ST 1100 wybrałem, bo szukałem motocykla czterocylindrowego,
chłodzonego cieczą, napędzanego kardanem, wygodnego dla kierowcy i pasażera, najlepiej z oryginalnymi kuframi, za niewygórowaną cenę, najlepiej Hondy.

Z sentymentem spoglądam na każdą wyprzedzaną Europę

Honda ST 1100 Pan European


REKLAMA

Byłem akurat u kolegi, który od tygodnia był właścicielem ST 1100. Zająłem miejsce na motocyklu i… To było to! Przy moim wzroście 195 cm nareszcie nie czułem się jak na skuterze! Silniczek ładnie mruczał, miejsca nie brakowało, także na bagaż, a napęd przenoszony był wałem, a nie łańcuchem świntuchem.

Tydzień później miałem już swoją Europę. Pierwsze wrażenia? Cudownie elastyczny silnik, precyzyjna skrzynia. Wysoka akcesoryjna szyba pozwoliła jeździć w wyprostowanej pozycji, nawet w orzeszku czy „niemcu”. Mijanka z TIR-ami nie urywała głowy, a i jazda w deszczu była przyjemniejsza. Podczas gdy na „plastikach” trzeba przyjmować pozycję a la zbieracz ryżu, tu cisza i spokój, żadnych nerwowych zachowań. Siedzenie słusznych rozmiarów, umieszczone na wysokości 800 mm, pozwala cieszyć się jazdą także tym, którym natura poskąpiła wzrostu. Nogi kierowcy i pasażera spoczywają na wygodnych gumowych podnóżkach. Pięciostopniowa skrzynia biegów działa bez zarzutu.

Honda ST 1100 Pan European

Mimo sporych gabarytów, Honda prowadziła się dziecinnie prosto. Masę 312 kilogramów można było poczuć jedynie podczas parkowania. Przekonałem się o tym podczas pobytu w górach. Zaparkowałem motocykl przed restauracją i poszedłem się posilić. Gdy wróciłem, okazało się, że po bokach stoją dwa samochody i Pan Europę trzeba wypchnąć tyłem pod górkę. Musiałem prosić dwóch panów o pomoc. Od tej pory zwracałem uwagę na parkowanie.

Jednostka napędowa pozwala nawet na ostre starty spod świateł. Jazda na ostatnim biegu z prędkością 40 km/h? Bez problemu! Pasażer i góra bagażu nie robią na napędzie wrażenia. Jazda z prędkościami 120-150 km/h to czysta przyjemność, a i dwie setki bez problemu można wyciągnąć. Trzeba pokonać tysiąc kilometrów w 11 godzin albo trzy tysiące w trzy dni? Nie ma problemu.

Warto wiedzieć, że w Pan European mamy dwie ciekawostki techniczne. Pierwsza – to rozrząd paskiem zębatym (co sprawia, że silnik ma charakterystyczny dźwięk), identycznym jak w… Oplu 1.6 D z połowy lat 80. (zaś ukryty pod atrapą zbiornika filtr powietrza przypomina ten, który stosowano w Fiatach 125p)! Druga – to fakt, że do wyjęcia przekładni nie trzeba rozbierać silnika, choć nie jest to konstrukcja kasetowa. Wystarczy zdemontować koło, „dyfer”, wahacz oraz zbiornik paliwa i właściwie mamy ją na widelcu! Przekonałem się o tym, gdy dwójka zaczęła lekko zgrzytać. Przyczyną nie była wada motocykla, lecz mój sposób jazdy.

Honda ST 1100 Pan European

Pan European ma stalową, można powiedzieć „pancerną” ramę. Jeżeli uległa odkształceniu, to na pewno nie była „parkingówka”, tylko potężny „dzwon”. Dostęp do świec jest rewelacyjny. Wystarczy odkręcić dwie śrubki i zdjąć plastikową pokrywę.

Amortyzatory przedniego zawieszenia mają funkcję antynurkową (działa znakomicie). Trochę dziwi zawieszenie tylne – ma tylko jeden amortyzator z prawej strony. Jest on regulowany (wystarczy do tego mały wkrętak). Dwutłoczkowe zaciski zapewniają doskonałą dozowalność hamulców i są wystarczające. Ja używałem klocków EBC HH. Trochę szumią, ale tak ma być. Niestety bardzo ograniczony jest wybór opon. Koło z przodu ma 18 cali, stąd problem ze znalezieniem czegoś odpowiedniego.

Jeździłem w naprawdę różnych warunkach, nawet po lasach. To naprawdę fajny motocykl. Teraz, gdy mam mało turystyczną Hayabusę, z sentymentem spoglądam na każdą wyprzedzaną Europę!

Więcej informacji można zdobyć na stronie właścicieli ST: www.st1100.fora.pl.

Byłem akurat u kolegi, który od tygodnia był właścicielem ST 1100. Zająłem miejsce na motocyklu i… To było to! Przy moim wzroście 195 cm nareszcie nie czułem się jak na skuterze! Silniczek ładnie mruczał, miejsca nie brakowało, także na bagaż, a napęd przenoszony był wałem, a nie łańcuchem świntuchem.

Tydzień później miałem już swoją Europę. Pierwsze wrażenia? Cudownie elastyczny silnik, precyzyjna skrzynia. Wysoka akcesoryjna szyba pozwoliła jeździć w wyprostowanej pozycji, nawet w orzeszku czy „niemcu”. Mijanka z TIR-ami nie urywała głowy, a i jazda w deszczu była przyjemniejsza. Podczas gdy na „plastikach” trzeba przyjmować pozycję a la zbieracz ryżu, tu cisza i spokój, żadnych nerwowych zachowań. Siedzenie słusznych rozmiarów, umieszczone na wysokości 800 mm, pozwala cieszyć się jazdą także tym, którym natura poskąpiła wzrostu. Nogi kierowcy i pasażera spoczywają na wygodnych gumowych podnóżkach. Pięciostopniowa skrzynia biegów działa bez zarzutu.

