W sobotę w Katarze odbyła się ostatnia tegoroczna runda mistrzostw Świata Endurance, 8h Doha. Zmagania na pustynnym torze miały odpowiedzieć na pytanie, kto zostanie Mistrzem Świata i zgodnie z oczekiwaniami emocji nie brakowało aż do końca.

To był jeden z najbardziej emocjonujących sezonów w Endurance od kilku lat. Wcześniej zawsze był faworyt, który często tytuł pieczętował jeszcze przed ostatnim wyścigiem. Teraz wszystko ważyło się do ostatnich chwil wyścigu w Katarze, a w zależności, z jakiego punktu widzenia opisywać wydarzenia na pustyni można by relacji nadać kilka tytułów. „Wreszcie zwycięstwo”, ponieważ zespół GMT94 od kilku lat czekał na taki sukces. „30 sekund do szczęścia”, „Przegrali szybsi”, „4 punkty od tytułu” lub „Pokrzywdzeni przez Japończyka” w kontekście dramatu BMW. Ewentualnie „Znów na szczycie” podkreślając kolejny już tytuł zespołu Suzuki.


REKLAMA
Advertisement

Przed ostatnim wyścigiem sezonu sytuacja była bardzo jasna. Liderem klasyfikacji był zespół Suzuki Endurance Racing Team i żeby obronić tytuł nie mogli stracić do BMW więcej niż 9 punktów. BMW żeby zdobyć tytuł musiało wygrać i liczyć na pomoc innego zespołu, ponieważ przy innej punktacji niż w zwykłych wyścigach (w wyścigach 8 godzinnych punkty przydziela się systemem 30, 24, 19, 16, 13, 12,11,10,8,7,6,5,4,2,1) dopiero trzecie miejsce SERT dawało mistrzostwo niemieckiej marce. Oprócz głównych zainteresowanych apetyt na zwycięstwo w Katarze mieli też GMT94, które jest od zawsze w czołówce Endurance, ale od dawna nic nie wygrało oraz Yamaha Austria. Mistrzowie Świata z 2009 roku ten sezon mają koszmarny, prześladują ich awarie i wypadki. Doliczając do tego kontuzję Gwena Giabbaniego, przez którą nie mógł wystąpić w Le Mans i w Katarze (stracił też prawie pewne wicemistrzostwo Polski Superstock 1000) mamy pełen obraz frustracji tego zespołu. Niestety to nie był koniec, ponieważ zastępujący Francuza Katsuyuki Nakasuga stał się niespodziewanie głównym rozgrywającym w walce o tytuł. Swego rodzaju efekt motyla, bo co by było gdyby Giabbani jechał w Katarze? Już kwalifikacje pokazały, że BMW, które podobnie jak GMT94 i YART używa opon Michelin sportowo było poza zasięgiem rywali. SERT oprócz użerania się z oponami Dunlop już podczas wolnych treningów straciło Daisaku Sakai i w wyścigu musieli jechać we dwóch Vincent Philippe i Anthony Delhalle (regulamin wyścigów 8 godzinnych dopuszcza taką sytuację).

Do wyścigu najlepiej wystartował Philippe, ale bardzo szybko wyprzedzili go David Checa z GMT94, Sebastien Gimbert na BMW i Nakasuga. Cała trójka na oponach Michelina była poza zasięgiem, a Gimbert i Nakasuga bardzo szybko zgubili z ogonów niebieską Yamahę z numerem 94. Zapowiadała się piękna ucieczka i walka przez kolejne godziny wyścigu o zwycięstwo, a wizja tytułu dla Suzuki oddalała się z prędkością dwóch sekund na okrążenie. Niestety dla BMW wtedy wydarzył się dramat. Japończyk będący najszybszym zawodnikiem YART podczas kwalifikacji chyba pomylił Endurance ze sprinterskimi wyścigami i zdecydował się na karkołomny atak, który udać się nie mógł. Stracił przyczepność przedniego koła i zabrał ze sobą z toru BMW z numerem 99. Obaj zawodnicy dość szybko podnieśli motocykle, ale rywale zdążyli odjechać, a dodatkowy czas minął na naprawy motocykli w boksie.

Nakasuga uległ chyba jakiemuś promieniowaniu po katastrofie w Fukushimie, ponieważ tuż przed zachodem słońca znów o mało nie wyciął BMW, tym razem obyło się na strachu i przeprosinach gestem ręki. Gdy YART i BMW lizało rany GMT94 przejęło prowadzenie i spokojnie odjeżdżało Suzuki, któremu taki obrót sprawy dawał tytuł. Zawodnicy BMW nie poddali się jednak i rozpoczęli szalony pościg za czołówką. Jechali 2-2,5 sekundy szybciej niż liderzy, połykali kolejnych konkurentów w drabince z wynikami. Na trzy godziny przed metą byli już na podium. To jednak nie starczało i trzeba było gonić dalej.

Na pół godziny przed metą różnica między SERT, którzy jechali na drugiej pozycji, a BMW wynosił już tylko 36 sekund (po wypadku były to 2 okrążenia) i topniała w zastraszającym tempie. Na każdym międzyczasie urywane były kolejne sekundy i pewne było, że Suzuki się nie obroni, byli po prostu bezradni jak dzieci we mgle. Na 15 min przed końcem Erwan Nigon wykręca najlepsze okrążenie wyścigu (2:00,347) i bez litości wyprzedził rywala. Do mety BMW zwiększy jeszcze przewagę do 19 sekund. Na prowadzeniu spokojnie jechało GMT94, ale tuż przed końcem czasu musieli jeszcze raz zjechać na krótkie tankowanie. Wykonali ten manewr na trzy minuty przed metą i obronili pierwszą pozycję, ale na kresce byli tylko 30 sekund przed BMW. Dla Kennego Foray, Mistrza Polski Superstock 600 z 2009 roku było to pierwsze zwycięstwo w Endurance. Drugiemu na mecie BMW do tytułu zabrakło na koniec sezonu 4 punktów. Trzecie miejsce Suzuki i tytuł były zasłużone w przekroju całego sezonu. Wygrali Bol d’Or, mocno rezerwowym składem byli drudzy w 24h Le Mans, tradycyjnie konsekwentnie trzymali się taktyki i spędzali najmniej czasu w boksach. Na tym właśnie polega Endurance. Za rok BMW będzie miało okazję do rewanżu, ale łatwo nie będzie, bo w całym sezonie ma rywalizować zespół Kawasaki, który wygrał 24h Le Mans, a sezon ma się składać z trzech dwudziestoczterogodzinnych wyścigów i 8h Suzuka.

W klasie Superstock najlepszy okazał się zespół DG Sport, który pokonał pewny już tytułu Motors Events i żegnających się z tytułem i Endurance zespół QERT. Od nowego sezonu priorytetem dla katarskiej ekipy będzie Moto2, gdzie jeszcze nie zdobyli nawet jednego punktu. Ciekawostką weekendu był start drugiego zespołu QERT, w którym wystąpiły tylko kobiety. Niki Kovacs, Nina Prinz i Paola Cazzola ukończyły zawody na 6 miejscu w klasie Superstock.

 

Tekst Łukasz Świderek | Zdjęcia Agencja Świderek

KOMENTARZE

REKLAMA

Polecane artykuły
Motocyklista ORLEN Team, Kuba Przygoński wygrał pięcioetapową rywalizację w zakończonym…
Produkcję Buella już dawno temu wstrzymano, ale motocykle tej marki…