fbpx
A password will be e-mailed to you.

W ostatnich latach wzrosła na świecie świadomość w temacie chorób psychicznych, jak i ogólnie zdrowia innego niż fizyczne. Również w sporcie, także w tym motorowym, zmieniło się postrzeganie korzystania z pomocy psychologa sportowego. Zawodnicy coraz częściej mówią o swoich gorszych momentach, cierpieniu i finalnie podjęciu współpracy ze specjalistą.

Kierowcy MotoGP nie są tu wyjątkiem. Fabio Quartararo, Pol Espargaró, Casey Stoner i wielu innych bardziej lub mniej bezpośrednio wypowiedzieli się na ten temat, przy okazji pokazując się z innej strony. Inni uważają, że jest im to zupełnie niepotrzebne. Nie ulega jednak wątpliwości, że psychika to nieodłączna część sportu na najwyższym poziomie.

Advertisement

Casey

Niedawno Casey Stoner w wywiadzie dla „Gypsy Tales” powiedział coś, co wstrząsnęło środowiskiem MotoGP. Australijczyk podczas rozmowy otworzył się i opowiedział o presji, jaką czuł w czasie swojej kariery i jaki był wtedy jego stan psychiczny. Były mistrz świata przyznał, że zdiagnozowano u niego zaburzenia lękowe, które wcześniej uznawał za po prostu inny, mocniejszy rodzaj stresu – a przecież stresuje się każdy. Przez to Stoner nigdy nie czuł się zbyt dobrze w tłumie, który go otaczał i z tego powodu był przez niektórych nielubiany. Czuł też nerwy ze względu na swoją pozycję numeru jeden w zespole. Wiedział, że dziesiątki osób liczyły, że będzie ciągle wygrywał, bo na to pracowali. „Im lepszy był weekend, tym bardziej chciałem umrzeć. Potrafiłem zwinąć się w kłębek na podłodze kampera, bo ściskało mnie w żołądku” – opowiadał Casey Stoner.

10 lat temu, w czasie konferencji prasowej przed GP Francji, Stoner ogłosił zakończenie owocnej, ale trudnej dla niego kariery

Jak niszczycielskie było jego myślenie, Australijczyk zrozumiał dopiero po zakończeniu kariery – jego ruch w 2012 roku zaskoczył przecież praktycznie wszystkich fanów i dziennikarzy. Powiedział też, że zazdrościł takim zawodnikom jak Marc Márquez czy Valentino Rossi, którzy wydawali mu się takimi, co mają to wszystko gdzieś. Dodatkowo były zawodnik Ducati i Hondy choruje też na zespół chronicznego zmęczenia, przez który nie bywał na torach wyścigowych podczas weekendów aż do 2021 roku.

Marc

Jednym z zawodników, którzy w ostatnich latach bardzo ucierpieli jest nie kto inny, tylko Marc Márquez. Hiszpan od wypadku na początku 2020 roku zmagał się z kontuzją ramienia, która wyłączyła go z rywalizacji na cały sezon. Zawodnik Repsola przeszedł wiele operacji i pokonał długą drogę, aby w 2021 roku, w Portugalii, powrócić na tor. Było to dla niego wielkim przeżyciem i nie mógł powstrzymać łez ani w garażu, ani podczas wywiadu dla DAZN: „Jestem tym typem osoby, która woli zachowywać takie rzeczy dla siebie i ich nie okazywać, ale wszedłem do garażu i się rozsypałem. To było…trudne”. Kilka tygodni później ośmiokrotny mistrz świata zwyciężył na torze Sachsenring po raz jedenasty z rzędu, stając na najwyższym stopniu podium pierwszy raz od Walencji 2019. Ponownie nie powstrzymywał on emocji, które towarzyszyły mu tamtej chwili. Potem Márquez stanął na podium w Aragonii i wygrywał w USA oraz na torze Misano. „Mentalnie było to męczące. To był ciężki sezon, ale po roku znów wygrywałem wyścigi” – powiedział.

Po rewelacyjnym sezonie 2019 Marc Marquez wszedł w prawdopodobnie najtrudniejszy etap w całej swojej karierze. Dziś usilnie próbuje wrócić na szczyt

Wydawało się, że mistrz znów jest sobą – wtedy jednak na treningu enduro wydarzył się wypadek, w wyniku którego u Hiszpana doszło do nawrotu diplopii, czyli podwójnego widzenia. Przez to opuścił wyścigi w Portugalii i Walencji, niepewne były również jego występy w testach w Malezji.

