fbpx
A password will be e-mailed to you.

Trzeba otwarcie przyznać, że każdy z nas zna takiego kogoś, komu zawsze chodzą po głowie jedynie śrubki, tłoki i korbowody – nawet zimą. To właśnie ten osobnik w grupie bardzo często uchodzi za „upierdliwego” i ma się go po prostu dość, bo zawsze Jednak to właśnie dzięki niemu (zwykle, choć nie zawsze!) wszystko ostatecznie jest gotowe na czas… nowego sezonu!

Przełom lutego i marca to ostatni moment na kończenie zimowych prac remontowo-serwisowych przy motocyklach. W znakomitej większości dotyczy to maszyn zabytkowych, chociaż oczywiście właściciele tych nieco nowszych też wiedzą o co chodzi. A to trzeba dotrzeć zawory, a to wymienić puszczająca uszczelkę pod głowicą albo jakąś cieknącą rurkę. Zimowa przerwa w sezonie to doskonały moment na tego typu „dzierganie”. Po pierwsze, możemy się zająć czymś pożytecznym, a po drugie, rozgrzebany motocykl z pewnością nie będzie miał styczności z solą zalegającą asfalty głębokimi pokładami. Dopiero wiosenne ulewy skutecznie spłuczą z ulic te obrzydliwości, ale wtedy nasza maszyna będzie już w pełni sił i gotowa do wyzwań nowego sezonu.

Moja Magda twierdzi, że mam niezdiagnozowany zespół ADHD i bez przerwy muszę coś robić. W zasadzie wszystko jedno co. Kupiła mi nawet profesjonalny przyrząd do ostrzenia noży, żebym podczas gapienia się w telewizor miał jakieś zajęcie. Ja jednak widzę to inaczej. W czasie długiej motocyklowej kariery nagromadziłem masę sprzętów, cały czas jest przy nich coś do roboty, więc robię, skoro mają w miarę skutecznie funkcjonować w sezonie.

Problem leży jednak chyba gdzieś indziej. Byłoby pół biedy, gdybym motał się jedynie ze swoją kupą żelastwa. Ja jednak staram się walczyć również z maszynami moich najbliższych przyjaciół. Oczywiście nie w sensie dosłownym, tylko mentalnie. Ponieważ martwię się, czy na pewno zdążą zakończyć zaplanowane prace, zanim zacznie się sezon, bez przerwy przeprowadzam „wywiady środowiskowe”. Odebrałeś głowice z warsztatu? Chromy się robią? Założyłeś już nową oponę?

Nie będę ukrywał, nie czynię tego wcale z troski o ich maszyny, tylko w dobrze pojętym własnym interesie. Bo jeśli nie zdążą skończyć prac, to z kim będę jeździł? W pojedynkę? Owszem, też lubię, ale w wakacje nie ma nic lepszego niż wspólna włóczęga z wypróbowywanymi od lat kumplami. Co prawda doraźne remonty motocykla w przydrożnym rowie też oczywiście mają swoje uroki, ale tę przyjemność powinniśmy sobie dawkować w umiarkowanych ilościach. Lepiej, gdy maszyna jest odpowiednio przygotowana do sezonu, a w krzakach przeprowadzać będziemy jedynie drobne prace. A że w niektórych zakresach (nie wszystkich, ale jednak są wyjątki) jestem człowiekiem systematycznym i upartym, więc niekiedy, a nawet, co tu kłamać – dosyć często, molestuję ich pytaniami, ponagleniami i monitami.

Advertisement

No i doczekałem się wreszcie – kilka dni temu, w odpowiedzi na mój kolejny telefon, z pytaniem, czy zamówione linki już przyszły, usłyszałem odpowiedź: „Mam już dosyć, weź przestań mnie wreszcie gwałcić!”. Oczywiście przyjaźń nie została zerwana, ale właśnie w ten sposób zostałem gwałcicielem! Postanowiłem poważnie przemyśleć to, jakby nie było, poważne oskarżenie. W końcu nieczęsto słyszy się takie słowa.

Wysnułem więc teorię, która nie została jeszcze potwierdzona, że może rzeczywiście nie wszyscy ludzie mają identyczną jak ja konstrukcję psychiczną i nie każdemu chodzą po głowie jedynie śrubki, tłoki i korbowody? To skądinąd dziwne, ale tak właśnie może być. Słyszałem, że podobno ludzie czasami zajmują się też wychowywaniem dzieci, budową domów, a nawet – w skrajnych przypadkach – lubią zimową porą spędzać wolny czas poza garażem. Co prawda nie znam zbyt wielu takich, ale być może są, kto to wie?

Jednak sam przed sobą usprawiedliwiam te „gwałty”, bo przecież przyczyniam się przez to do przyrostu ilości „substancji zabytkowej” w naszym kraju. A to przecież z pewnością jest działanie pozytywne, dla wspólnego dobra i godne pochwały, tak że misja „gwałcenia” nie może być przerwana. Więc gdy tylko uporam się z tym tekstem i zamknę laptopa, zaraz siadam do telefonu, by zbadać, czy mój przyjaciel Andziuś skończył już ręczne szlifowanie żeberek na deklach głowic, które przedwczoraj odebrał od spawacza…

KOMENTARZE