fbpx
A password will be e-mailed to you.

Śluby w życiu człowiekowi zdarzają się niezbyt często. Przeważnie raz w życiu i zawsze chcemy żeby ta uroczystość była szczególna, inna niż wszystkie i zapamiętana na zawsze. Jeżeli więc twoją pasją są motocykle, to jest rzeczą naturalną, że chciałbyś/chciałabyś, aby Twój ukochany stalowy rumak także uczestniczył w tej uroczystości. Czy jazda do ślubu motocyklem to dobry pomysł? Oczywiście że dobry, pod warunkiem, że współmałżonek też wyraża na to ochotę. Zdaniem rodziców, teściów i krewnych w tym względzie powinniśmy przejmować się już nieco mniej – w końcu to jest TWÓJ ślub!

Rodzajem i kolorem maszyny nie musisz się przejmować. Każda się nada i z pewnością będzie fajniejsza, niż pożyczona od kuzyna lekko przechodzona czarna limuzyna „wiodącej niemieckiej marki”. Ona oczywiście też powinna być zabezpieczona, ale o tym będzie na samym końcu tekstu.


REKLAMA

Razem czy osobno?

Na niektórych motocyklach rzeczywiście ciężko jest zmieścić się we dwójkę, zwłaszcza jeżeli to maszyna sportowa, a panna młoda ma mocno rozbudowaną suknię. Jeżeli jednak dysponujesz tylko takim motocyklem, znajdzie się i na to rada – obracając się w środowisku motocyklowym na pewno znajdzie się jakiś znajomy z rozbudowanym GoldWingiem, BMW K 1600, czy wypasioną Electrą.

Motocyklem do ślubu

Z pewnością taki jegomość nie odmówi przysługi i użyczy sprzętu zwłaszcza, że takie „ślubne przejażdżki”, to nie jest rajd długodystansowy po bezdrożach, tylko kilkukilometrowa parada od urzędu czy kościoła, a potem do domu weselnego. Jeżeli jeszcze odbywa się w asyście kolegów, to raczej nic złego nie może się stać. Ale przecież można i osobno i wcale nie będzie to oznaczało, że państwo młodzi jeszcze przed ślubem mają do siebie jakieś „anse”. On na swoim, ona na swoim, może nawet to i lepiej, jeżeli pojadą w pierwszej parze orszaku. Od razu będzie wiadomo, co skojarzyło parę.

Z szoferem, czy bez?

Elegancko oczywiście jest zawsze pojechać z szoferem, zwłaszcza, gdy jest ubrany w stosowną liberię. Tyle tylko, że motocykle są przeważnie dwuosobowe. Przeważnie, ale nie zawsze – rozwiązaniem będzie trajka wyposażona w dwuosobową kanapę zamiast siedziska pasażera.

Motocyklem do ślubu - foto Michał Lis

Taki pojazd rozwiązuje wszystkie problemy – panna młoda może być w niemal dowolnych gabarytów sukni, pan młody we fraku i cylindrze, a i tak dadzą radę! W dodatku taka traja przeważnie prezentuje się spektakularnie, nikt nie musi drobić nóżkami przy ruszaniu, jednym słowem pełen lans! Trzyosobowym pojazdem będzie tez motocykl z wózkiem bocznym, ale tu jazdę z szoferem odradzamy. Panna młoda – wiadomo, pojedzie elegancko w wózku, gorzej z panem młodym. Jakoś tak nie wypada z tylnego siodełka… Chyba, że znajdziecie wózek boczny dwuosobowy, bo i takie bywają.

Stary czy nowy?

Motocykle zabytkowe znacznie lepiej prezentują się w orszaku weselnym i lepiej wypadają na zdjęciach, mają jednak, co tu ukrywać, również swoje wady. Od czasu do czasu lubią odmówić posłuszeństwa i to w najmniej oczekiwanym momencie. A to zawiesi się pływak w gaźniku, albo szczotka w prądnicy, albo świeca zmostkuje. Z jednej strony to do końca życia będzie co wspominać, jak to świadkowie i rodzice musieli pchać maszynę, albo przeprowadzać szybki remont pod kościołem, z drugiej jednak, kto by chciał później przez 40 lat wysłuchiwać przy każdej nadarzającej się okazji: a nie mówiłam, żeby tym gratem nie jechać?

Motocyklem do ślubu - foto Michał Lis

Jeszcze inną kwestią jest zamiłowanie starych motocykli do puszczania od czasu do czasu paru kropel oleju z któregoś z uszczelniaczy. Oczywiście dla Ciebie nie ma to większego znaczenia, ale rodzina może potem długo wymawiać „zafaflunioną” olejem, lub benzyną najdroższą na świecie suknię ślubną. Pod tym względem lepiej jest jechać motocyklem nowym, ale jeżeli koniecznie musisz „dziadkiem”, to warto przed ślubem pozaglądać w jego czeluście, żeby potem wstydu nie było!

Generalnie jazda do ślubu motocyklem to bardzo dobry pomysł, ale w odwodzie zawsze trzeba mieć samochód, do tego zadaszony. O ile poplamioną suknię, popychanie krnąbrnej maszyny da się jeszcze wybaczyć, to wiedz że zmytego nagłą ulewą makijażu i oklapniętej fryzury kobieta nie wybaczy Ci nigdy!


