Na trzy rundy przed końcem sezonu AMA Monster Energy Supercross zaskakiwali nie tylko zawodnicy, ale i warunki pogodowe! Sprawdźcie, co działo się w Denver!

Pierwszy w historii przystanek AMA Monster Energy Supercrossu w Denver już sam w sobie zapowiadał się ciekawie, bo ze względu na spore wysokości nad poziomem morza wiadomo było, że motocykle będą słabsze i niektórzy zawodnicy nie przyzwyczajeni do lokalnych warunków mogą mieć utrudnione zadanie. Do tego na kilka dni przed zawodami doszły jeszcze ciekawe zdjęcia trasy pokrytej… śniegiem! Przez to dzień dla prasowy został przesunięty, ale przy łaskawszej już pogodzie, ekipa od toru zdołała wszystko ogarnąć na czas i mogliśmy po raz kolejny ekscytować się zmaganiami w normalnych warunkach. Na twardym, technicznym torze zdecydowanie rządziła ekipa Kawasaki, której motocykle po prostu odjeżdżały rywalom.


REKLAMA
Advertisement

45oSX

Z takiej przewagi nie miał zamiaru nie skorzystać Eli Tomac, który dodatkowo startował przed swoją własną, prawie 60-tysięczną publicznością, która przy każdym jego wyprzedzeniu żywo reagowała. Do końca sezonu pozostały już tylko 3 rundy, więc Tomac po prostu musiał wygrać, jeżeli jeszcze liczy na wyrwanie tytułu aktualnemu liderowi – Cooperowi Webbowi. Zawodnik Red Bull KTM zdecydowanie czuł jeszcze skutki poprzednich zawodów w Nashville, podczas których miał ciężką przeprawę. I tym razem Webb nie prezentował tej formy, którą zachwycał w ciągu sezonu, ale mimo tego walczył do samego końca o jak najlepszą pozycję. Po starcie na prowadzenie wyszedł Marvin Musquin, ale Tomac ostro i szybko przedzierał się w górę stawki, szybko siadając na kole Francuzowi. Pojedynek nie trwał zbyt długo, bo Eli po prostu minął go na whoopsach i zaczął budować sobie bezpieczną przewagę na prowadzeniu. Webb zdołał przebić się na drugie miejsce, ale to Tomac świętował swoje 4 zwycięstwo w tym sezonie. W generalce przewaga Coopera stopniała do 18 oczek, więc ostatnie dwie rundy zapowiadają się piekielnie emocjonująco. Podium dopełnił Musquin, który traci już 23 punkty do lidera.

250SX Zachód

Podczas przedostatniej rundy w klasie 250SX Zachód Adam Cianciarulo chciał za wszelką cenę powiększyć przewagę nad rozpędzającym się Dylanem Ferrandisem, żeby w końcu dowieźć upragniony tytuł dla Pro Circuit Kawasaki. Zabrał się do tego doskonale, bo po starcie wsiadł na koło prowadzącego Michaela Moismana i zaczął ostro go naciskać. Ku zaskoczeniu wszystkich zawodnik Husqvarny doskonale odpierał ataki lidera serii i przez kilka okrążeń utrzymywał się na prowadzeniu, aż Cianciarulo znalazł na niego sposób, mimo że Moisman nie czuł żadnych kompleksów. Powoli w górę stawki przebijał się Dylan Ferrandis, który jednak miał problemy z wyprzedzaniem wolniejszych rywali i stracił bardzo dużo czasu zanim przebił się na drugą pozycję. Cianciarulo był już wtedy zbyt daleko i bezpiecznie dowiózł prowadzenie do mety. W generalce Adam powiększył swoje prowadzenie do 8 punktów, co wcale nie jest bezpieczną przewagą przed łączonym finałem klasy 250SX Wschód i Zachód w Las Vegas.

Kolejna runda już w najbliższy weekend w East Rutherford, gdzie do walki powróci klasa 250 SX Wschód. Dla małej klasy i kategorii 450SX będzie to już przedostatnie starcie w tym roku!

KOMENTARZE


REKLAMA
Polecane artykuły
Nie będę udawać, że znam się na jeżdżeniu po torze,…
Za nami pierwsze zawody pit bike rozegrane na asfalcie. Mimo,…