Trudno znaleźć bardziej wyjątkową imprezę sportów motorowych, niż Rajd Dakar. Od ponad 40 lat kierowcy wszelkiej maści pojazdów terenowych przez dwa tygodnie, a czasem nawet dłużej, walczą o chwałę lub przetrwanie na morderczej, pustynnej trasie. Tegoroczny rajd, choć zupełnie inny od poprzednich, nie zawiódł oczekiwań fanów. 

Organizatorzy od oficjalnego ogłoszenia przebiegu tegorocznej trasy nie mieli spokojnej głowy. Zewsząd spływała na nich fala krytyki za to, w jakiej formie zdecydowali przeprowadzić edycję 2019. Wszystkie kraje poza Peru wycofały się z organizacji.


REKLAMA

 

To zrodziło pierwszy zgrzyt, bo nigdy nie było sytuacji, żeby cała impreza odbywała się w granicach jednego państwa. To nie zapowiadało ani długiego, ani ciężkiego, a tym bardziej emocjonującego rajdu. Długi nie był, fakt, bowiem była to najkrótsza w dziejach edycja – 10 dni i nieco ponad 5500 km, jednak nie można się zgodzić, że organizatorom nie udało się wytyczyć trasy, zapewniającej trzymającą w napięciu rywalizacje. W stawce z dnia na dzień robiło się gęściej, a zawodników z czołówki często dzieliło kilka, kilkanaście sekund. Jak rzadko kiedy, trudno było obstawić zwycięzcę.

Nieudana detronizacja

Od 18 lat Dakar zwycięża ktoś z zespołu KTM. Z roku na rok Austriacy nie mają łatwiejszego życia, wręcz przeciwnie. Yamaha i Honda mocno napierają, żeby zdetronizować pomarańczową monarchię.

Mocnym akcentem zaczęła Honda, w której szeregach jechał Joan Barreda. Pierwszy etap i od razu zwycięstwo. Jego kolega z zespołu – Ricky Brabec – zamknął tego dnia pierwszą trójkę. Barreda utrzymał się na pozycji lidera tylko do mglistego i pełnego fesh-feshu trzeciego etapu przez jedne z najwyższych wydm na świecie. Hiszpan, po tym jak utknął na dnie piaszczystej niecki, musiał wezwać helikopter i wycofać się z rajdu. Trzydniowe szczęście Hondy przerwał Pablo Quintanilla na Husqvarnie, który odebrał „czerwonym” prowadzenie. Tylko na chwilę, bo już następnego dnia Ricky Brabec wszedł na pozycję lidera i utrzymywał się na niej aż do 8. etapu, na którym musiał wycofać się przez awarię silnika. Taki sam pech dopadł go w zeszłym roku. W ekipie Hondy pozostali jeszcze, Jose Ignacio Cornejo Florimo, Kevin Benavides i Paulo Goncalves, ale nie byli oni w stanie pociągnąć zespołu na czołowe pozycje. Zwłaszcza, że Paulo Goncalves wystartował raptem miesiąc po wycięciu trzustki.

Dobry moment KTM

Zawodnicy KTM z dnia na dzień wspinali się na kolejne pozycje w klasyfikacji generalnej. Jakby czekali, aż pech wymiksuje przeciwników z rywalizacji. To się chyba nazywa doświadczenie i dopracowana strategia.

Dakar Rally 2019: Stage Seven

Gdy odpadł Brabec, na jego miejsce wszedł Toby Price – jeden z największych bohaterów tegorocznego rajdu. Nie od dziś wiemy, że Toby to prawdziwa maszyna na motocyklu. Niestety, tak samo jak zwycięstwa, lgną do niego kontuzje. Nieraz wygrywał rajdy enduro czy pustynne sprinty z kontuzjami. Zdarzyło mu się jechać po złoto z dziurawą stopą, złamaną kostką czy połamanymi żebrami. Tym razem ruszył na Dakar nie dalej jak miesiąc po złamaniu nadgarstka.