„Jeśli musiałbym wybrać jedno słowo, aby opisać moją zimę, nie wiedziałbym, jakie wybrać. Szczerze mówiąc, była pełna niepewności, chaotyczna, była to kolejna trudna zima z rzędu. Były momenty, w których nie byłem pewny, kiedy znów będę mógł wystartować, a nawet nie byłem pewny, czy w ogóle będę w stanie znów rywalizować”. Jak potem przyznał, przy tej kontuzji najgorsza była niewiedza – nigdy nie mógł być pewny, jak długo utrzymają się jego problemy ze wzrokiem.

Sezon 2022 rozpoczął jednak dla niego bez opóźnienia. W Katarze był piąty, co uznał za dość dobry początek roku. Jednak runda w Indonezji była dla niego katastrofą – upadł kilka razy, najgorzej w rozgrzewce. Zespół wycofał go z wyścigu ze względu na wstrząśnienie mózgu. Jednak najgorsze nadeszło podczas powrotu do domu – kolejny nawrót diplopii, kolejna przerwa. Choć powrót do zdrowia był o wiele szybszy to, jak zdradził Álex Márquez, jego brat nie czuł się dobrze: „Nigdy nie widziałem go tak przygnębionego”. Jednak poprawa stanu zdrowia przywróciła mu optymizm. Trudno jednak powiedzieć, jaki wpływ na karierę Marca Márqueza mogą mieć kolejne sytuacje tego typu, które mogą mieć miejsce przy upadkach, i jak zdeterminowany będzie, by wrócić do rywalizacji.

Zawodnicy MotoGP często są w sytuacji, w której mimo ciężkiej pracy wyniki nie przychodzą. Pol Espargaro jest tego jaskrawym przykładem

Advertisement

Pol

Zespołowy partner Marca, Pol Espargaró, jest w tej sprawie bardziej otwarty. Hiszpan przyznał, że podczas swoich pierwszych lat w KTM potrzebował pomocy psychologicznej. „Pierwsze trzy lata w KTM były dla mnie trudne pod względem psychologicznym. Miałem złe wyniki w prawie każdym wyścigu, ale potem doszedłem do punktu, w którym przed ostatnim wyścigiem sezonu miałem już pięć miejsc na podium i dwa pole position, co mnie zaskoczyło. Nie mogłem się jednak cieszyć tymi momentami, zawsze szukałem w tych wynikach jakiegoś problemu… Po tak długim czasie ze złymi wynikami wbiłem sobie do głowy, że zasługuję na kolejne problemy. Całą karierę walczyłem o te rezultaty, a kiedy przyszły, to co? Potrzebowałem pomocy psychologicznej, to był dla mnie trudny czas” – opowiedział w dokumencie telewizji DAZN. Espargaró uważa, że pójście do specjalisty to najlepszy pomysł, jeśli ktoś czuje, że tego potrzebuje. Jemu psycholog pomógł poradzić sobie z sytuacją i znaleźć dobry kierunek. Hiszpan czuł, jakby stał na krawędzi. Ważny był i jest dla niego też fakt, że pomoc psychologiczna nie czyni ludzi słabymi. Mówił o tym głośno, aby łamać stereotypy.

Fabio Quartararo mógł zdobyć swój pierwszy tytuł mistrzowski już rok wcześniej, w sezonie 2020. Wtedy jednak przegrał, głównie z samym sobą

Fabio

Po sezonie 2020 na pracę z psychologiem zdecydował się również aktualny mistrz świata MotoGP – Fabio Quartararo. Francuz, choć świetnie rozpoczął tamten rok, ostatecznie stracił tytuł i był ósmy w klasyfikacji generalnej, a triumfował Joan Mir. Wtedy właśnie Fabio zdecydował, że w zimie rozpocznie pracę z psychologiem, aby znaleźć rozwiązanie problemów przed przejściem do fabrycznej Yamahy.

