Kilka tygodni temu na naszych kanałach opublikowaliśmy film o wyjeździe do Hiszpanii – czas opowiedzieć więcej o tej przygodzie. Trzymajcie się zatem foteli, bo nadciąga nieoczekiwane.

Sam nie wiem jak i kiedy to się stało, ale nagle jazda Harleyem stała się dla mnie wartościowa. Do niedawna uważałem, że motocykle te, to totalna strata czasu. Trzęsie, nie jedzie, nie hamuje, a przy okazji ta ciągła walka z masą.  Nie posunę się do stwierdzenia, że „Hadeki” zmieniły się i nagle wszystko zaczęło mi pasować, bo to nadal sprzęty poruszające się z gracją promu Unity Line wpływającego do Świnoujścia. Zdecydowanie jednak bliżej jest mi do stwierdzenia, że proces który nastąpił w mojej głowie, przydarzył mi się po raz drugi. Whisky kiedyś też nie lubiłem, dzisiaj…


REKLAMA
Advertisement

Ah! Co się będę rozpisywać, sami wiecie o co chodzi. Jedni nazywają to SKS-em, inni się nad tym nie zastanawiają. Ja pozostanę z tymi drugimi i po prostu będę czerpać z tego wiadra garściami. Lubię jeździć motocyklami i z roku na rok coraz mniej patrzę co to za sprzęt. Ma być fajnie i tyle. Może to po prostu dojrzałość?

Co z tym prezentem?

W sumie to przypadek, a nie zamierzone działanie. Dostaliśmy zaproszenie na wycieczkę z Jack’s Motorcycle Rent & Travel na wycieczkę do Hiszpanii, w okolice Alicante. Firma, która nas zaprosiła organizuje wyjazdy w różne miejsca świata, podstawia motocykle i wio! Możesz jeździć w grupie w sposób zorganizowany, możesz wypożyczyć motocykl i jechać gdzie Ci się żywnie podoba, Twoja sprawa. Co ciekawe motocykl możesz wypożyczyć i w Warszawie, ale ja nie o tym.

Zaproszenie było dla dwóch osób i sam nie wiem jak to się stało, ale bardzo szybko wylądowało w moich rękach. Zacząłem się zastanawiać w jaki sposób podejść do tej podróży. Latam po świecie dosyć dużo, jeszcze więcej podróżuje na motocyklu. Jestem trochę zmanierowany, mam swoje oczekiwania od podróży, a te nie zawsze pokrywają się z ogółem – nie zrozumcie mnie źle, nie jestem rozpuszczony. Jest wręcz odwrotnie. Zdecydowanie wolę ciszę, spokój i umorusaną błotem twarz – preferuję inny styl.

Inny styl

Wiedziałem, że na miejscu będziemy jeździć większą grupą, w zupełnie innych warunkach niż zwykle i totalnie innym stylu. Potrzebowałem zatem osoby, która ze świeżą głową, bez uprzedzeń czy jakichkolwiek oczekiwań pojedzie i zwyczajnie będzie się bawić. Nie musiałem długo szukać, mój tata był idealnym kandydatem do tego.

Jack's Motorcycle, wyprawa do Hiszpanii, zdjęcia Tobiasz Kukieła

Poza tym, to przecież idealny prezent dla wygłodniałego po zimie motocyklisty. Kiedy Wojtek usłyszał o wyjeździe zaświeciły mu się oczy, a te po chwili zobrazowały jego troskę. Przecież On nigdy nie jeździł na motocyklu za granicą. To typ faceta, który na motocyklu się wychował, jeździł naprawdę dużo, ale niestety przyszły lata 80/90 i zmuszony był sprzedać motocykl. Na jednoślady wrócił po prawie 30 latach posuchy. Obecnie jeździ V-stromem 1000, ale kiedy dowiedział się, że będzie jeździć na prawie nowym i cholernie ciężkim Harleyu, to naprawdę się zmartwił. Oczywiście nie martwił się sobą, tylko tym, że w skutek jakiegoś dziwnego splotu zdarzeń, czy braku doświadczenia uszkodzi motocykl. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Ekipa, kwestia podstawowa

Nie będę Was zanudzać opowieściami o drodze na lotnisko i locie. W każdym razie dotarliśmy na miejsce. Po odprawie nie czekaliśmy długo, po kilku chwilach pojawił się Kuba, który nas zgarnął do reszty ekipy – ta była już na miejscu od dwóch dni. Odebraliśmy motocykle i mogliśmy przygotować się do jeżdżenia. Mieliśmy na to sporo czasu, bo ruszaliśmy dopiero kolejnego dnia.

