DKW NZ 350-1 zobaczyłem z bliska po raz pierwszy wiosną 1945 r. Ta prosta i skromna maszyna pozostała mi w pamięci.

Motocyklem tym po wojnie przyjeżdżał do Książnic (koło Grodziska Mazowieckiego) znajomy ojca. Gdy dostrzegł, że interesuję się jego maszyną, zabrał mnie na przejażdżkę. Było to dla mnie, wówczas ośmioletniego chłopca, ogromne przeżycie. Z czasem „Sahara” stała się przedmiotem moich „dorosłych” marzeń.

Gdy w 1968 r. dowiedziałem się, że mieszkaniec wsi Konin Żagański (obecnie woj. lubuskie) chce sprzedać „dużą dekawkę”, natychmiast tam pojechałem. Na miejscu zamiast „saharki” ujrzałem czerwono-szarego potwora. Obudowa z blachy zakrywała wszystko, oprócz cylindra z głowicą, kierownicy, siedzeń i kół. Dopełnieniem koszmaru były iżowskie teleskopy i suwaki.

Na szczęście, pod blachami znajdowała się oryginalna rama z fabryczną tabliczką znamionową i również oryginalny, sprawny silnik z osprzętem. Kupiłem to monstrum z nadzieją na odbudowę. Najpierw dotarłem do poprzedniego właściciela – wytwórcy pancerza – i odzyskałem oryginalne zawieszenie (trapez i trójkąty), których jeszcze nie zdążył zawieźć do punktu skupu złomu.

Później, poszukując kilku brakujących, drobnych elementów, spotkałem się z pierwszym, polskim posiadaczem motocykla. Opowiedział mi wojenną historię swoją i „saharki”. Był żołnierzem Armii Krajowej. W sierpniu 1944 r. znalazł się w Puszczy Kampinoskiej, w zgrupowaniu przygotowującym się do udzielenia pomocy walczącej, powstańczej Warszawie. Głównym siłom partyzanckim nie udało się przebić do miasta. Zgrupowanie pozostało więc w puszczy, rozbijając znajdujące się tam jednostki niemieckie. W ten sposób zdobyto kilkadziesiąt samochodów i motocykli, m. in. „saharkę” będącą bohaterem tej opowieści. W końcu września Niemcy wprowadzili do walki nowe, uzbrojone w broń ciężką oddziały. Partyzanci zostali zmuszeni do wycofania się z puszczy. Wówczas mój rozmówca zamelinował motocykl w jakiejś puszczańskiej wsi (nazwy nie zapamiętałem). Przeżył pogrom oddziałów partyzanckich pod Jaktorowem i uniknął powojennych represji bezpieki.

W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych odzyskał swoją zdobycz. Motocykl przewiózł do Wielkopolski, zalegalizował i sprzedał. Po kolejnych zmianach właścicieli „saharka” znalazła się w Lubsku, a później w pobliskim Koninie Żagańskim. Historia ta związała mnie jeszcze bardziej z motocyklem. Nie miałem jednak czasu i pieniędzy na jego kompleksową odbudowę. Ograniczyłem się do minimum. Użytkowałem go przez wiele lat, nawet na dłuższych trasach (300 – 500 km). Sprawował się bardzo dobrze. Jedyna poważniejsza naprawa to wymiana wału korbowego.

Do względnie (choć nie do końca) oryginalnego stanu doprowadziłem go dopiero w 2002 r. Motocykl ma dla mnie wielką wartość historyczną i uczuciową. Jest świadectwem czynu zbrojnego Armii Krajowej. W widocznym miejscu umieściłem mosiężną tabliczkę z napisem informującym o jego pochodzeniu.

Oglądającym motocykl, zazwyczaj młodym ludziom, zaintrygowanym tabliczką, udzielam króciutkiej lekcji historii. Poczytuję to sobie za drobny wkład w upowszechnianie wiedzy o AK i Powstaniu Warszawskim, a także wyraz pamięci o członkach mojej rodziny i kilku kolegach, zaledwie o parę lat ode mnie starszych, którzy „poszli do Powstania” i już nie wrócili.

KOMENTARZE

REKLAMA