fbpx
A password will be e-mailed to you.

Otóż chciałem dzisiaj poruszyć problem ?mistrzów świata?, teoretyków jazdy motocyklem, gości wszystkowiedzących i mających na każdy temat związany z dwoma kołami jednoznaczny, nieuznający dyskusji pogląd.

Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem, hej! Nie „wziął mnie ojciec”, tylko zachciało mi się chodzić do szkoły muzycznej. I nawet dosyć pilnie latami uczyłem się w klasie gitary klasycznej. Moim ulubionym zajęciem w tamtym czasie było chodzenie na koncerty, podglądanie występujących gości i ze złośliwym uśmieszkiem wyszydzanie, jak to muzyk źle trzyma gitarę, nieprawidłowo prowadzi rękę i w ogóle siedzi jakoś pokracznie. Moje dywagacje dotyczyły takich gitarzystów jak Janusz Strobel, czy Al Di Meola, których za młodu miałem możliwość oglądać na żywo. Na całe szczęście ten idiotyczny zwyczaj mi minął, z wiekiem nabrałem pokory i zrozumiałem, że w muzyce być może nie najważniejsze jest, jak się gitarę trzyma, tylko jak się na niej gra.


REKLAMA

Po cóż w ogóle zaczynam felieton od tematyki tak oddalonej od profilu Świata Motocykli? Bo lepszy przykład, mający zilustrować dalsze rozważania nie przychodzi mi do głowy. A od pewnego czasu mam okazję obserwować bardzo podobne sytuacje, tylko na naszym, motocyklowym podwórku. I być może zabrzmi to cokolwiek staroświecko, ale pod tym względem króluje Internet i wszelkiego autoramentu fora dyskusyjne. Media „papierowe” wydają się być w tym zakresie nieco bardziej powściągliwe, prawdopodobnie przez ograniczoną pojemność oraz zdecydowanie trudniejszy proces produkcyjny „od pomysłu do przemysłu”, czyli od momentu zakiełkowania myśli w głowie autora, do jej publikacji.

Otóż chciałem dzisiaj poruszyć problem „mistrzów świata”, teoretyków jazdy motocyklem, gości wszystkowiedzących i mających na każdy temat związany z dwoma kołami jednoznaczny, nieuznający dyskusji pogląd. Personalnie oczywiście nikogo nie mam zamiaru tykać, natomiast przykładów na dobrze zakorzenioną wiedzę teoretyczną mam sporo, mogę je mnożyć i zaraz kilkoma sypnę.

Oto pierwszy z brzegu: prawidłowo należy hamować tylko dwoma palcami prawej ręki. Prawda to, czy fałsz? Nawet w niektórych, podobno najlepszych, szkołach jazdy lansuje się taki pogląd, że tylko niedouczony matoł ściska dźwignię hamulca pełną garścią. Znakiem tego Valentino Rossi jest niedouczonym matołem, nie umie „prawidłowo” jeździć na motocyklu, bo on właśnie sypie z pełnej garści. Co ciekawsze, wygląda na to, że nijak nie wpływa to na średnią prędkość, ani tym bardziej na skuteczność hamowania. A spróbowałbyś, mądry teoretycznie kolego, dwoma palcami wyhamować rozpędzonego Intrudera 1500 LC z pierwszej serii, z jedną tarczą hamulcową, to może twoja teoria znalazłaby jakieś wyjątki. Tego (i jeszcze paru innych ciężkich cruiserów) motocykla po prostu bez użycia brutalnej siły zahamować się nijak nie da. A już z pewnością nie dwoma, choćby najsilniejszymi na świecie palcami. A będąc już przy teorii hamowania, kolejna teza mówi o tym, by hamować tylko przodem, a tyłu używać jedynie na dohamowaniach, ewentualnie przy powolnych manewrach. Znowu kłania się Intruder LC, który przodem nie hamuje niemal wcale, bo to jest jego wada konstrukcyjna. Więc aby skutecznie przeprowadzić proces spowolnienia, trzeba z całej siły dusić przód i tył, a w tym samym czasie modlić się, żeby coś z tych działań wyszło. Ale „teoretycy jazdy” widząc gościa czerwieniejącego z wysiłku w procesie hamowania, w dodatku czterema palcami i całą stopą wskazują – O właśnie tak nie należy robić! Mniej więcej jak ja na koncertach gitarowych.

