fbpx
A password will be e-mailed to you.

Piątek, piąteczek, piątunio – magiczny dzień tygodnia! Przez cztery dni robocze, od poniedziałku do czwartku, każdy z nas wyciska ostatnie poty, by na jak najwyższym poziomie ogarnąć kuwetę życia zawodowego i rodzinnego. Kawa, biały SUV, wielokilometrowy korek, biuro, spotkanie, spotkanie, nowe cele, spotkanie, kawa, biały SUV, korek, dom, kąpiel dziecka, sen – powtórz! 

Kiedy w końcu na horyzoncie pojawia się piąty dzień tygodnia, wszyscy dookoła wydają się nieco podekscytowani. Przecież piątek to idealny dzień aby porzucić dalekosiężne plany, które byliśmy gotowi realizować jeszcze w poniedziałek. Piątek to synonim wolności.


REKLAMA

W piątek kolegom z pracy mniej śmierdzi spod pachy, koleżanki są milsze, a według badaczy – najpewniej tych z USA – to w piątki bywamy mniej zestresowani niż zwykle, częściej się uśmiechamy i jesteśmy bardziej otwarci na nowe znajomości. Zazwyczaj mamy też więcej pieniędzy na koncie niż w niedzielę. Można więc uznać, że piątek to najsłodsza eklerka w cukierni dni tygodnia. A gdyby tak mieć piątek codziennie?

CB550 – miejski motocykl do wszystkiego

Pięćsetpięćdziesiątka, choć produkowana przez zaledwie pięć lat, przez wielu uznawana jest za najlepszy model z całej ówczesnej gamy CB. Co prawda nie była tak mocna, jak legendarna CB 750, za to miała sztywniejszą ramę, była o ponad 40 kilogramów lżejsza i jednocześnie wyeliminowano w niej błędy z CB 500. 50 KM generowanych z czterocylindrowego silnika z jednym wałkiem rozrządu w zupełności wystarczało, by CB550 rozkochała w sobie motocyklistów na całym świecie.

Dziś, ze względu na konstrukcję ramy oraz ponadczasowy design, jest to jeden z najczęściej przerabianych motocykli. Doskonale obrazuje to wyszukiwarka Google. Po wpisaniu frazy „CB550 cafe racer”, dostajemy ponad milion wyników. Niestety, oznacza to, że Honda CB550 była modyfikowana już na wszystkie możliwe sposoby i trudno jest zrobić coś, co wywoła efekt WOW. Chyba, że weźmie się za to kreatywny duet klient–budowniczy.

Lubelska scena customowa = Cardsharper Customs

Jacek Mulak całe swoje życie zawodowe związał z grafiką komputerową. Nieposkromiona potrzeba tworzenia pchnęła go w 2013 roku do uruchomienia warsztatu motocyklowego Cardsharper Customs. Poznałem Jacka kilka lat temu, gdy przyjechał swoją Hondą CB750 brat style na jakąś imprezę. Od tamtej pory wypuścił już sporo naprawdę dobrych customów, ale nie miałem okazji jeszcze o nich pisać. Być może dlatego, że zadowoleni klienci odbierali maszyny tak szybko, że nie było szans na zorganizowanie sesji zdjęciowej.

Ostatni projekt wykonany w Cardsharper Customs to Honda CB550 „Friday”. Klientem okazał się człowiek również pracujący na co dzień w branży kreatywnej – Michał Ćwiek. Jego „cebula” z 1977 roku była już dotknięta „magiczną ręką” poprzedniego właściciela. Niestety żadna z przeróbek nie była wykonana prawidłowo, dlatego wszystko należało zrobić od początku. Michał wraz z motocyklem dostarczył zarys projektu. Miał to być klasyczny cafe racer z pustym trójkątem pod kanapą, ale z nowoczesnym zawieszeniem typu upside–down z przodu.

Szczegóły, szczególiki

Prace nad projektem rozpoczęły się od zamknięcia ramy z miejscem na LED–ową lampę i kierunkowskazy. Przy próbach wypracowania linii motocykla okazało się, że seryjne tylne koło jest za wąskie i za duże, dlatego Jacek zaadaptował felgę 17″ od motocykla typu supermoto. Kolejna spora zmiana, to przedni zawias pochodzący z Suzuki GSX–R. Golenie zostały skrócone o 4 cm, a półki zaprojektowane i wyfrezowane od nowa, bo te z Gixa znacząco ograniczały promień skrętu. W górną półkę został wkomponowany prędkościomierz MMB 48 mm. Z GSX–R pochodzą również hamulce.


REKLAMA



REKLAMA


Spostrzegawczy pewnie zauważą, że jest tu tylko jedna tarcza z przodu. To celowy zabieg mający na celu usprawnienie układu hamulcowego, przy jednoczesnym zachowaniu klasycznego wyglądu. Seryjny tylny hamulec bębnowy został zastąpiony tarczowym, również z Suzuki GSX–R. Tylne zawieszenie zostało usprawnione nowymi amortyzatorami. Nad tylnym kołem, prezentuje się klasyczny cafe racerowy zadupek ze stali. W środku sprytnie ukryto akumulator i część, położonej od nowa, instalacji elektrycznej. Zwieńczeniem tylnej sekcji jest skórzane siedzisko na stalowej podstawie. 

Wracając do przedniej sekcji, warto wspomnieć o aluminiowych clip–onach, nowym osprzęcie kierownicy (klamkach, pompie hamulcowej, manetkach, lusterkach oraz przełącznikach), ręcznie wykonanym przednim błotniku z mocowaniami z prętów ze stali nierdzewnej i, idealnie pasującej do współczesnego zawieszenia, lampie LED.

Najlepszy piątek, jaki znam!

Silnik dostał polerowane dekle oraz malowanie farbą VHT. Pokrywa rozdzielacza ma dodatkowy smaczek, w postaci wyfrezowanego emblematu CB550. Gaźniki zostały wyregulowane pod sportowe filtry powietrza, a od tylnej sekcji motocykla oddziela je frezowana płyta z aluminium. Nowy kolektor wydechowy 4w1 współpracuje z końcówką w kształcie cygara z podwójnym wygłuszeniem. Jacek twierdzi, że jest rozsądnie głośny i generuje całkiem przyzwoity bas.

Idealnym dopełnieniem tego dopracowanego w najmniejszych detalach motocykla jest lakierowanie. Szary mat został przełamany błyszczącą czernią i złotymi szparunkami. 

Moim zdaniem, „Friday” od Cardsharper Customs, to jeden z najlepszych projektów bazujących na Hondzie CB550. Parafrazując stare przysłowie: Polacy nie gęsi, piątek potrafią zrobić po królewsku. Szkoda tylko, że ten tekst piszę w trakcie kwarantanny i mam wrażenie, że od kilku tygodni świat serwuje nam piątek codziennie, ale niestety jest to piątek trzynastego! 


Zdjęcia: Paweł Waga

KOMENTARZE

REKLAMA