fbpx

Chciałbym dziś przypomnieć dwie postacie ważne dla ruchu harleyowskiego w powojennej Polsce – Andrzeja Oleszczuka i Ryszarda Mazurka. Obaj ze szczerą pasją promowali u nas motocykle amerykańskie.

Andrzej Józef Oleszczuk urodził się 16 marca 1930 roku w Suchowej. Latem 1944 roku od wuja dostał motocykl Harley-Davidson JD 1200 z 1927 roku, którym we wrześniu 1939 roku jeździł oficer łącznikowy Wojska Polskiego. Motocykl przetrwał wojnę i okupację w ukryciu.


REKLAMA

Harley mój kumpel

W 1992 roku, gdy współtworzyłem gazetę „Motocykl & Sidecar”, Andrzej Oleszczuk przesłał nam wspomnienie o swoim Harleyu. Napisał, jak go zdobył i jak służył mu przez lata: (…) do dziś – to już 47 lat. Nigdy nie miał remontu, nigdy go nie sprzedałem, a on nigdy mnie nie zawiódł. Jakie i ile przeżyliśmy przygód – nie spisałbym na byczej skórze. Uważam, że jest to prawdziwa przyjaźń i miłość (…). Całe wspomnienie jest zbyt obszerne, aby je tu zamieścić. Znajdziecie je w książce „Harley mój kumpel” (str. 145 – 147).

W latach 60., 70. i 80. Andrzej Oleszczuk stał się pewnego rodzaju mentorem miłośników motocykli amerykańskich w całej Polsce. Na Lubelszczyźnie był powszechnie znany ze względu na swoją aktywność. Lubił dużo jeździć i często, jadąc swoim Harleyem, prowadził np. orszaki weselne.

Tak Andrzeja Oleszczuka wspomina Bartek Wdowicki, miłośnik zabytkowych motocykli: „Andrzeja Oleszczuka poznałem w 1976 roku w lubelskim Automobilklubie, na spotkaniu właścicieli zabytkowych motocykli i samochodów. Andrzej posiadał Harleya-Davidsona z 1927 roku. O swoim motocyklu mógł opowiadać bez końca. Spotykałem się z nim z okazji organizowanych zlotów, a także kilkakrotnie byłem gościem w jego domu, gdzie organizował zloty pod nazwą „Święto Pieczonego Barana”. Był człowiekiem bardzo ciepłym, gościnnym, uczynnym. Wyróżniał się wśród zlotowiczów swoją posturą – był wysokim, potężnym mężczyzną. Niezmordowany w rozmowach, które toczyły się przy ognisku do bladego świtu. Spać szedł ostatni, a pierwszy wstawał. Jestem szczęśliwy, że na swojej drodze spotkałem takiego człowieka jakim był Andrzej.” Andrzej Oleszczuk zmarł 8 lutego 1997 roku w Milejowie.

Ryszard Mazurek, harleyowiec z Białegostoku, to barwna postać w historii motocyklizmu w naszym kraju. Urodził się w 1954 roku. Motocyklami amerykańskimi zaczął jeździć na początku lat 70. Był bardzo otwartym człowiekiem, z którym zawsze można było porozmawiać na różne tematy, niekoniecznie związane z motocyklami. Pełen humoru i dystansu do świat.

Miał bardzo szerokie horyzonty. Jako pierwszy w Polsce zaczął jeździć motocyklem w stanie oryginalnym – wyciągnął gdzieś ze stodoły starego, zaniedbanego Harleya-Davidsona WLA, zrobił w nim mechanikę i bez żadnej kosmetyki karoserii jeździł tak latami. Ten motocykl stał się znakiem rozpoznawczym Mazurka. Wszyscy wówczas szpachlowali, lakierowali, chromowali, polerowali, a Mazurek jeździł odrapańcem. Dziś na wystawach motocykli widać, że ten styl staje się coraz popularniejszy, przy czym obecnie motocykle są specjalnie postarzane. Młodsi mówią, że to nowa moda rodem z USA. Ja twierdzę, że takie rzeczy były już u nas w latach 80. za sprawą Ryśka Mazurka.

Był zawsze związany z motoryzacją. Wśród różnych interesów, którymi się przez lata zajmował, trochę handlował motocyklami, trochę je naprawiał. Na początku lat 90. przez jego ręce przeszło sporo bardzo ciekawych motocykli, które przywieziono do nas zza wschodniej granicy, np. Henderson czy Harley-Davidson XA. Ryszard Mazurek zmarł 13 października 2011 roku w Białymstoku.

KOMENTARZE

REKLAMA