fbpx
A password will be e-mailed to you.

Rękawice motocyklowe to dla mnie jeden z najważniejszych elementów ubioru. Jeśli mi nie leżą, od razu lądują na półce. Tych praktycznie nie ściągam z dłoni. 

Rękawice Five RFX Race dostałem na test zupełnie niespodziewanie. Nie to, że zdziwiła mnie paczka, ale zaskoczyła mnie marka, ponieważ o Five nigdy wcześniej nie słyszałem. Pierwszą myślą było to, że to kolejna marka krzak powielająca w Pakistanie inne produkty pod jakimś tam logotypem.

Jednak już samo opakowanie wyglądało podejrzanie. Ładna, tekturowa skrzyneczka z kompletnym opisem, a w niej rękawice i woreczek do przechowywania. Rękawice wyglądają kosmicznie, ale są niebywale lekkie. To całkiem imponujące, biorąc pod uwagę ile na nich jest różnego rodzaju materiałów.

Nigdy tego nie robię, ale aż obejrzałem film na stronie producenta opisujący ten produkt. Okazało się, że rękawice przedprodukcyjne testowali Andrea Dovizioso, Fabio Quartararo, Sylvain Guintoli i wielu innych zawodników. Każda z nich składa się ze 160 elementów! Pomyślałem sobie, że to nie może działać, bo złożenie tego poprawnie do kupy musi graniczyć z cudem.

Rękawice na pierwszy rzut oka, a właściwie czucie w dłoniach, są dość sztywne. Wkładanie też nie należy do najwygodniejszych, bo otwór jest dość ciasny. Za to gdy je w końcu włożymy, to jest dziwnie przyjemnie. Nie ma ogromnej swobody ruchu, ale w tym zakresie, który jest potrzebny do jazdy na motocyklu rękawice pracują jak złoto. Nie musiałem nawet czekać, aż się ułożą, bo od razu dawały mi pełną kontrolę nad motocyklem. Jeśli chcecie zobaczyć jak ta kontrola wyglądała, zapraszam was do mojego testu Ducati Monster 2021 na Youtube. Przy tym nagraniu jeździłem w tych rękawicach po raz pierwszy.

Jak się sprawują po kilku miesiącach? Mam wrażenie, że trochę mnie uratowały. Ten sezon jest jakiś niefortunny, wywracam się na motocyklach. Oczywiście tylko na torze. Zaliczyłem już w tych rękawicach high side’a z lądowaniem na rękach, ślizg przy dużej prędkości i ze dwa niewinne paciaki. W dłonie nie stało mi się zupełnie nic.

Co lepsze, rękawice są pozdzierane, ale żaden szew nie puścił i jeżdżę w nich dalej. Kiedyś miałem ulubione rękawice Spidi, ale zjadł mi je pies i to nie mój pies. Później kochałem REV’IT Jerez 3, ale puścił w nich szew na palcu, niby da się zszyć, ale się obraziłem. Teraz moimi ulubionymi rękawicami są Five.

Zaufajcie mi, to nie jest reklama, chociaż rękawice dostałem w prezencie, a kosztują około 2000 złotych. Mimo to, gdyby nie były dobre, to bym w nich nie jeździł.  

 

KOMENTARZE