Tymczasem ulokowaliśmy się w dosyć sporej hacjendzie z basenem i widokiem, na piękną górę. Co prawda temperatura pierwszego dnia nie zachęcała do wskoczenia do wody, ale kolejnego sytuacja nieco się zmieniła. Kąpiele w marcu? Oczywiście!

Pewnie sami doskonale zdajecie sobie sprawę jak ważna, w trakcie całego wyjazdu może okazać się dobra ekipa. To często ludzie napotkani na Twojej wakacyjnej drodze sprawiają, że wyjazd ma sens, lub zwyczajnie chcesz szybko wrócić do domu. Beznadziejny hotel? Przy dobrej ekipie po kilku miesiącach nie będziesz tego pamiętać. Na szczęście nie musieliśmy zamartwiać się warunkami hotelowymi, bo te były bardzo dobre. Mogliśmy skupić się na zabawie i jeżdżeniu – przecież to ma być urlop i zabawa!

Jack's Motorcycle, wyprawa do Hiszpanii, zdjęcia Tobiasz Kukieła

Ale jest jeszcze jedna kwestia. Dla wielu osób największym stresem podczas wyjazdów tego typu jest aklimatyzacja w grupie nieznajomych osób. Oczywiście wszystko jest prostsze kiedy cała ekipa spotyka się na lotnisku i poznaje powoli. Tutaj było inaczej – przylecieliśmy później, później wskoczyliśmy na motocykle i później zaczęliśmy zwiedzanie Hiszpanii.  Oczywiście jest to przypadek, zrządzenie losu i kwestia na którą nikt nie ma wpływu, ale czasami wystarczy kilka zdań i wiesz, że tej nocy nie będziesz spać, a rano obudzi Cię ból głowy i tak właśnie było tym razem. Strasznie lubię wpadać w takie tarapaty. Powtórzę to jeszcze raz: dobra ekipa to podstawa!

Nareszcie motocykle!

Pierwsze popołudnie w Hiszpanii spędziliśmy nad morzem. Plaża, dobra knajpa i pyszne jedzenie – tego mi było trzeba. Poza tym słońce i temperatura na krótki rękawek. Jeśli pamiętacie pierwsze dni wiosny, lub ostatnie dni zimy, to pewnie wiecie dlaczego o tym wspominam.

Niestety dzień zakończył się szybko. Drugiego dnia mieliśmy wskoczyć na motocykle i naprawdę pojeździć. Byłem praktycznie pewny to, że wszyscy obudzą się bardzo wcześnie i będą krzątać się po naszej miejscówce w nerwowych przygotowaniach do wyjazdu i spędzenia całego dnia w siodle. Nic bardziej mylnego. Przecież to urlop, trzeba się wyspać! A plan? Plan jest po to żeby go zmieniać. na miejscu jest tyle dróg i genialnych miejsc, że zawsze można dopasować coś do aktualnych preferencji, potrzeb i sił, którymi akurat dysponują jeźdźcy. Tym razem sił nie było zbyt wiele – być może miała na to wpływ zapoznawcza noc, ale w końcu się udało! Wskoczyliśmy na motocykle i pojechaliśmy zwiedzać!

Róbta co chceta!

I to jest moja ulubiona opcja wyjazdów. Jack’s Motorcycle Rent & Travel organizuje wyprawy motocyklowe, ale przede wszystkim to wypożyczalnia motocykli, dlatego jeżeli nie chcesz się obijać, spać do południa i spędzać leniwego dnia w siodle, to możesz wziąć motocykl, odpalić go i pojechać zwiedzać na własną rękę. Wiem, że każda droga jest dobra i to właśnie brak ograniczeń jest najfajniejszy w tym wszystkim. A poza tym najkorzystniej wpływa na relacje w grupie. Nie raz byłem w podróży z ekipą, w której rodziły się napięcia przez to, że ktoś spał do późnych godzin. Rozumiem że to urlop i zawsze jest za krótki, a miejsc jest tyle do odwiedzenia…

Rozumiem też drugą grupę. Urlop służy do odpoczywania, w tym do drzemania, spania, chrapania i nic nie robienia. Dlatego „Róbta co chceta” brzmi dla mnie uczciwie. No i najlepsze na koniec. Ekipa ma zjeżdżone miejscówki w „dużym kole” dookoła Alicante, więc przewodnik służy ogromną wiedzą na temat okolicy i to właśnie od niego otrzymasz cenne wskazówki (oczywiście jeżeli zdecydujesz się na samotną podróż) gdzie warto jechać i jak dojechać, a co można odpuścić Wiedza przydatna, a jakże!

