fbpx

Adam Cianciarulo w swoim debiucie na Kawasaki KX-F 450 wygrał Monster Energy Cup 2019 i zainkasował czek na 100 000$ swoje na 23. urodziny w Las Vegas.

19 października 2019, Las Vegas i jedna z największych imprez w Offroadzie. Przynajmniej w USA. Monster Energy Cup, bo o nich mowa, to oficjalne zakończenie sezonu wyścigowego, więc nie bez powodu odbywa się w Mieście Grzechu i nie bez powodu można zgarnąć na nim bańkę! 1 000 000$ nagrody głównej przyciąga szybkich zawodników skłonnych do brawurowej jazdy i tłumy kibiców rządnych mocnego widowiska. W końcu oprócz piekielnie szybkich wyścigów, nie brakuje mocnych freestyle’owych pokazów i grubej imprezy. Ten dzień zapadnie jednak najbardziej w pamięci Adamowi Cianciarulo, który od samego początku doskonale czuł sie na nowym motocyklu…


REKLAMA

Piekielnie szybki tor w Las Vegas

Po pechowym sezonie Supercrossowym 2019, a raczej jego tragicznym dla Adama Cianciarulo finale również w Las Vegas, Adam powrócił tu już jako Mistrz AMA Motocrossu 250. Jednak nie na dobrze sobie znanym Kawasaki KX250F, a na zupełnie nowej maszynie. Los chciał, że debiut w klasie 450 na dużym czterosuwie, w dodatku chyba najmocniejszym w stawce, wypadł w przeddzień jego 23. urodzin. Właśnie podczas Monster Energy Cup 2919

Ostra walka o kasę do ostatniego okrążenia

Gdy opadły bramki startowe pierwszego finału, Adam wygrał start i mał przed sobą otwartą drogę po  1 000 000$. Tyle bowiem Monster Energy płaci za wygranie wszystkich trzech finałów na MEC. Nerwy zrobiły jednak swoje i uślizgnięcie przednie koła w jednym z zakrętów kosztowało go niegroźny upadek. Ten błąd bez skrupułów wykorzystał aktualny mistrz Monster Energy Cup i jego nowy kolega z zespołu Eli Tomac, który również miał chrapkę na powtórzenie zeszłorocznego wyczynu i zgarnięcie całej bańki. Wygrywając pierwszy wyścig już tylko Tomac mógł tego dokonać.

 „Miała być walka na śmierć i była”

Jednak w drugim wyścigu, z toren biegnącym w drugą stronę, gdy to Eli zaliczył wysiadkę pojawiła się ponowna okazja dla Cianciarulo, bowiem przed wielki finałem trzech zawodników miało szansę na wygranie 100 000$ za klasyfikacje generalną MEC. Wracający po 8 miesięcznej przerwie Malcom Stewart na Hondzie i duet zawodników Kawasaki. Po starcie szybko było wiadomo, że walka rozegra się pomiędzy Cianciarulo, a Tomaciem. Walka trwała do ostatnich metrów i rozstrzygnęła się dopiero na ostatnim okrążeniu, do którego Adam postanowił czekać z przejechaniem tzw. Joker Line’a – dodatkowego fragmentu trasy obowiązkowego dla każdego po razie w każdym wyścigu (jak w rallycrossie). Po wyjechaniu z niego niemal zrównał się kierownicami właśnie z Tomaciem, ale mając komfort, że Eli nie zrobi nic głupiego, przytrzymał gaz w swojej czterystapięćdziesiątce na wyjściu z Joker Lane i tym razem wytrzymał presję. Odparł ataki dotychczasowego mistrza i wygrał swój pierwszy wyścig królewskiej klasy zgarniając jednocześnie 100 000$ za klasyfikację generalną. Później pozostało już tylko świętować zwycięstwo aż do swoich 23. urodzin w jednym z kasyn.

Adam Cianciarulo ze zwycięskim czekiem na 100 000$.

Adam Cianciarulo i Eli Tomac na Monste Energy Cup 2019

 

KOMENTARZE

REKLAMA