fbpx
A password will be e-mailed to you.

Nigdy nie spadła mi manna z nieba. Nie wygrywam w każdy wtorek, czwartek i sobotę w Lotto. Ba, nawet wadze w pobliskiej Biedronce nie zdarzyło się policzyć ziemniaków albo chociażby cebuli na moją korzyść. Jednak los – niczym pewien polityk do swoich kamienic – uśmiecha się do mnie w kwestii ludzi, pojawiających się na drodze mojego życia.

Owemu życiu staram się nadać koloryt, wymyślając skrajnie niemądre rozrywki. A to pójdę na lekcje harmonijki, gdzie po trzech miesiącach okaże się, że pięciolatka po jednym dniu nauki gra jak Sonny Boy Williamson, a ja wciąż uczę się trafiać w kanały, innym razem wybiorę się na tor kartingowy w Radomiu, z nadzieją, że już w następnym sezonie zastąpię leciwego Valentino Rossiego w fabrycznym zespole Yamahy. Nie muszę chyba przypominać, że efektem tej próby było złamanie nadgarstka, które do dziś daje o sobie znać cyklicznymi spuchnięciami i permanentnym bólem.


REKLAMA

W zasadzie mógłbym poprzestać na tym narzekaniu, gdyby nie fakt, że to właśnie na radomskim torze poznałem Monikę i Simpsona, którym na przykład ostatnio wyjadłem w domu wszystkie pierogi ruskie oraz gulasz. Oznacza to, że od czasu złamania ręki, spędzenia całego dnia na SOR-ze w łóżku nieumytym po wcześniejszym pacjencie i wielu tygodniach mozolnej rehabilitacji, rozgościłem się w ich życiu mniej więcej tak, jak pani dyrektor słubickiego sanepidu na niedawno zorganizowanej konferencji prasowej.

Pierwszy krok

Wspomniana historia to doskonały przykład tak zwanego efektu motyla, czyli pozornie nieistotnego zdarzenia, które w dłuższej perspektywie wywołało spore zmiany. Ja zacząłem na szerszą skalę pisać o customach, Andrzej i Monika podjęli się przejęcia „Świata Motocykli”, a zupełnie niepostrzeżenie zbudowała się między nami przyjaźń.

Kolejny przykład? Kilka tygodni temu klient odwołał spotkanie, postanowiłem więc wykorzystać wolny czas na przeglądanie customowych motocykli w internecie. Tak trafiłem na post Tomka z warsztatu Mechafraction. Zadzwoniłem do niego i w rozmowie wyszło, że brakuje mu profesjonalnych zdjęć nowego projektu, których mógłbym użyć w materiale do ŚM. Wykonałem drugi telefon – tym razem do Tomka Parzychowskiego, najlepszego fotografa motocyklowego, od lat współpracującego z redakcją. Trzy dni później wszyscy spotkaliśmy się na terenie dawnych zakładów WSK w Poznaniu i realizowaliśmy studyjną sesję zdjęciową Hondy XBR500. 

Niespokojny duch

Od pierwszej chwili naszego spotkania z Tomaszem Woźniakiem, rocznik 1980, zauważyłem u niego pewien błysk w oku, charakterystyczny dla osób nazywanych przeze mnie niespokojnymi duchami, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Każda jego historia była tylko tego potwierdzeniem. 

SERYJNE FELGI w XBR500 to totalne nieporozumienie. Ze szprychowanymi motocykl wygląda o niebo lepiej!

Jako nastolatek w drukowanym magazynie znalazł artykuł na temat rowerów trialowych. Niespełna trzy miesiące później trenował już na swoim pierwszym, profesjonalnym bicyklu. Przez lata na tyle wkręcił się w ten sport, że dziś na swoim koncie ma siedem tytułów mistrza Polski, wicemistrza świata, dwa tytuły wicemistrz świata drużynowo oraz brązowy medal mistrzostw świata drużynowo. 

W tym samym czasie pojawił się u niego pierwszy motocykl – Aprilia RX125, ale rowerom wciąż poświęcał najwięcej czasu. Później nastał czas dorosłości i chwilowe rozstanie z zajawkami. 

W 2007 roku Tomasz wrócił do motocykli, a rok później do trialu, ale już w wydaniu z silnikiem. Kupił GasGas-a TXT280 i zaczął startować w amatorskich klasach trialu motocyklowego, który – jak się okazuje – nie ma zupełnie nic wspólnego z rowerowym, uprawianym przez niego przez wiele lat. W tym roku poznaniak zrobił licencję i ma zamiar startować w pucharze Polski, co pokazuje, że sportowy upór ma we krwi chyba już na zawsze.

