fbpx
A password will be e-mailed to you.

Wózek boczny sprawił, że motocykle stały się pojazdami niezwykle uniwersalnymi – służyły w wojsku, a po zakończonej karierze „wojaka” trafiły w ręce cywilów, których po prostu nie było stać na zwykłe auta – te przed i po wojnie uchodziły za synonim luksusu. Motocykl był tańszy, a jeśli przyczepiliśmy do niego kosz, to jego możliwości były spore. Zaprzęgami podróżowały całe rodziny, wożono nimi zaopatrzenie do sklepów, służyły na wsi i w mieście. Niestety ich historia zakończyła się wraz ze zwiększeniem dostępności aut.

Motocykl z koszem miał kilka wad: dosyć trudno prowadziło się taki zaprzęg, a poza tym nie każdy miał tyle siły żeby utrzymać ruski sprzęt (najczęściej) w trajektorii jazdy. Poza tym padało na głowę no i bądźmy uczciwi: przeciętny Polak chciał poruszać się czymś modnym, czymś co powodowało, że jego status społeczny rósł, a sąsiedzi patrzyli na niego z zazdrością. To oczywiście brutalne uproszczenie, ale niestety z tego czy innego powodu motocykle z koszem przestały się sprzedawać, a wkrótce zaczęły się kojarzyć tylko z motocyklami zabytkowymi.


REKLAMA
Advertisement

Motocykl Ural z koszem

Dzisiaj motocykl z koszem, to totalna egzotyka (jeśli myślimy o motocyklu nowym oczywiście) – na tym polu liderem prawdopodobnie pozostaje Ural, który od lat produkuje takie pojazdy. Zapomnieć nie możemy o rodzimym Romecie, który również oferuje Classica 400 z wózkiem bocznym.

Jazda takim zaprzęgiem nie należy do najłatwiejszych, niektórzy twierdzą wręcz, że jazda motocyklem z koszem łączy ze sobą wady samochodu (np. tracimy możliwość sprawnego przemieszczania się np. po mieście) z wadami motocykla (np. pada na głowę i wieje). Myślę jednak, że wielu z nas nie jeździ motocyklem dla wymiernych korzyści, a dlatego że po prostu to lubi, a klimat który towarzyszy jeździe motocyklem (z koszem czy bez) jest niepowtarzalny.

Zaprzęg z koszem. Rozwiązanie dla rodziny?

Fakt pozostaje jeden, warto choć raz przejechać się motocyklem z wózkiem bocznym i zobaczyć jak to naprawdę jest. Pierwsze kilometry na pewno nie będą łatwe i będą wymagały od kierowcy ogromnego skupienia (w zasadzie wszystkie zasady jazdy motocyklem solo należy odstawić w kąt), ale już po chwili być może okaże się, że jazda z wózkiem bocznym będzie dawać Tobie dużo przyjemności. Tak czy inaczej zdecydowanie warto obejrzeć poniższy film, w którym autor przedstawia wady i zalety jazdy z koszem oraz proces przeróbki swojego BMW R1200 GS do podróży z wózkiem bocznym. Przecież nikt nie powiedział, że kosz musimy podłączyć do starego radzieckiego/rosyjskiego motocykla, chociaż kosz najczęściej jest właśnie takiego pochodzenia…

Nie zapomnijmy jednak o polskim, kultowym już Sumie do Junaka czy niegdyś bardzo popularnych Velorexach!

No cóż, Rosjanie wyprodukowali setki, albo nawet tysiące sidecarów i obecnie (nawet w Polsce) bez problemu kupimy kosz, który po przeróbkach podepniemy do np. japońskiego czy niemieckiego motocykla. Tutaj każdy konstruktor musi wykazać się inwencją twórczą, ale być może się to opłaci. Wycieczki z rodziną będą łatwiejsze do zorganizowania i na pewno bardziej bezpieczne (ale to już zależy oczywiście od kierowcy i innych czynników) i przyjemne dla członków rodziny.