Mimo sporych gabarytów, Honda prowadziła się dziecinnie prosto. Masę 312 kilogramów można było poczuć jedynie podczas parkowania. Przekonałem się o tym podczas pobytu w górach. Zaparkowałem motocykl przed restauracją i poszedłem się posilić. Gdy wróciłem, okazało się, że po bokach stoją dwa samochody i Pan Europę trzeba wypchnąć tyłem pod górkę. Musiałem prosić dwóch panów o pomoc. Od tej pory zwracałem uwagę na parkowanie.

Jednostka napędowa pozwala nawet na ostre starty spod świateł. Jazda na ostatnim biegu z prędkością 40 km/h? Bez problemu! Pasażer i góra bagażu nie robią na napędzie wrażenia. Jazda z prędkościami 120-150 km/h to czysta przyjemność, a i dwie setki bez problemu można wyciągnąć. Trzeba pokonać tysiąc kilometrów w 11 godzin albo trzy tysiące w trzy dni? Nie ma problemu.

Warto wiedzieć, że w Pan European mamy dwie ciekawostki techniczne. Pierwsza – to rozrząd paskiem zębatym (co sprawia, że silnik ma charakterystyczny dźwięk), identycznym jak w… Oplu 1.6 D z połowy lat 80. (zaś ukryty pod atrapą zbiornika filtr powietrza przypomina ten, który stosowano w Fiatach 125p)! Druga – to fakt, że do wyjęcia przekładni nie trzeba rozbierać silnika, choć nie jest to konstrukcja kasetowa. Wystarczy zdemontować koło, „dyfer”, wahacz oraz zbiornik paliwa i właściwie mamy ją na widelcu! Przekonałem się o tym, gdy dwójka zaczęła lekko zgrzytać. Przyczyną nie była wada motocykla, lecz mój sposób jazdy.

Pan European ma stalową, można powiedzieć „pancerną” ramę. Jeżeli uległa odkształceniu, to na pewno nie była „parkingówka”, tylko potężny „dzwon”. Dostęp do świec jest rewelacyjny. Wystarczy odkręcić dwie śrubki i zdjąć plastikową pokrywę.

Amortyzatory przedniego zawieszenia mają funkcję antynurkową (działa znakomicie). Trochę dziwi zawieszenie tylne – ma tylko jeden amortyzator z prawej strony. Jest on regulowany (wystarczy do tego mały wkrętak). Dwutłoczkowe zaciski zapewniają doskonałą dozowalność hamulców i są wystarczające. Ja używałem klocków EBC HH. Trochę szumią, ale tak ma być. Niestety bardzo ograniczony jest wybór opon. Koło z przodu ma 18 cali, stąd problem ze znalezieniem czegoś odpowiedniego.

Jeździłem w naprawdę różnych warunkach, nawet po lasach. To naprawdę fajny motocykl. Teraz, gdy mam mało turystyczną Hayabusę, z sentymentem spoglądam na każdą wyprzedzaną Europę!

Więcej informacji można zdobyć na stronie właścicieli ST: www.st1100.fora.pl.

Zdjęcie AIROH KASK TERMINATOR 2.1 COLOR WHITE PEARL Zdjęcie HJC KASK CS-14 CHECK WHITE/RED Zdjęcie KASK AIROH AVIATOR 2.1 ROCKSTAR GLOSS
AIROH KASK TERMINATOR 2.1 C… HJC KASK CS-14 CHECK WHITE/RED KASK AIROH AVIATOR 2.1 ROCK…
Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ?

źródło: Okazje.info

źródło:

Na to uważaj przy zakupie ST 1100:

Honda ST 1100 Pan European

Należy zwrócić uwagę na ograniczniki na ramie oraz „dół” motocykla. Jeżeli jest przywieziony z Anglii, na pewno „zjedzone” są kolektor i wahacz. Niestety w tym ostatnim zdarzają się dziury na wylot.

Przerdzewiały może być też zbiornik paliwa. Łatwo to poznać po intensywnym zapachu.Jeżeli egzemplarz jest ze Szwajcarii, może być kastrowany przy pomocy modułu. Będzie miał wtedy literki SW.

Opinie o tym motocyklu prosto z facebooka Świata Motocykli:

Kamil: „Mam ST 1100 z 2000 roku. Zrobiłem nią około 20 tys. km w ciągu dwóch sezonów. Oprócz urwanej linki prędkościomierza i drobnego wycieku oleju nic złego się nie dzieje. Trasy typu 3000 km w sześć deszczowych dni to nie problem dla tego motocykla. Aktualnie ma przebieg około 93 tys. km. Przy wymianie rozrządu trzeba się liczyć z dużym wydatkiem na części.”

Honda ST 1100 Pan European

Michał: „Jest praktycznie bezawaryjny, bardzo trwały, piękny, zrywny i szybki. Szkoda, że w parze z osiągami nie idą hamulce i jazda w zakrętach. Tak czy siak, to wspaniała, kultowa maszyna.”

Szymon: „Przewyższa niezawodnością wiele bardziej zaawansowanych technicznie motocykli. Odkąd jeżdżę, nie zauważyłem zmarnowanego egzemplarza. To złoty środek dla wszystkich, którzy jeżdżą teraz, a płacą później”.

Łukasz: „Godny polecenia turystyk dla ludzi z cieńszym portfelem. Dużo podróżuję po Europie i widzę, że sporo tych sprzętów jeździ, zwłaszcza we Francji, choć mają swoje lata.”

KOMENTARZE


REKLAMA