Jack's Motorcycle, wyprawa do Hiszpanii, zdjęcia Tobiasz Kukieła

My nie czuliśmy potrzeby oderwania się od grupy, a wręcz chcieliśmy z nią przebywać. Poznawanie ludzi bywa bardzo przyjemne i ciekawe. Kuba – nasz przewodnik zabrał nas na wycieczkę w góry. Najpierw krótki przejazd autostradą, idealny do wjeżdżenia się w sprzęty, potem wjechaliśmy na bardzo kręte odcinki górskie. A przyzwyczajać się było do czego. Ja wskoczyłem na Street Gilda, a Wojtek na Road Kinga. Duże masywne motocykle, które w zasadzie są idealne to niespiesznej turystyki. Słowo niespieszna to również klucz. Nie ukrywam, że martwiłem się na początku, o to żeby nic się nie stało mojemu „staruszkowi”. Tak jak wspominałem już wyżej: każdy motocykl wymaga obycia, a presja grupy bywa różna. Okazało się, że „Staruszek” to nie staruszek i ogarnia motocykle, a grupa to dorosłe i poukładane osoby. Obyło się zatem bez popisówek, rwania tempa, głupich wyprzedzań i akcji, które przybliżają do porysowania gmoli. Szanuję!

Jestem pacanem

Co prawda w każdej grupie znajduje się jakiś pacan, ale cieszę się, że tym razem to ja nim byłem. Lubię sobie pofolgować, stracić przyczepność czy przytrzeć podłogą o asfalt. Na szczęście była ku temu okazja. Kolejnego dnia Kuba zabrał nas na piękną, szeroką i wspaniale wyasfaltowaną drogę, na której przy okazji nie było praktycznie ruchu. Informacja była jasna i klarowna. Spotykamy się na dole, tak żeby każdy mógł sobie pojeździć i przy tym bawić się dobrze, a przede wszystkim bezpiecznie i to lubię!

Jack's Motorcycle, wyprawa do Hiszpanii, zdjęcia Tobiasz Kukieła

Szybko wprowadziłem swojego Harleya na wysokie obroty, nie byłem w tym sam ponieważ i Kuba i Chris, również odwinęli manetki porządnie i frunęliśmy w dół. Ale to było przyjemne. Po chwili wszyscy byliśmy na dole i mogliśmy wziąć się za pałaszowanie obiadu. Zresztą bardzo dobrego!

Słów parę o Alicante

Alicante to bardzo ciekawa okolica. Przede wszystkim to turystyczny raj, gdzie każdy urlopowicz znajdzie to co sobie wymarzy. Z drugiej strony to jedna z najlepszych miejscówek dla motocyklistów. Wystarczy wyjechać z miasta i udać się w góry. Drogi są względnie dobrej jakości, a widoki? Zapierają dech w piersiach na każdym kroku. Co ciekawe Alicante łączy to, o co trwają spory polskich rodzin od dekad: morze czy góry? Tu jest wszystko. Poza tym, z jednej strony piękna zielona roślinność, za chwilę prawie stepowe czy pustynne klimaty. Region ten potrafi zadziwiać na każdym kroku. Mniej będziesz się dziwić po degustacjach winnych, bo winnic znajdziesz tutaj naprawdę sporo. Szkoda, że nie wypada kosztować na miejscu, ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby zabrać ulubione wino do hacjendy i tam spędzić bardzo dobry wieczór.

Czas leci jednak szybko i zanim się zorientowaliśmy już byliśmy na lotnisku i czekaliśmy na lot do Polski. W Hiszpanii spędziliśmy pięć dni. Zabawa była przednia, ale nie zakończyło się to najlepiej dla mojego taty. W ostatnich dniach zaczął coś przebąkiwać, że może czas sprzedać jego motocykl i kupić jakiegoś cruisera. Nie wiem co mu powiedzieć. Jedyne co przychodzi mi do głowy to: „Róbta co chceta”!

Kuba, Natalia, Patrycja Sylwia, Chris, Wojtek, Jacek,  serdecznie dziękuję za świetnie spędzony czas.

 A tutaj znajdziesz film z naszej podróży!

 

KOMENTARZE


REKLAMA
Polecane artykuły
Honda wybrała doskonałą okazję, by uczcić debiut swojego pierwszego motocykla…
Wyjątkowa atmosfera, coraz wyższy poziom zawodników i jazdy pokazowe. Tor…