Jazda motocyklem z koszem. Pierwsze kroki

Przede wszystkim powinniśmy odłożyć, jak już wcześniej wspominałem, wszystkie nasze przyzwyczajenia i najlepiej pierwszy raz przejechać się z osobą, która ma pojęcie o jeżdżeniu takim zestawem – umiejętności pasażera w tym przypadku również mają znaczenie. Pamiętajmy, że w takiej konfiguracji praca ciałem to obowiązek nie tylko kierowcy ale i pasażera – tak jest zdecydowanie bezpieczniej. W dużym uproszczeniu chodzi o to, żeby się przechylać w kierunku zakrętu. Jeżeli motocykl skręca w prawo to zarówno pasażer jak i kierowca powinni przechylić się w prawą stronę. To bardzo ważne, gdyż motocykl z „trzecim kołem” nie składa się w zakręcie i jesteśmy zmuszeni kompensować naszym ciałem siły, które będą starały się nas wywrócić. O ile z zakrętami w lewą stronę nie ma większego problemu – pod warunkiem, że kosz znajduje się z prawej strony i stanowi swojego rodzaju podpórkę, to z prawymi zakrętami musimy uważać szczególnie. Może dojść do sytuacji, w której kosz uniesie się i nakryje kierowcę – to oczywiście czarny scenariusz. „Dostosowanie prędkości do umiejętności” wydaje się w tym przypadku jedynym rozsądnym rozwiązaniem.

W szczególnych wypadkach da się wywalić motocykl skręcając w lewo (sam widziałem 2 lata temu), co prawda nie przez uniesienie wózka, ale przez zarycie nosem kosza w ziemie…

-dorzucił od siebie nasz nestor, Lech Potyński

od autora: 60 km/h wydaje się dla początkującego woźnicy prędkością nadświetlną.

Romet Classic 400 z koszem

Pamiętajmy również, kosz będzie (zakładamy czarny scenariusz) powodować ściąganie motocykla w prawą stronę (jeśli kosz znajduje się z prawej strony) – tutaj bardzo ważna jest regulacja… zbieżności i miejsca (chodzi o przesunięcie koła względem koła tylnego motocykla – one najczęściej nie znajdują się w jednej linii), w którym przyczepimy kosz do motocykla. Ściąganie możemy praktycznie wyeliminować skuteczną regulacją kąta nachylenia oraz samej zbieżności. Dodatkowo w starych motocyklach tj. np. Junak mogliśmy spotkać się ze specjalną „śrubą”, którą regulowaliśmy docisk łożyska główki ramy, aby kierownica pracowała ciężej, a drgania boczne układu kierowniczego były mniejsze. W nowych motocyklach spotkamy się z amortyzatorem skrętu, który zdecydowanie ułatwi poruszanie się.


REKLAMA
Advertisement



REKLAMA


Tym razem przeciwskręt się nie przyda

Pamiętajmy, że na motocykl wózkiem bocznym działają zupełnie inne siły niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni.  Zdecydowanie bardziej obciążone są szprychy kół, dlatego jeśli przystosowujecie motocykl do takiej jazdy to warto zrobić serwis kół i dokładnie sprawdzić ich naciąg. Zupełnie inaczej będą zużywać się opony – motocykl w zakręcie się nie pochyla, dlatego na zużycie narażony będzie tylko wierzch opony – bardzo często w potężnie zmodyfikowanych jednostkach znajdziecie opony samochodowe, które w tych warunkach sprawdzają się dużo lepiej niż motocyklowe.Romet Classic z koszem

Pamiętajcie, że na nic zda się przeciwskręt. Jeśli chcemy skręcić w prawo, to musimy użyć siły rąk i skręcić kierownicę w prawo, jeśli w lewo, to w lewo. Film, który znajdziecie wyżej doskonale pokazuje różnice w zachowaniu motocykla w przypadku, w którym kierowca, nie dotykając kierownicy jest w stanie tak balansować ciałem, żeby motocykl pojechał, w kierunku założonym przez niego. W przypadku motocykla z wózkiem jest to niemożliwe.

