Piotr Baryła: Jadłeś kiedyś paprykarz szczeciński z puszki? Pascal Brodnicki: Oczywiście, że tak. Jadłem już w życiu różne rzeczy. Głodny człowiek zje wszystko… Barry: Czy jest zatem jakaś potrawa, której nie byłbyś w stanie spróbować? Pascal: Nigdy nie zjem mięsa z psa. Pies to jest mój przyjaciel. Gdy byłem w Wietnamie, odwiedziłem restaurację, gdzie serwują […]

Piotr Baryła: Jadłeś kiedyś paprykarz szczeciński z puszki?
Pascal Brodnicki: Oczywiście, że tak. Jadłem już w życiu różne rzeczy. Głodny człowiek zje wszystko…

Barry: Czy jest zatem jakaś potrawa, której nie byłbyś w stanie spróbować?
Pascal: Nigdy nie zjem mięsa z psa. Pies to jest mój przyjaciel. Gdy byłem w Wietnamie, odwiedziłem restaurację, gdzie serwują takie mięso, ale nie chciałem spróbować. Byłem tam tylko po to, żeby porozmawiać z tymi ludźmi i dowiedzieć się, skąd taki zwyczaj i dlaczego to robią. Okazuje się, że ma to dla nich głębsze znaczenie. Niektórzy wierzą, że poza walorami zdrowotnymi, jedzenie mięsa z psów chroni człowieka przed nieszczęściami.

Barry: Jedzenie psów odpada, ale tradycyjnej kiełbasy z ogniska na zlocie nie odmówisz?
Pascal: Pewnie, że nie. Jeżeli do tego będzie jeszcze dobre pieczywo i musztarda, to będę szczęśliwy.

Barry: Na zlotach jemy jeszcze chleb ze smalcem i kiszonym ogórkiem… Te smaki też poznałeś?
Pascal: Niektórzy ludzie myślą, że jestem takim wybrednym, francuskim pieskiem, a to nieprawda. Zawsze staram się próbować nowych smaków. Nawet, jak coś smakowo mi się nie spodoba, to zawsze do tego wracam. Swojego syna nauczyłem, żeby raz w miesiącu próbował czegoś, czego nie lubi. W ten sposób często przekonuje się do nowych rzeczy. Ostatnio było tak na przykład z serami.

Barry: Do jedzenia wrócimy, ale teraz chciałbym porozmawiać o motocyklach w Twoim życiu. Kiedy się pojawiły?
Pascal: Od dziecka lubiłem jeździć na jednośladach. Najpierw był Solex, czyli kultowy, francuski moped z silnikiem zamontowanym przy przednim kole. Później Motobecane, znany też jako Peugeot 103. Pamiętam, że malowałem go chyba co dwa miesiące… Miałem wtedy 12 lat. Później Simson, Zündapp, aż wreszcie zdałem prawo jazdy na „emzetce”.

Barry: Zaskoczyłeś mnie. Przygotowałem się do tej rozmowy, ale nie miałem pojęcia, że zaczynałeś tak wcześnie.
Pascal: Zawsze bardzo lubiłem motoryzację, prędkość, adrenalinę. Mam we Francji starszego kuzyna, który wprowadził mnie w świat rajdów samochodowych. Teraz trochę się uspokoiłem, bo zbliżam się do „czterdziestki”, ale nadal uważam, że jeśli mieszka się w Warszawie, dobrze jest mieć motocykl czy skuter ze względu na korki i problemy z parkowaniem. Poza tym nie ma nic przyjemniejszego, niż pośmigać przy pięknej pogodzie.

Barry: Sympatyzujesz z jakimiś konkretnymi markami?
Pascal: Jak widzisz, bardzo lubię Yamahę, ale poza tym również Triumpha, starego, kultowego Nortona i tak naprawdę wszystko, co jest ładne. Sprzęt musi mi się po prostu podobać i to nie jest kwestia marki. Lubię też motocykle składane w garażach, na indywidualne zamówienie.

Barry: Przedstawisz nam swój skuter?
Pascal: Yamaha X-Max 125 w wersji Momo Design. Od podstawowej różni się lakierem czarny mat, krótszą szybą, kilkoma naklejkami Momo. Dodatkowo założyłem wydech Akrapovic, żeby kierowcy samochodów mnie słyszeli i łatwiej zauważali. Zamontowałem też oparcie dla syna, bo w sezonie dowożę go skuterem do szkoły. Poza tym zmieniłem rolki wariatora, co dodatkowo poprawiło osiągi. W planach jest jeszcze kilka modyfikacji, a docelowo, w przyszłości, chciałbym się przerzucić na Yamahę T-Max 530.

