fbpx

No tak, żeby być dokładnym było to 419.262 km, ale w chwili gdy czytasz tę opowieść ów 52-latek z Palatynatu Nadrenii bez wątpienia doda kilka tysięcy do licznika przebiegu swojego dostojnego GS-a, a to tylko ostrożne szacunki! Ponadto Siegfried może powiedzieć z dumą, że każdy z owych kilometrów, przez te 14 lat odkąd kupił swojego […]

No tak, żeby być dokładnym było to 419.262 km, ale w chwili gdy czytasz tę opowieść ów 52-latek z Palatynatu Nadrenii bez wątpienia doda kilka tysięcy do licznika przebiegu swojego dostojnego GS-a, a to tylko ostrożne szacunki! Ponadto Siegfried może powiedzieć z dumą, że każdy z owych kilometrów, przez te 14 lat odkąd kupił swojego fabrycznie nowego, żółtego R 1150 GS 5 lipca 2001 r., przejechał osobiście. To była zaledwie chwila przed rozpoczęciem pierwszego w historii BMW Motorrad Biker Meeting (od 6 do 8 lipca) w tyrolskim Seefeld w Austrii w 2001, festiwalu znanego i cenionego do dziś. Teraz ”Biker Meeting„ oczywiście zwie się ”BMW Motorrad Days„, a Siegfried był na swoim GS niemal na każdym z nich, odkąd impreza przeniosła się przez granicę do Niemiec.


REKLAMA

”Byłem tu każdego roku, odkąd BMW Motorrad Days zadomowiły się w Gamisch-Partenkirchen, z wyjątkiem 2014 r. – w tym czasie akurat robiłem coś innego„ – powiedział. ”Podoba mi się tu bardzo, szczególnie ze względu na urok Bawarii, Weissbruch i tych wszystkich interesujących ludzi, którzy wpadają tu z wizytą przez cały weekend.„

Ponieważ – co zaskakuje – Siegfried nie jest ekstremalnym podróżnikiem i nie zabiera swojego GS-a na transkontynentalne wyprawy, większość z tych niemal pół miliona kilometrów została wyjeżdżona w Niemczech i sporadycznie gdzieś w Europie, ale tym, co odróżnia go od wielu ”zwyczajnych„ motocyklistów jest fakt, że jeździ swoją maszyną cały rok – czy pada, czy jest słońce.

” Niezawodność i komfort to wspaniałe cechy GS„ – mówi Siegfried, który na co dzień pracuje jako mechanik samochodowy, więc wie to i owo na temat jakości urządzeń mechanicznych. ”Pozycja na motocyklu jest doskonała i daje dobrą widoczność. Nie ma łańcucha, którym trzeba by zawracać sobie głowę, więc jedyne co musisz robić to lać benzynę, od czasu do czasu sprawdzać poziom oleju i odjazd! Mogę jechać na GS długi czas, a jeśli potrzebuję rozprostować nogi, co mniej więcej 100 kilometrów – po prostu jadę na stojąco!„

”Jeżdżę o każdej porze roku, w każdą pogodę, nawet zimą. Byłem na Elephant Treffen (Bawarski zimowy rajd) na tym motocyklu dziesięciokrotnie. Używam mojego ”gieesa„ do dojazdów do pracy codziennie, ale tym, co najbardziej lubię jest jazda dla przyjemności, gdy mam wolny czas. Byłem na nim w Hiszpanii, Francji, we Włoszech, Holandii i Szwecji, ale większość kilometrów przejechałem w Niemczech. Na obszarze Palatynatu Nadrenii, gdzie mieszkam, jest mnóstwo lasów, piękne widoki i świetne drogi, więc możemy tu czuć się rozpieszczeni.„

Sądząc po dobrym stanie 14-letniego boxera chłodzonego powietrzem i olejem, Siegfried przyznaje, że nie wystawiał go na próbę zbyt wielu terenowych wypraw, ale mimo że nie jest on wielkim offroadowym jeźdźcem, pojeździł na swoim GS na gruntowych i szutrowych drogach i… podobało mu się. To nam mówi, że Segfried lubi gdy jego motocykle dobrze wyglądają i że tymczasem nie planuje sprzedać swojego starego wiernego GS.

”Myślę, że zatrzymam ten motocykl przez co najmniej kolejne pięć lub sześć lat i wówczas, jeśli będę miał szczęście, kupię nowy R 1200 GS Adventure„ – mówi. ”To jest motocykl, na którym siebie widzę.„

Kto wie ile jeszcze kilometrów nakręci Siegfried do tego czasu na swoim 1150 GS – coś około sześćset lub siedemset tysięcy – ale to jedno jest pewne: niezależnie od odległości i mimo pogody będzie on jeździł na boxerze.

Specjalne wyróżnienie ”Over 100,000 Kilometres Club„ należy się jego niemieckiemu koledze Klausowi Maierowi, który posiada swojego BMW R 100 GS od 1988 roku i wyjeździł na nim budzące szacunek 370.000 km. W stawce jest także Chorwat Željan Rakela, który ma swój BMW R 1200 GS Adventure (model 2006) od nowości i nakręcił w tym czasie ponad 320.000 km. I żeby dowieść, że długodystansowość nie jest wyłączną domeną właścicieli GS, specjalne wyróżnienie przyznane zostało włoskiemu motocykliście Francesco Loreti, który pokonał ponad 300,000 km na swoim K 1200 S.

Na koniec Argentyńczyk Leandro Mendez, który dotarł na BMW Motorrad Days na swoim R 1200 GS Adventure zaledwie z pięćdziesięcioma tysiącami kilometrów na liczniku. Jednak cały ten przebieg zrobił w czasie ostatnich dziewięciu miesięcy, podczas podróży dookoła świata ze swoją dziewczyną. Czapki z głów przed Leandro i pozostałymi długodystansowcami, którzy zaufali motocyklom BMW, że zabiorą ich tam, gdzie chcą dojechać, niezależnie jak blisko albo jak daleko mogłoby to być.

KOMENTARZE


REKLAMA