„Szymon Dziawer jeździ jak kaczka” – ten tekst słyszałem już wiele razy, od różnych osób oglądających zdjęcia w naszym magazynie. Przecież tak nie wolno, bo gdyby zawadził taką wystającą nogą…. Ale jakoś do tej pory nie zawadził, wygrał Puchar Yamahy i na torze Poznań robi czasy w okolicach 1’40. To niech któryś z Panów Teoretyków też spróbuje wykręcić podobny czas i potem ponownie odniesie się do zagadnienia.


REKLAMA



REKLAMA


Spotkałem się także ze stwierdzeniem, że w Polsce w zasadzie „nikt nie umie jeździć na motocyklu”. Sam mam dosyć krytyczny stosunek do poziomu prezentowanego przez średnią naszych zawodników torowych, ale zapewne nie ośmieliłbym się wygłaszać podobnych stwierdzeń publicznie, bo sam nie jestem w tej dziedzinie nawet w połowie tak dobry jak oni. Więc cicho siedzę, swoje myślę i zastanawiam się nad zagadnieniem, bo mam nauczkę właśnie z młodych lat i szkoły muzycznej. I podobne zachowania zalecałbym wszystkim teoretykom.

Bywając dawnymi czasy w ulubionym pubie „British Garage Club” widziałem za kontuarem ciekawą sentencję: Mistrzów świata uprasza się o spokój. W zasadzie miała odnosić się do nieco bardziej rozochoconych „klejentów”, którzy po zaaplikowaniu sobie odpowiedniej dawki piwa i wybitnym wzroście poziomu samoakceptacji, chcieli udowadniać wszystkim wokoło to i owo. Ja będę mniej zasadniczy niż wzmiankowana sentencja i poproszę wszelkich „mistrzów świata” jedynie o odrobinę powściągliwości i mniejszą kategoryczność we własnych osądach. Bo zwyczajnie można narazić się na śmieszność. Oczywiście mowa tu o „realu”, bo Internet zapewniając anonimowość, cały czas jest przestrzenią, w której wszelkiego rodzaju „teoretycy” mogą sobie pozwolić na dowolne hasanie. Ale tak to już jest, że gdy człowiek nie musi pod czymś podpisać się imieniem i nazwiskiem, wtedy pozwala sobie na znacznie więcej niż gdyby działał jawnie.

I na koniec jeszcze jedna sprawa, która od dawien dawna nie daje mi spokoju i muszę ją w końcu z siebie wyrzucić. Międzygaz. Otóż takiego słowa nie ma w polskim słowniku motocyklowym. Międzygaz to określenie odnoszące się do czynności przeprowadzanych na zespołach napędowych, stosowanych w bardzo archaicznych konstrukcjach samochodowych, z niesynchronizowaną skrzynią biegów. Każdy kto kiedykolwiek miał okazję ujeżdżać starą Warszawę czy Żuka, będzie wiedział o czym mowa. Zmiana biegu (szczególnie w dół) wymagała wyrównania prędkości obrotowej wałków skrzyni biegów. W tym celu, aby zejść z trójki na dwójkę, należało najpierw wrzucić luz, puścić sprzęgło, dodać gazu, wcisnąć sprzęgło i zapiąć kolejny bieg. Tyle i tylko tyle. Jak powszechnie wiadomo, w motocyklach nie ma możliwości wrzucenia luzu między biegami (oczywiście poza 1 i 2), więc międzygazu wykonać się nijak nie da. Można za to stosować jakieś przegazówki, przygazówki, czy jakkolwiek by nazwać dodanie gazu na wysprzęglonej skrzyni biegów. Swoją drogą zastanawiam się w ogóle nad zasadnością przeprowadzania takiej operacji, bo z pewnością nie może być to podyktowane dbałością o stan skrzyni biegów. Jeżeli motocykl jest dobrze skonstruowany, to i skrzynia biegów przeważnie bywa idiotoodporna i poradzi sobie z każdym, nawet najmniej doświadczonym motocyklistą, który stosuje się jedynie do wskazówek podanych w instrukcji obsługi: jak chcesz zmienić bieg, to wciśnij sprzęgło i zmień. Chociaż z drugiej strony, może zdarzają się w motocyklach takie „skrzynie biegów specjalnej troski”, które wymagają bardziej zaawansowanej obsługi? Coś jak z hamulcami w Intruderze 1500 LC.

KOMENTARZE

REKLAMA