Fot . Sławomir Kamiński

Barry: Mówimy o skuterach, ale z motocyklami też miałeś sporo przygód…
Pascal: Kiedyś wspaniałą przygodą było samo naprawianie starych motocykli. Gdy byłem młody, razem z kumplem kupiliśmy dwa stare sprzęty i składaliśmy z nich jeden. Tak powstał mój pierwszy Zündapp. Jeśli chodzi o obecny czas, to na przykład całkiem niedawno byłem w Afryce i miałem okazję pojeździć na BMW R 1200GS mojego kolegi.

Barry: Byłeś kiedyś na zlocie motocyklowym?
Pascal: Kiedyś we Francji na zlocie Harleya i raz na zlocie Hondy Gold Wing, ale znalazłem się tam przypadkiem. Fajnie to wyglądało, robiło wrażenie.

Barry: W Polsce na zlotach, poza tym, że je się chleb ze smalcem, to również sporo się pije… Jaki jest Twój stosunek do alkoholu?
Pascal: Przede wszystkim, kiedy piję, to nie wsiadam za kierownicę. Ale oczywiście, piję wino, lubię dobrą whisky i dobre piwo.

Barry: To prawda, że Twój dziadek został kiedyś aresztowany za produkcję bimbru w piwnicy?
Pascal: Prawda, ale to było dawno temu (śmiech). Wiesz, takie były czasy, że musiał jakoś dorabiać na życie.

Barry: Dużo podróżujesz po świecie, więc na pewno masz sporo ciekawych obserwacji dotyczących różnic w kulturze jazdy motocyklem w różnych krajach i na różnych kontynentach…
Pascal: Największy szok przeżyłem w Wietnamie. Miliony skuterów, na których ludzie wożą po prostu wszystko. Widziałem raz człowieka wiozącego lodówkę, innym razem przywiązaną z tyłu świnię. Początkowo myślałem, że ona jest martwa, ale nie! Zdarzają się przypadki, że na jednym skuterze jedzie cała, pięcioosobowa rodzina. Często nie mają kasków, a jeśli już mają, to tylko takie „skorupki”.

Barry: Dawno temu w Polsce też jeździliśmy bez kasków…
Pascal: Pamiętam, gdy przyjeżdżałem tu jeszcze za czasów komuny. Gdy na swojej starej Osie jeździłem w kasku, to ludzie wytykali mnie palcami i się ze mnie naśmiewali…

Barry: A teraz, jak widzisz kulturę jazdy w Polsce na tle innych krajów?
Pascal: Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, to dziękowanie kierowcom za ustąpienie miejsca w korku. Nie wyobrażam sobie robić tego przez puszczenie kierownicy i podnoszenie ręki. W krajach Europy zachodniej stosuje się prosty gest zestawienia nogi z podnóżka. Sam też wystawiam nogę, żeby podziękować. Poza tym w zachodniej Europie jednoślady są wciąż lepiej traktowane i uprzywilejowane.

Barry: Na zakończenie chciałbym Cię poprosić o jakiś przepis specjalnie dla naszych czytelników: potrawa dla motocyklistów, którą można by łatwo przyrządzić w warunkach polowych…
Pascal: Jak tylko masz możliwość, żeby rozpalić ognisko, to możesz zrobić dużo fajnych rzeczy. Jest taki przepis, który kiedyś nad Biebrzą zdradzili mi Rosjanie. Potrzebujesz ryby, z której nie zdejmujesz łuski. Rozcinasz ją i wyrzucasz bebechy. Do środka wkładasz jakieś zioła. Nad Biebrzą wszędzie rośnie dzika mięta, więc ją wykorzystałem. Następnie bierzesz czarno-białą gazetę (czyli Świat Motocykli odpada – red.). Potrzebujesz dziesięciu stron, w które kolejno owijasz rybę. Gazetę nasączasz wodą. Ognisko musi być dobrze rozpalone. Rozgarniasz, wrzucasz rybę zawiniętą w papier i przykrywasz żarem. W zależności od wielkości ryby czekasz 10-30 minut. Pierwsze cztery strony będą zupełnie spalone. Piąta i szósta już trochę mniej i tak do dziesiątej, którą zrywasz razem ze skórą.

Fot . Sławomir Kamiński

KOMENTARZE

Polecane artykuły
Weź udział w plebiscycie "Świata Motocykli" i w konkursie na…
Test porównawczy, czyli trzy pierwsze wrażenia Do tej pory z…