fbpx
A password will be e-mailed to you.

Hiszpan Marc Coma po raz pierwszy wygrał maraton do Dakaru. Niestety, na trasie tej morderczej imprezy pozostał na zawsze kolejny motocyklista.

Przed startem do 28. edycji Rajdu Dakar w ekipie biało-czerwonych panowała niepewność, czy aby Marek Dąbrowski dołączy do swoich kolegów i wystartuje w najważniejszej imprezie sezonu. Motocyklista ORLEN Teamu przeszedł rehabilitację w jednej z londyńskich klinik po otwartym złamaniu lewej ręki, którego doznał podczas listopadowego Rajdu Dubaju.


REKLAMA

– Oczywiście ręka nie jest jeszcze w pełni sprawna, ale mam nadzieję, że wytrzymam trudy rajdu – mówił Dąbrowski, którego optymizm zwyciężył z realną oceną sytuacji.

Trasa tegorocznego rajdu liczyła 9043 km i składała się z 15 etapów, a na miejsce startu tym razem wybrano Lizbonę. Z Portugalii zawodnicy przenieśli się na drogi Hiszpanii, a po przeprawie promem przez Morze Śródziemne znaleźli się w Maroku. Dalej trasa wiodła przez Mauretanię, Mali i Gwineę. Metę już tradycyjnie zlokalizowano nad brzegiem Lac Rose w stolicy Senegalu. W porównaniu z ubiegłym rokiem uczestnicy rajdu mieli do przejechania mniej odcinków pustynnych, gdyż pierwsze afrykańskie etapy zostały poprowadzone w terenie górzystym.

Marek Dąbrowski od początku rajdu zmagał się nie tyle z trasą, ile z bólem kontuzjowanej ręki. Na pierwszym etapie, jeszcze w Portugalii, był dopiero 212., na drugim – 143., a podczas pierwszego sprawdzianu w Afryce zajął 177. miejsce.

– Trzy razy w życiu miałem łzy w oczach: gdy urodził mi się syn, gdy zostałem wicemistrzem świata i dzisiaj, po przejechaniu pierwszych 30 kilometrów. Ręka bolała nieznośnie i miałem ochotę zawrócić – tłumaczył Dąbrowski.

Oczywista decyzja

Nic więc dziwnego, że podczas 639-kilometrowego etapu z Ar Raszidii do Warzazat w Maroku po pięciu kilometrach odcinka specjalnego Polak wycofał się z rajdu. – W nocy temperatura spadła do trzech stopni poniżej zera. Nie spałem najlepiej w niskiej temperaturze panującej w namiocie, a ręka cały czas dawała znać o sobie. Na kamienistej drodze nie mogłem prowadzić motocykla, nie było to możliwe przy korzystaniu tylko z jednej ręki. Nie było wyjścia. Musiałem zrezygnować, bowiem jechałbym ten odcinek chyba dwa dni – mówił sześciokrotny uczestnik maratonu do Dakaru, którego 9. miejsce z 2003 roku pozostaje najlepszym wynikiem polskiego zawodnika w tej imprezie.

Teraz pozostało nam liczyć na drugiego naszego reprezentanta Jacka Czachora, który wówczas zajmował 23. miejsce w klasyfikacji. Po czterech etapach na czele znajdowali się Hiszpanie Marc Coma i Isidre Esteve Pujol. Tuż za nimi podążał ubiegłoroczny zwycięzca Cyril Despres, który mimo potłuczeń odniesionych podczas upadku jednak kontynuował jazdę.

 

Zawsze jest ryzyko

Po dniu przerwy rajdowa karawana miała przed sobą najdłuższy w imprezie 874-kilometrowy etap z Nawakszut do Kiffy w Mauretanii. Na 244. kilometrze odcinka specjalnego przy dużej prędkości miał upadek Andy Caldecott. Australijczyk doznał poważnych obrażeń głowy i mimo szybkiej interwencji ekipy śmigłowca medycznego nie udało się uratować jego życia..

– Wprowadziliśmy ograniczenie prędkości maksymalnej dla motocyklistów do 150 km/godz. Mimo to wypadków nie da się wyeliminować – mówił dyrektor rajdu Etienne Lavigne.

Przygnębiony tragicznym wypadkiem kolegi był także Jacek Czachor, który po wycofaniu się Marka Dąbrowskiego i Krzysztofa Hołowczyca pozostał jedynym naszym reprezentantem w tegorocznym Dakarze. – Przejeżdżałem obok miejsca wypadku, ale byli tam już inni motocykliści oraz helikopter i pokazali mi, bym się nie zatrzymywał. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że sytuacja jest poważna. Caldecott wyprzedził mnie na dzisiejszym etapie w dużym kurzu. W takich warunkach, przy dużej prędkości, do nieszczęścia wystarczy kamień na drodze. A tego nie można przewidzieć – tłumaczy Czachor.


REKLAMA



REKLAMA


Wszystkim od razu przypomniały się dwa ubiegłoroczne wypadki, w których stracili życie Włoch Fabrizio Meoni i Hiszpan Jose Manuel Perez. Jak na ironię, kraksa Caldecotta miała miejsce na trasie wiodącej do Kiffy, niedaleko miejsca tragedii słynnego Fabrizio Meoniego.

