fbpx

Koniec roku 2018 był dosyć trudny dla fanów dwóch kółek. Z katalogów wypadły tuzy tj. Kawasaki KLR 650 czy Suzuki Hayabusa. Teraz z oferty Suzuki zniknął GSX-R 750, prawdziwa legenda, model który w zasadzie rozpoczął erę prawdziwie sportowych, seryjnie produkowanych motocykli.

Dwa modele sportowe w katalogu Suzuki

Zaostrzone normy sprawiły, że ze sprzedaży wypadły modele (już jakiś czas temu) GSX-R 600, a teraz GSX-R 750. W katalogu japońskiego producenta powstała ogromna luka. Mamy piękny początek dla motocyklowych pasjonatów w postaci GSX-R 125 oraz szczęśliwy finał dla zatwardziałych fanów sportu w prawdziwie atomowym wydaniu, czyli GSX-R1000.

Co z pojemnością łączącą te dwie skrajne specyfikacje? Tego jeszcze nie wiemy, ale jesteśmy niemal pewni, że Japończycy nie pozwolą nam długo czekać na następców 600-tki i 750-tki. Co to dokładnie będzie? Czas pokaże tymczasem musimy uzbroić się cierpliwość i szczególnie dbać o modele, które jeżdżą po naszych drogach! Co więcej krążą plotki, które „zapewniają”, że seria GSX-R nie będzie już rozwijana…

33 lata jeżdżącej legendy

To jednak nie do końca koniec Giksa. Musimy pamiętać, że o ile sprzedaż starych modeli mogła trwać w Europie do końca 2018 roku (GSX-R 600 jak i 750 nie były już dostępne w polskim katalogu motocykli na 2018) to w USA nie obowiązują zaostrzone przepisy czystości spalin w postaci norm EURO4 i zarówno GSX-R 600 jak i 750 będzie nadal dostępny. Jak długo? Czas pokaże


REKLAMA

GSX-R 750 to swoista legenda. Pierwszy motocykl zjechał z taśmy produkcyjnej w roku 1985 i narobił dużego zamieszania na całym świecie! Podczas, gdy w naszym kraju z fabryki PZL w Świdniku zjeżdżała ostatnia Wueska, GSX-R zbudowany był już na bazie aluminiowej ramy, w której znajdował się silnik dysponujący mocą na poziomie 106 KM. Jeżeli spojrzymy dodatkowo na masę (176 kg) to naprawdę nie możemy się dziwić, że 750-tka okazała się być tak dużym sukcesem japońskiego producenta.

Zobacz nasz test!   

KOMENTARZE

REKLAMA

Polecane artykuły
Za pewne większość z Was zna tego jegomościa. Chris Birch…
Wiemy jak bardzo lubicie czytać niezwykłe historie, więc poznacie ich…