Nowa droga

SINGIEL o pojemności 498 ccm
w drogowym motocyklu? Pomimo wieku i niewielkiej mocy to zupełnie wystarczające rozwiązanie.

W 2013 Tomasz kupił Hondę CB250 z 1976 roku. Przy okazji kolega podrzucił mu BMW K100 z prośbą o stworzenie z niej customa. I tak pozornie nieznaczące zdarzenie wywołało lawinę zmian. K100 wygrało Custom Festival 2014 w Poznaniu, a Tomasz, pod szyldem Mechafraction, zaczął przerabiać motocykle.

Pomimo tego, że warsztat jest wciąż jego drugim etatem, to w ciągu siedmiu lat przez jego ręce przewinęło się kilkadziesiąt solidnie zmodyfikowanych customów. 


REKLAMA



REKLAMA


 

Street tracker z brzyduli

Ostatnio do Mechafraction zawitała stara Honda. Niestety, nie była to popularna i doskonale nadająca się do przeróbek CB550 Four, lecz XBR500 – motocykl tak szkaradny, że mało kto podejmuje się jego przerabiania. Tomasz potraktował to jak wyzwanie i postanowił stworzyć coś, czego jeszcze na scenie customowej nie było. 

LAKIER NA ZBIORNIKU i błotnikach to specjalna mieszanka, imitująca gołe aluminium. Świetnie kontrastuje z chromowaną ramą.

Czterdziestoczterokonny singiel to konstrukcja zapożyczona wprost z kultowej Hondy XL500. Dziś już nikt nie produkuje takich silników, ale w latach osiemdziesiątych były idealnym rozwiązaniem zarówno w motocyklach enduro, jak i miejskich. Sprzęt udało się kupić w rodzimym Poznaniu. Co prawda silnik wydawał dziwne dźwięki, szybko jednak okazało się, że wystarczy wymienić łańcuszek rozrządu i „Iksbeerka” zaczęła chodzić, jak trzeba. 

Proces przebudowy rozpoczął się od modyfikacji ramy pomocniczej i usunięcia zbędnych elementów. Tomasz wybrał niestandardowe rozwiązanie. Po modyfikacjach całą ramę oddał do chromowania w ArtMet Chrom. To jeden z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie, o czym świadczy osiem nagród na targach klasyków Techno Classica Essen.

Seryjny zbiornik paliwa ustąpił miejsca całkiem kształtnej konstrukcji z innego motocykla. Szpetne felgi trafiły na śmietnik, a w ich miejscu pojawiły się szprychowe odpowiedniki. Przednia obręcz pochodzi z CB, a tylna z Suzuki GN400. Na obie naciągnięte zostały opony Mitas ET01 – świetnie pasują do klimatu street trackera, choć nie do końca jestem przekonany, czy są optymalne do jazdy po asfalcie.

Zbiornik paliwa oraz ręcznie wykonane błotniki zostały pomalowane specjalną farbą, imitującą gołe aluminium, natomiast silnik został odświeżony farbą żaroodporną VHT. 

Osobny akapit należy się kanapie. Z daleka to niczym niewyróżniające się, jednoosobowe siedzisko. Jednak po bliższym przyjrzeniu się dostrzeżemy ogrom pracy tapicera. Przeszycia tworzą trójwymiarową strukturę i stanowią doskonały kontrast względem minimalistycznego oblicza street trackera.

W przedniej części motocykla wyróżnia się mały reflektor, charakterystyczna owiewka oraz klasyczna kierownica z rozpórką. Z tyłu dominują chromowane wydechy, tabliczki na numer startowy oraz błotnik zakończony dyskretną lampą LED i tablicą rejestracyjną. Patrząc na rezultat prac i to, jak wyglądał motocykl bazowy, mogę śmiało powiedzieć, że Tomasz z Mechafraction przeobraził Kopciuszka w bardzo atrakcyjną księżniczkę!

Czas na polski album o customach

Nasze spotkanie podczas sesji zdjęciowej w Poznaniu pchnęło mnie do podjęcia decyzji o rozpoczęciu projektu, o którym myślałem od ponad pięciu lat. Dziś mogę powiedzieć, że właśnie zacząłem tworzyć pierwszy polski album o świecie customów. Będzie to nie tylko kolekcja zdjęć motocykli, ale i zapis wywiadów z ludźmi z branży i chyba przede wszystkim zbiór historii „zwykłych” użytkowników motocykli typu cafe racer, scrambler, bobber, street tracker czy brat style. Jeśli uważacie, że jakiś motocykl lub człowiek powinien pojawić się na kartach takiego albumu, piszcie do mnie śmiało na [email protected].


Zdjęcia: Tomasz Parzychowski

KOMENTARZE


REKLAMA