Z odcinka na odcinek kontuzja się odnawiała i sam przyznał, że cudem jest w ogóle wystartowanie w tym roku. Zacisnąwszy zęby, z ortezą na nadgarstku, Australijczyk dowiózł pozycję lidera do mety. Za nim uplasowali się jego zespołowi koledzy – Sam Sunderland i Matthias Walkner. KTM pozostał królem pustyni.

Na motocyklach tej marki startowali też Adam Tomiczek i Maciej Giemza z Orlen Teamu. Obaj jechali równo i konsekwentnie pieli się w generalce. Niestety na 8. etapie awaria zakończyła marzenia Maćka o dojechaniu do mety w pierwszej piętnastce. Pech tym razem ominął Adama Tomiczka, który zrewanżował się po zeszłorocznym Dakarze (zmogło go wtedy zapalenie płuc) i dojechał na 16. pozycji!

Pech dopadał każdego

W tym roku trasa składała w 70% z piaszczystych odcinków, na których nie brakuje fesh-feshu. A ten wciska się w każdy zakamarek maszyn i jest bezlitosny dla każdego podzespołu. Można podejrzewać, że to była częściowa przyczyna awarii, która wykluczyła nie tylko Maćka Giemzę i Rickiego Brabeca, ale i Adriena Van Beverena z Yamahy, który 16 km przed końcem dziewiątego etapu wycofał się z rajdu, gdy jego silnik wyzionął ducha.

Pecha miał także Pablo Quintanilla. Chilijczyk, jadący na Husqvarnie, był bliski zwycięstwa. Zapewniłby je sobie, wygrywając ostatni odcinek, ale zgubiła go niecierpliwość. Na ostatnich kilometrach zeskoczył z wydmy na płaskie podłoże, co okazało się za dużym wyzwaniem dla zawieszenia i jego samego. Efekt? Złamana noga i 20-minutowa strata, która pozbawiła go pierwszego miejsca. Strata, bo Pablo dojechał do mety samodzielnie, kończąc imprezę na 4. miejscu! Robi to wrażenie, prawda?

Jednak cóż to znaczy w porównaniu z samym startem Nicoli Duttiego – byłego włoskiego zawodnika, który ma przerwany rdzeń kręgowy. Na co dzień porusza się na wózku, ale dzięki specjalnie dopasowanemu motocyklowi, nadal się ściga. W tym roku zadebiutował na Dakarze. Niestety, musiał zrezygnować po trzecim etapie. Pewnie niejeden w pełni sprawny człowiek miałby problem nawet z jednym odcinkiem!

Krótko, ale intensywnie

Po Rajdzie Dakar 2019 nikt nie spodziewał się wielkich emocji, a tymczasem dostaliśmy ich całe tony. Mniejsza liczba etapów sprawiła, że różnice między zawodnikami były minimalne i walka trwała do samego końca. Pewnego zwycięzcy nie dało się wskazać aż do upadku Quintanilli na ostatnim etapie. Przez całe 10 dni mieliśmy przetasowania w stawce. I dawno nie było tak blisko do detronizacji KTM-a. Po 18 latach dominacji, byłoby to przecież szczególne wydarzenie. Niemniej, Toby Price zasłużenie zwyciężył.

Brawa należą się także organizatorom za to, że udało im się zrobić imprezę, dorównującą poprzednim edycjom, choć do dyspozycji mieli znacznie mniejszy obszar. Jak będzie wyglądać przyszłoroczny Dakar? Czy ogromne przestrzenie Arabii Saudyjskiej pozwolą rozwinąć skrzydła niektórym zawodnikom? O tym przekonamy się już dzisiaj. Bo właśnie dzisiaj o godzinie 15.00 rozpocznie się specjalna konferencja prasowa dot. kolejnej edycji Dakaru!

WIęcej o Dakarze w Arabii Saudyjskiej

Wyniki Dakar Rally 2019

1. Toby Price (KTM)
2. Matthias Walkner (KTM)
3. Sam Sunderland (KTM)
4. Pablo Quintanilla (Husqvarna)
5. Andrew Short (Husqvarna)
16. Adam Tomiczek (KTM)

KOMENTARZE

REKLAMA