robiła jednak piorunującą robotę i pozwalała na niezwykle skuteczne, a zarazem bardzo precyzyjne hamowanie jednym paluszkiem.

Do tego system ABS od Boscha nie tylko działa bardzo skutecznie, ale również oferuje możliwość włączenia trybu Supermoto, w którym przestaje ingerować w działanie tylnego hamulca pozwalając na blokowanie i uślizgi tylnego koła. Gdy tylko poznałem możliwości i skuteczność hamulców, czułem się dużo pewniej. Z każdym kolejnym zakrętem próbowałem wchodzić w kolejne „grande curvy” z coraz większą prędkością i składać motocykl coraz niżej. Z Czarną Strzałą zaprzyjaźniliśmy się bardzo szybko, bo pasowało mi w niej wszystko.

Wysoka kierownica rodem z offroadowych maszyn, wyprostowana pozycja, nie wymuszająca leżenia na zbiorniku paliwa, wypustka na baku, o którą się chętnie zapierałem kolanem i chyba przede wszystkim gangsterski wygląd! Czarna rama, czarny wahacz i koła (włącznie ze szprychami!), a nawet czarny silnik sprawiały, że nie chciało się odrywać oczu od tego motocykla. Agresywna linia maszyny w połączeniu z klasycznymi akcentami sprawiały, że kojarzył mi się z offroadowym cafe racerami, dlatego bez problemu mianowałem Svartpilena najładniejszą „setką” na rynku szosowym.

Nie w każdy teren

Swój wkład w ten sukces mają oczywiście również opony Pirelli Scorpion SRT, na których wozi się Svartpilen, bo od razu zdradzają, że motocykl nie będzie miał nic przeciwko zjechaniu na szutry i delikatnemu poślizganiu się po nich Sporym zaskoczeniem dla wszystkich był również poziom trakcji, jaki zapewniały na asfaltowych górskich zakrętach, gdzie nie było czuć, że mają tak agresywny bieżnik. Nie dane nam było sprawdzić możliwości „setki” w terenie, ale mogliśmy spróbować trochę się poślizgać na większych Svartpilenach 401 na flat trackowym torze na Rocco’s Ranch, gdzie okazało się, że podwozie małej Husqvarny daje spory potencjał w off-roadzie. 

Advertisement

Największym ograniczeniem okazał się mały skręt kierownicy, który mocno ograniczał wyprowadzanie motocykla z poślizgu. Po kilku radach od trenera i kilku spokojnych okrążeniach bez problemu można się było wczuwać i wchodzić w zakręty bokiem. W stodwudziestcepiątce dodatkowym zwalniaczem terenowych aspiracji będzie również zawieszenie, które odróżnia go od większego Svartpilena. Przedni, jednoobiegowy widelec WP APEX 43 o skoku 147 mm nie posiada żadnej regulacji, a w tylnym centralnym amortyzatorze WP APEX, mocowanym bezpośrednio do wahacza, można zmienić jedynie ugięcie wstępne progresywnej sprężyny. Na szosie nie zdarzyło mi się dobić tego zestawu, nie czułem też, żeby w jakiś sposób mnie ograniczał.

Ławka kar

Oczywiście nie mogłoby być całkiem idealnie, bo Svartpilen 125 nie jest jednak motocyklem bez wad. Po całym dniu spędzonym na tłocznych ulicach Barcelony oraz na okolicznych górskich drogach nie dało się nie zauważyć, że jego największą wadą jest średnio wygodna kanapa. Myślę, że przy dojazdach do pracy i krótkich przejażdżkach nie dałaby tego po sobie poznać, jednak po grubo ponad 100 kilometrach przejechanych jednego dnia tyłek bolał mnie jak jeszcze nigdy wcześniej.

No dobra, nie ma co nawet tego porównywać z połamaniem miednicy, ale jeżeli kupowałbym małą Czarną Strzałę, to od razu pomyślałbym o akcesoryjnej, ergonomicznej kanapie. I o końcówce wydechu Akrapović pewnie też, bo podobno wrażenia audio są rewelacyjne. Na inne kozackie dodatki, jak metalowa osłona reflektora, pewnie nie byłoby już budżetu, bo „goły” motocykl przy cenie 21 500 zł do najtańszych nie należy. Nawet mimo kilku chińsko wyglądających śrub, Svartpilen 125 oferuje jednak jakość, za którą warto zapłacić. 


Miejsce testu: Barcelona

Pogoda: słonecznie, ale nie gorąco, 12ºC

Ubrania testera:

Kask: HJC RPHA 11 Venom

Rękawiczki: Rebelhorn Thug II

Kurtka: Rebelhorn Hunter Pro Vintage

Spodnie: Broger Ohio

Buty: Broger Alaska

Husqvarna Svartpilen 125

SILNIK
Typ:czterosuwowy, chłodzony cieczą
Układ:jednocylindrowy
Rozrząd:DOHC, czterozaworowy
Pojemność skokowa:125 ccm
Średnica x skok tłoka:58 x 47.2 mm
Stopień sprężania:12,8:1
Moc maksymalna:15 KM (11 kW) przy 9500 obr./min
Moment obrotowy:12 Nm przy 7500 obr./min
Zasilanie:Wtrysk paliwa Bosch EFI (przepustnica Ø 33 mm)
Smarowanie:mokra miska z dwiema pompami oleju
PRZENIESIENIE NAPĘDU
Sprzęgło:wielotarczowe, mokre
Skrzynia biegów:sześciostopniowa
Napęd tylnego koła:łańcuch
Silnik-sprzęgło:koła zębate
PODWOZIE
Rama:stalowa, kratownicowa
Zawieszenie przednie:widelec USD WP APEX, Ø 43 mm
Zawieszenie tylne:amortyzator centralny WP APEX, regulacja napięcia wstępnego sprężyny
Hamulec przedni:hydrauliczny, tarczowy ByBre, Ø 320 mm, przeciwstawny zacisk czterotłoczkowy
Hamulec tylny:hydrauliczny, tarczowy ByBre, Ø 230 mm, jednotłoczkowy zacisk pływający
Opony przód / tył:Pirelli Scorpion Rally STR 110/7-R17 / 150/60-R17
WYMIARY I MASY
Wysokość siedzenia:835 mm
Rozstaw osi:1357 +/- 15,5 mm
Minimalny prześwit:145 mm
Masa z płynami:146 kg
Zbiornik paliwa:9,5 litrów
ELEKTRONIKA
ABS:dwustopniowy system Bosch 10.1 MB
Kontrola trakcji:brak
KOMENTARZE