Okiem praktyka:

O napisanie powyższego tekstu poprosiłem Lecha już w zeszłym roku. Nie będę ukrywać, że zdjęcia umieszczone w tym artykule pochodzą własnie z mojego ślubu i wesela (Michał Lis, dzięki za nie!) Początkowo nie chciałem pisać o swoich doświadczeniach, bo te nigdy nie są obiektywne. Od ślubu minęło już sporo czasu i myślę, że mogę napisać to i owo.

Motocyklem do ślubu

Faktycznie w moim przypadku zorganizowanie ślubnej logistyki było dość trudne. Dwa tygodnie przed datą „zero”miałem mały wypadek na motocyklu enduro (na wyjeździe kawalerskim) i złamałem sobie kość w dłoni. Żeby było ciekawiej tydzień przed samym ślubem miałem operację tejże ręki. Kiedy mnie wybudzono posiadałem już dwa pięknie wystające druty. Sytuacja patowa. Generalnie wszystko wskazywało na to, że wyjazd motocyklem do ślubu będzie skomplikowany, ale postanowiłem mimo wszystko to zrobić.

Po raz kolejny, bezpieczeństwo!

Motocykl z koszem ma tą przewagę, że nie trzeba zbytnio utrzymywać równowagi, a prowadzenie jedną ręką jest możliwe jeśli się posiada trochę wprawy i zablokowaną manetkę gazu – o ręcznym dodawaniu gazu nie było jeszcze mowy. Na szczęście wszystko się udało znakomicie i dojechałem zarówno po Pannę Młodą, do kościoła i na salę. Wspomnienia zdecydowanie warte zachodu.


REKLAMA



REKLAMA


Motocyklem do ślubu

Tym bardziej wspaniałe było to przeżycie, że przejazd ślubny na motocyklu spowodował, że do parady przyłączyli się znajomi i przyjaciele na motocyklach (również z odległych miejsc w Polsce) – jeszcze raz dziękuję! Nie obyło się bez gumowania i palenia kapcia, a poza tym szlabanów!

W tym miejscu muszę wtrącić dwie dygresje. Po pierwsze: popisówki – wyglądają zawsze efektownie, ale jednak niosą ze sobą ryzyko i o ile świeżo poślubieni, najczęściej, jadą na motocyklu w ślimaczym tempie, to niektórzy dają mocno w palnik i super. Super do czasu, w którym ktoś nie nakryje się motocyklem i z mega fajnej sprawy zrobi się słaby film, którego końca nikt nie chce oglądać. Dlatego namawiam do patrzenia oczami wyobraźni na pewne aspekty, sprawa jest arcydelikatna.

Szlaban. Gdzie schować alkohol?

Drugą dygresją jest sam motocykl i tzw. szlabany. Zapewne w różnych rejonach naszego kraju obowiązują inne zwyczaje. U mnie bardzo popularna jest forma szlabanu, w której młodzi wręczają „szlabanistom” alkohol w ramach wykupienia i otworzenia drogi przejazdu. Szybko może się okazać, że w zwykłym motocyklu nie ma, gdzie schować butelek, co sprowadza się do sytuacji, w której za konduktem motocykli musi jechać auto wypełnione wódką i osoba, która ogarnie temat i szybciutko przybiegnie z butelkami przeźroczystego płynu. W przypadku motocykla z koszem problem jest zdecydowanie mniejszy.

Motocyklem do ślubu

Z doświadczenia wiem, że warto zapoznać Pannę młodą z motocyklem, którym będzie jechać do ślubu i dać jej możliwość opracowania systemu wchodzenia do kosza. To banalnie prosta rzecz: przynajmniej w spodniach i ubraniach, które mogą się pognieść. W sukni ślubnej to już kwestia bardziej skomplikowana – uwierzcie mi, warto to przećwiczyć wcześniej. 

Zatankuj motocykl przed wyjazdem

Myślisz, że moment w którym złamałem rękę przed samym ślubem świadczy o tym, że jestem nie do końca rozgarnięty? Nie, to dopiero potwierdza sytuacja, do której doszło w dniu ślubu. Około 5 minut przed wyjazdem okazało się, że w BMW, którym miałem jechać nie ma paliwa, a w zasadzie nie wiemy ile jest paliwa, a do przejechania mieliśmy ładnych kilka kilometrów. Problem na szczęście udało się szybko rozwiązać: Świadek skoczył z bańką na stację, ale sam zapomniał, że nie ma benzyny w swoim customie i tuż przed salą jego motocykl zgasł. Tak trzeba żyć!

Motocyklem do śłubu

Na koniec zgodzę się z Lechem, że warto mieć w odwodzie samochód, który w razie „problemu pogodowego” zastąpi motocykl. Co prawda ja takiego nie miałem i byłem pewien, że sierpniowy deszczyk nie ma szans pokonać moich zapędów, ale nie jestem pewien czy szanowna małżonka podzielała mój optymizm.


Michał Lis, jeszcze raz dzięki za zdjęcia! 

Motocyklem do ślubu

 

Autorzy: Lech Potyński/Tobiasz Kukieła

KOMENTARZE

REKLAMA