„Kiedy walczysz o zwycięstwa i miejsca na podium, a potem jesteś dziesiąty, chcesz więcej. Jesteś na siebie wściekły i jest jeszcze gorzej” – powiedział, podsumowując rok 2020. Kolejny sezon to już jednak totalnie inna historia. Quartararo świetnie się kwalifikował, zdobywał cenne punkty i wygrywał, podczas gdy inni zawodnicy Yamahy mieli straszne problemy. Został mistrzem świata, co było jego celem. Francuz w wywiadzie dla „Men on Wheels” ocenił, że pomoc psychologa w tym procesie była jednym z kluczowych elementów. „Psycholożka pomogła mi uwierzyć w siebie po zeszłorocznym rozczarowaniu, kiedy myślałem o mistrzostwie, a w praktyce przepadłem. Pomogła mi nawet w uzyskaniu regularności na motocyklu”. Teraz zawodnik Yamahy dużo bardziej dba o swoją głowę.

Maverick Viñales stara się tryskać dobrym samopoczuciem, choć wydarzenia ostatnich miesięcy wyraźnie go przeczołgały

Maverick i inni

Za to Maverick Viñales stwierdził, że wszelkie internetowe spekulacje dotyczące jego stanu mentalnego poszły za daleko. W Indonezji, nawiązując do komentarzy odnoszących się w szczególności do jego czasów w Yamasze, powiedział: „Cóż, muszę powiedzieć, że moje zdrowie psychiczne ma się fantastycznie, nie mógłbym wyobrazić sobie lepszego życia niż to, które mam teraz”. Kolejnym z zawodników, który nie chciał i nie chce takiej pomocy, jest Jorge Martín – stwierdził on, że ma silną psychikę i sam jest swoim coachem mentalnym. Ostrzej temat skomentował tegoroczny debiutant w klasie królewskiej, Darryn Binder. Wokół przejścia zawodnika z RPA z Moto3 do MotoGP było dość sporo kontrowersji – na niego i na włodarzy zespołu wylała się fala krytyki związana głównie z tym, że Binder w najniższej kategorii nie był uważany za zawodnika ze spokojnym i nieryzykownym stylem jazdy, wręcz przeciwnie. Część fanów publikowała komentarze mówiące, że stworzy on zagrożenie dla innych motocyklistów. Debiutant ignorował te stwierdzenia, mówiąc, że byłby głupcem rezygnując ze spełnienia swojego marzenia. Zapytany na konferencji po prezentacji zespołu na sezon 2022 o pomoc psychologa, odpowiedział bardzo dosadnie: „Nie mam coacha mentalnego, nie potrzebuje go. Jestem perfekcyjnie szczęśliwą osobą, nie przejmuję się g**nem. Funkcjonuję normalnie i podchodzę do tego sezonu jak do każdego innego”. Jeszcze w 2013 roku, może delikatniej, ale w podobnym tonie wypowiadał się Valentino Rossi, przyznając, że „nie wierzy w takie rzeczy”. Ciężko stwierdzić, czy i jak jego opinia zmieniła się do dziś.

Za to Andrea Dovizioso głośno mówił o tym, jak ważną rolę podczas kariery zawodniczej grają nastawienie, motywacja i radzenie sobie z różnymi wydarzeniami. W podcaście MotoGP stwierdził, że najtrudniejszym testem jest sytuacja, gdy ma się plan na sesję, a on kompletnie nie wychodzi, jest się wolnym i nie zna się przyczyny takiego stanu rzeczy. „Trudno jest przetrwać od strony mentalnej, szczególnie gdy masz swoją strategię, wyjeżdżasz na tor, a wszystko idzie zupełnie inaczej. Musisz zachować spokój, patrzeć na detale i zrozumieć, czemu jest trudno. Możesz zobaczyć wielu naprawdę utalentowanych zawodników rozwalających wszystkich, którzy po trzech wyścigach przepadają. Nie jest łatwo zrozumieć, kiedy jedziesz wolno i dlaczego”.

Choć każdy z zawodników ma inne zdanie na temat psychologów, motywacji i innych mentalnych aspektów, to pokazują, że jest to część ich pracy. Zawodnicy udowadniają rolę ich siły psychicznej także bez wyrażania tego do końca słowami. Spójrzmy tu na Marca Márqueza czy Jorge Martína, którzy być może nie wróciliby do MotoGP, gdyby nie zaparli się i nie uwierzyli, że mogą to zrobić.

KOMENTARZE