fbpx
A password will be e-mailed to you.

Kiedyś początkujący podróżnik zapytał mnie, co powinien zabrać ze sobą na motocyklowy wyjazd do Chorwacji. Odpowiedź nie zajęła mi wiele czasu – kartę kredytową i przeciwdeszczówkę na wszelki wypadek.

To oczywiście pakiet podstawowy, który zawsze zabieram ze sobą nie tylko na długą wyprawę, ale także na kilkugodzinny wypad za miasto. W dzisiejszych czasach karta płatnicza to podstawa, żeby sprawnie tankować paliwo i zapłacić w barze czy na campingu. Z narzędzi do napraw motocykla najbardziej uniwersalnym jest smartfon, bo za jego pomocą zawsze możesz zwrócić się o ratunek i z pewnością w okolicy (jeżeli podróżujesz po w miarę cywilizowanych regionach Europy) znajdzie się pomocna dusza, a w najgorszym razie uzyskasz przez Facebooka poradę co tu dalej robić.

Tak wygląda zestaw minimum, ale przecież nie wszyscy są zainteresowani jazdą od hotelu do hotelu i puszczaniem szmalcu na lewo i prawo. Tak też jest i w moim przypadku. Od kilku lat na nowo odkrywam życie biwakowe, więc muszę taszczyć ze sobą przenośne gospodarstwo domowe. Z niejakim zdziwieniem zauważyłem, że za każdym razem mandżur jest coraz mniejszy. Powody są dwa. Po pierwsze, jestem fanem miniaturyzacji niezbędnego ekwipunku, zaczynając od najmniejszego namiotu, śpiwora i materaca (karimaty są zdecydowanie za wielkie i nieporęczne), na latarce, tubce pasty do zębów i scyzoryku kończąc. Zawsze wydaje mi się, że już żadnego elementu wyposażenia nie da się bardziej zminiaturyzować, a tu nagle pojawia się składana szczoteczka do zębów.

Drugim powodem zmniejszania się objętości bagażu jest rezygnacja z rzeczy niepotrzebnych. Z kolejnymi latami nabieram w tym coraz większej wprawy i już wiem, że trzecia para butów na nic się nie przyda, a na tygodniowy wyjazd nie muszę zabierać ze sobą jedenastu T-shirtów. Jeden ciepły sweter wystarczy, a jeśli  makabrycznie uświni się w drodze, to trudno, po powrocie się go upierze i będzie jak nowy. Z podręcznym warsztatem też sobie radzę. Z kilkoma przyjaciółmi jeździmy na wyprawy mocno już leciwymi motocyklami, więc drut, sznurek, srebrna taśma i młotek muszą znaleźć się na wyposażeniu. Tyle tylko, że zabieramy ze sobą jeden zestaw, mniej więcej po równo dzieląc go na motocykle. W tym zakresie również jestem fanem miniaturyzacji: zestaw naprawczy linek mieści się w pudełku po paście do butów, a łatki i klej do dętek w pudełku od zapałek. Łyżki do opon też mam krótkie. 

Zastanawiacie się pewnie „do czego zmierza gadka Włodzimierza”? Otóż zauważyłem, że do takiej minimalizacji bagażu praktycznie nie da się nikogo przekonać nawet najbardziej racjonalnymi argumentami. Każdy motocyklista musi dojść do tego własną drogą. Dawno temu w sytuacji awaryjnej pożyczałem znajomemu motocykl na kilkudniowy wyjazd zaznaczając, że kufry są niezbyt wielkie, a ze względu na konstrukcję maszyny niewiele da się przytroczyć do karoserii pasami czy ekspanderami. Znajomy na to – oczywiście, przecież wiem… Po czym zjawił się u mnie z pasażerką i z samochodu wysypał nieprawdopodobną ilość towaru.

Przez dwie godziny usiłowali upychać klamoty w najdziwniejszych miejscach motocykla oraz całkiem sporego plecaka, który miała wieźć pasażerka i oczywiście się nie udało. Musieli więc zrezygnować z lokówki do włosów, odtwarzacza płyt CD (jak wspomniałem, to były dawne czasy), ok. 15 płyt i kilku innych równie niezbędnych podczas wyprawy motocyklowej przedmiotów. Państwo byli tym faktem dosyć zmartwieni, ale wyboru nie było. Jednak po powrocie z tygodniowego wyjazdu uczciwie przyznali, że nie odczuwali wielkiego dyskomfortu z powodu braku wymienionych wyżej niezbędnych elementów wyprawowego wyposażenia. 

A na koniec wywodu dołożę małe spostrzeżenie. Po tylu latach i przy zdawałoby się sporym doświadczeniu wyprawowym, na każdym wyjeździe okazuje się, że nie zabrałem w trasę narzędzia, które akurat jest bardzo potrzebne przy doraźnym remoncie maszyny w przydrożnym rowie. Wtedy w ruch idą kamień, patyk czy znaleziona na asfalcie blaszka.  Krótko mówiąc – nie ma się co przejmować, bo jak wykazuje praktyka, i tak przeważnie nie zabieramy w trasę tego, co w nagłej potrzebie najbardziej by się przydało.      

 

KOMENTARZE