fbpx

Zieloni lubią znajdować sobie kolejne nisze do wypełnienia. Pokazuje to seria H z doładowanymi kompresorem silnikami. Teraz znaleźli sobie kolejną – elektryczne motocykle z segmentu średniego

 


REKLAMA

Podczas targów Eicma, Kawasaki na swoim stoisku postawiło obrany z nadwozia prototyp swojego elektrycznego motocykla. Niedawno do sieci trafiły w końcu film, zdjęcia oraz jeszcze dość tajemniczy opis jego konstrukcji. Na zdjęciach i wideo widać, że motocykl do złudzenia przypomina Ninje 300, ale nie jest powiedziane, że pierwszy elektryk Kawasaki będzie utrzymany w tym klimacie. Z oficjalnych informacji, wiadomo, że gabaryty maszyny będą zbliżone do dwucylindrowych Z650 i Ninja 650 z obecnej oferty. Osiągi jednak będą bardziej zbliżone do klasy 300, co wydaje się słuszne. Elektryczne motoykle rozstawione są bowiem na skrajnych segmentach. Z jednej strony odpowiedniki klasy 50 i 125, natomiast z drugiej potężne, szybkie i drogie motocykle jak Harley Davidson LiveWire czy cała gama Energici. Kawasaki, jeśli wprowadzi swój motocykl na rynek, wkroczy w niszę pojazdów stosunkowo tanich (tak podejrzewamy), ale całkiem dynamicznych i spełniających kryteria prawa jazdy A2. W dodatku elektryczna Kawa ma być wyposażona w czterobiegową skrzynię biegów oraz sprzęgło jak w normalnym motocyklu! Jak zdążyliście się przekonać z naszych testów, to jest rzecz, której oprócz dźwięku, najbardziej brakuje w tych pojazdach i przez to doświadczenia z jazdy są nieco dziwne.

Takie jak w innych kawach, będzie też zawieszenie i hamulce znane z 650-tek. Natomiast jeśli chodzi o wagę, to „E-Kawa” trochę się wyróżnia na tle spalinowych odpowiedników. 219 kg jak na motocykl z tego segmentu, to nie jest mało. Miejmy jednak nadzieję, że w wersji produkcyjnej uda się nieco zejść z tą wartością. Pamiętajmy, że to co widzimy to prototyp i Kawasaki ma jeszcze sporo rzeczy do dopracowania. Wśród nich, ciekawostką jest odzyskiwanie energii regulowane za pomocą kciuka, które oczywiście służy także jako hamowanie silnikiem. Oprócz tego, Kawasaki ponoć testuje wiele innych udogodnień dla kierowcy. Trudno jednak powiedzieć jakie to są rozwiązania i czy w całości trafią do produkcji. Producent jest oszczędny w słowach jeśli chodzi o szczegółowe informacje. Oprócz przybliżonej formy, osiągów i masy, podał jedynie zasięg – 100 km, czyli nie ma rewelacji, ale to także może się jeszcze zmienić. Co do czasu ładowania, nic niewiadomo oprócz tego, że będzie możliwe korzystanie ze stacji szybkiego ładowania.


Jak widać, przed konstruktorami jeszcze trochę pracy, ale zielony elektryk jest już blisko wersji produkcyjnej. Gdy już trafi do salonów, z pewnością nie będzie taką sensacją jak H-D czy Energica, ale będzie w końcu realną alternatywą dla popularnych motocykli – oczywiście jeśli będzie miał sensowny zasięg oraz cenę.

KOMENTARZE

REKLAMA

Polecane artykuły
Norton uwielbia dwie rzeczy - włókno węglowe i wyścigi Isle…
Rekordowa liczba sprzedanych maszyn, popularność utrzymująca się przez lata, inspiracja…