Przystanek AMA Supercrossu w San Diego był istną przeprawą przez piekło, po której sytuacja w generalce mistrzostw wywróciła się do góry nogami!

Po widowiskowym starciu w Oakland, seria AMA Monster Energy Supercrossie przeniosła się do San Diego, gdzie zawodnicy ponownie musieli zmierzyć się z błotnistą trasą. Tym razem było jeszcze bardziej mokro i grząsko niż podczas inauguracji w Anaheim, więc zawodnicy mieli jeszcze więcej przygód i jeszcze bardziej musieli uważać na swoje motocykle. Jeżeli szukacie linku do wyścigów, to znajdziecie go tutaj, a dalej przeczytacie sami, co wydarzyło się w San Diego.


450SX

Po rewelacyjnych dwóch ostatnich rundach, duża presja ciążyła na Cooperze Webbie, który startował z czerwoną tablicą lidera. Jednak Eli Tomac i Ken Roczen po świetnych Heat’ach udowadniali, że mają chrapkę na komplet punktów w błocie, który może okazać się niezwykle cenny w walce o tegoroczny tytuł. To właśnie Kenny popisał się doskonałym startem i zgarnął Holeshota, ale już w drugim zakręcie zaliczył niegroźny upadek, po którym, mimo szybkiego powrotu na motocykl, spadł kilka pozycji. To pozwoliło objąć prowadzenie Tomacowi, który nie oddał już go do końca, nawet mimo problemów z goglami i wkręcającym się w zębatkę banerem. 20-sekundowa przewaga nad Roczenem stopniała do zaledwie już tylko kilku na ostatnim zakręcie, ale Ken przed ostatnią prostą przewrócił się i stracił drugie miejsce na rzecz Marvina Musquina. Francuz po raz kolejny zaliczył mocną szarżę na podium, tym razem tocząc długi bój ze swoim kolegą z zespołu – Webbem, który zakończył ją efektownym frontflipem i dojechał dopiero na 8 miejscu.

W generalce na prowadzenie wysunął się Eli Tomac, do którego Marvin Musquin i Ken Roczen tracą po 4 punkty. Wygląda na to, że walka o tytuł dopiero się zaczyna w królewskiej klasie.


250SX Zachód

W małej kategorii był to ostatni wyścig przed przerwą, podczas której Monster Energy Supercross przeniesie się na wschodnie wybrzeże na kolejne trzy rundy. Wtedy też zadebiutują w tym sezonie zawodnicy klasy 250SX Wschód, a dotychczasowi bohaterzy zmagań małej klasy będą mogli odetchnąć.

San Diego okazało się wymarzone dla zespołu Pro Circuit Kawasaki. Po doskonałym starcie, na prowadzenie od razu wysunął się Adam Cianciarulo, który kontrolował wyścig z pozycji lidera. Dobry początek miał również dotychczasowy lider – Colt Nichols, dla którego niestety wkrótce rozpoczął się festiwal wpadek i spadek na coraz dalsze pozycje. Ostatecznie do mety dojechał dopiero na 10. miejscu przez co spadł w generalce aż na trzecie miejsce. 

Oprócz Adama jadącego po (swoje pierwsze w karierze) drugie z rzędu zwycięstwo, powody do radości szefowi zespołu – Mitchowi Payton dostarczył również Garrett Marchbanks, który po imponującej jeździe w błocie przebił się na drugie miejsce i zdobył sowje pierwsze w karierze podium. Wisienką na torcie dla zielonych był czerwony plastron lidera klasy, z którym Cianciarulo wystartuje 2-ego marca w Atlancie. Na drugie miejsce dzięki czwartej pozycji awansował Shane McElrate, ale szanse na tytuł ma cała pierwsza czwórka włącznie z Dylanem Ferrandisem.

Czas na Wschód!

Po pięciu emocjonujących i zaskakujących rundach, AMA Supercross przeniesie się teraz na wschodnie wybrzeże, gdzie w Atlancie do wprawionej już królewskiej klasy 450 dołączą, jeszcze „zgrzani” zawodnicy kategorii 250SX Wschód, dla których sezon dopiero się zacznie.

KOMENTARZE

REKLAMA