Większość zawodników ścigała się dalej i dopiero na mecie dowiedziała się o dramatycznych wydarzeniach na trasie. Niestety, nie był to koniec poważnych kraks tego dnia. Na 30-kilometrowym fragmencie odcinka specjalnego Katalończyk Isidre Esteve Pujol zaliczył dwa poważne upadki i trafił do szpitala w Nawakszut z obrażeniami głowy i pękniętą śledzioną. Na mecie etapu najszybciej zameldował się Cyril Despres, który tracił ponad 20 minut do lidera Marca Comy. Jacek Czachor za ominięcie punktu kontroli czasu podczas 8. etapu otrzymał karę dwóch godzin i spadł początkowo z 14. na 21. miejsce. Mimo że przed startem do kolejnego etapu narzekał na nieprzespaną noc i problemy z żołądkiem, zdołał zająć 18. lokatę i awansować na 17. miejsce w klasyfikacji.

Po wypadku Andy’ego Caldecotta organizatorzy rajdu postanowili odwołać kolejny odcinek specjalny dla motocyklistów. Zawodnicy przejechali więc trasę etapu z Kiffy do Kayes w Mali bez pomiaru czasu.

Przez kolejne dni Jacek Czachor regularnie poprawiał swoją pozycję. Po 13 etapach awansował na 14. miejsce.

Siła liczb

Piątek trzynastego, na dodatek 13. kilometr 13. odcinka specjalnego okazał się pechowy dla najlepszej dotąd motocyklistki Ludivine Puy. 22-letnia Francuzka, z zawodu policjantka, podczas upadku doznała złamania miednicy i zamiast na metę trafiła do szpitala.
Feralny odcinek wygrał pięciokrotny mistrz świata Giovanni Sala, który w wieku 42 lat odniósł swoje dziewiąte zwycięstwo etapowe w tej imprezie.
Podczas tegorocznego Dakaru znacznie ograniczono używanie urządzeń GPS, co sprawiło, że zawodnicy miewali poważne kłopoty ze znalezieniem właściwej trasy. Takie przygody spowolniły pogoń Cyrila Despresa starającego się odrobić straty do Marca Comy. Hiszpan podróżował z czarną opaską na ramieniu, która upamiętniała kolegę z teamu – Andy’ego Caldecotta.

Końcówka rajdu przebiegała w smutnej atmosferze – podczas 13. i 14. etapu pod kołami samochodów zginęło dwoje dzieci. Z tego powodu zrezygnowano z pomiaru czasu na kończącym rajd odcinku nad Czerwonym Jeziorem. Ostatecznie 93 motocykle dotarły do mety w Dakarze. Miejscowa Polonia zgotowała huczne powitanie Jackowi Czachorowi, który po raz siódmy ukończył najtrudniejszy maraton świata. – Czterokrotnie byłem w pierwszej piętnastce. Szkoda czasu straconego na skutek kontrowersyjnej kary. Gdyby nie to, byłbym w pierwszej dziesiątce – tłumaczył Czachor, który już zapowiada ponowny start za rok. Oczywiście w duecie z Markiem Dąbrowskim.

WYNIKI Rajdu Dakar 2006 
1. Marc Coma (E) KTM 55:27.17
2. Cyril Despres (F) KTM +1:13.29
3. Giovanni Sala (I) KTM +2:29.48
4. Chris Blais (USA) KTM +2:36.18
5. Carlo de Gavardo (RCH) KTM +3:22.47
6. Paal Anders Ullevalster (N) KTM +3:54.52
…14. Jacek Czachor (PL) KTM +8:46.54

Andy Caldecott
Urodził się 41 lat temu w małym miasteczku Keith w południowo-wschodniej Australii. Po raz pierwszy wsiadł na motocykl w wieku ośmiu lat, następnie startował w motocrossie, a od 1999 roku w rajdach terenowych. Największe sukcesy odnosił w swojej ojczyźnie, czterokrotnie wygrywając Australian Safari (2000-2003). W 2003 zajął czwarte miejsce w Rajdzie Tunezji, w rok później był czwarty w końcowej klasyfikacji mistrzostw świata.
Przed Rajdem Dakar 2004 mieszkańcy Keith założyli fundację, która miała wspomóc w pozyskaniu funduszy na starty najbardziej znanego obywatela tego miasta. Także dochód z miejscowego pubu, przemianowanego zresztą na Andy Caldecott Bar, został przeznaczony na ten cel. Ostatecznie uzbierano 80 000 australijskich dolarów, a debiutujący w Dakarze Caldecott błysnął trzecim miejscem na etapie do Tan Tan i szóstym w klasyfikacji rajdu.

Niestety, złamanie nogi w kostce przerwało tę sensacyjna jazdę, ale już w następnym roku Caldecott, dosiadając KTM zespołu Motorex Australia, wygrał dwa etapy i dotarł do mety w Dakarze na szóstym miejscu. Mimo tak znaczącego sukcesu z powodu braku sponsorów zrezygnował z udziału w tegorocznej edycji tej imprezy. Andy szykował się więc z rodziną do świątecznych wakacji, kiedy zadzwonił znakomity przed laty motocyklista, dziś menedżer Jordi Arcarons. Hiszpan zaproponował Andy’emu start na fabrycznym KTM-ie w zastępstwie kontuzjowanego Jordi Durana. Caldecott od początku rajdu zajmował miejsca w czołówce. Wygrał trzeci etap i na półmetku byłby piąty w klasyfikacji generalnej, jednak kara za ominięcie punktu kontroli przejazdu relegowała go na 10 miejsce. W rodzinnym Keith prowadził sklep motocyklowy. Pozostawił tam żonę Tracy, córeczkę Caitlin oraz kilkuset najwierniejszych fanów.

KOMENTARZE

REKLAMA