Kilka modyfikacji

Wydaje mi się całkiem rozsądne żeby wspomnieć wszystkim, którzy nigdy nie jeździli motocyklem z koszem, że to rozwiązanie święciło sukcesy przynajmniej 60 lat temu, dlaczego o tym wspominam? Motocykle w tamtych czasach były wolniejsze, a ruch drogowy był mniejszy. Pamiętaj, że po zapięciu wózka do litrowego japońca prędkości, z którymi podróżowałeś wcześniej będą dla Ciebie nieosiągalne i nawet nie ma co próbować ich osiągać, bo to zwyczajnie niebezpieczne.

Motocykle Ural

Osobiście przekonałem się o tym, że warto zmienić napęd w motocyklu, do którego dołączony został kosz – większe koło zębate z tyłu, mniejsze z przodu. Kosz jednak swoje waży (szczególnie ruski), to sprawi, że korba będzie miała lżej – to bardzo ważne w przypadku motocykli jednocylindrowych i sprzętów mniejszej pojemności. No i prędkość maksymalna spadnie. Będę powtarzać to z uporem maniaka: jazda z koszem jest cudnie dziwna, ale przy okazji niebezpieczna jeśli nie umiesz tego robić. Parking w rowie czy krzakach jest możliwy i najlepiej „go” zrobić podczas pierwszej przejażdżki z prędkością 10 km/h niż później przy 60. Wyobraźnia i odpowiedzialność jest tutaj kluczem do sukcesu.

A jeśli przygotowujesz swój motocykl do jazdy z koszem to warto popracować nad zainstalowaniem układu hamulcowego w koszu. Z technicznego punktu widzenia to bardzo proste: wężyk do pompy hamulca tylnego, tarcza hamulcowa i zacisk. Trudniejsza wydaje się regulacja układu, tak aby nie blokowało nam koła w wózku w trakcie jazdy na „pusto” – ten problem może dotyczyć nowszych gondoli. Ruski wózek jest tak ciężki, że ten problem będzie mniejszy. Sam pomysł hamowania wózka wpadł do mojej głowy za sprawą zmiany przepisów. Miałem przyjemność jeździć Rometem Classiciem 400 z koszem bez normy Euro4, która nie wymagała hamulca w wózku. Chwilę później jeździłem motocyklem z już spełniającym normę Euro4, właśnie z hamulcem na wózku. Rożnica diametralna – można było bezpiecznie wdusić oba hamulce i motocykl po prostu się zatrzymywał a efekt skręcania był minimalny.

Motocyklem do ślubu

A jeżeli jesteś maniakiem motocykli, to możesz wykorzystać wspaniale prezentujący się zaprzęg i pojechać nim do ślubu – tak jak uczyniłem ja, ale to już opowieść na zupełnie innych artykuł (już niebawem!).
Lechu, dzięki jeszcze raz za wypożyczenie!

Motocyklem z koszem do ślubu

Motocykl z koszem w podróży

Podróżowanie z wózkiem bocznym ma tyle samo wad co zalet. Największymi wadami będą gabaryty pojazdu. Są miejsca, w które zwyczajnie się nie wciśniesz (szczególnie w turystce enduro – tak to możliwe!), nie zawsze znajdziesz miejsce pod hotelem czy na biwaku. Motocykl będzie musiał zostać na parkingu czy w specjalnie wyszukanym do tego miejscu. Ural Ranger

Poza tym wadą będzie na pewno spalanie i koszty idące za tym i nie zapomnijmy o ostatnim, kosz to kolejny element który zwyczajnie może ulec awarii. Są jednak pewne zalety, które potrafią przyćmić te wady. Na pokład takiego zaprzęgu możemy załadować od groma potrzebnego (mniej lub bardziej) sprzętu i ciągnąć ze sobą „pół domu” i przede wszystkim zabrać rodzinę. Nie chcę podnosić dyskusji o minimalizmie ekwipunku w podróży, ale czasami to jedyna droga do namówienia żony na podróż, a są rzeczy o których dyskutować nie musimy…

Regulacja kosza. Zdjęcia poglądowe

KOMENTARZE


REKLAMA