fbpx
A password will be e-mailed to you.

Na cztery dni przed końcem Rajdu Dakar, Rafał Sonik odzyskał prowadzenie w klasyfikacji generalnej, zajmując drugie miejsce na ostatnim chilijskim etapie z Iquique do Calamy. Kuba Przygoński otrzymał 55 minut kary i spadł na 35 miejsce.

Kapitan Poland National Team był na mecie wściekły.


REKLAMA

– Jestem zagotowany! Mój rezultat mógł być o przynajmniej 40 minut lepszy. Gdybym tylko nie musiał prowadzić quada zębami

Liczący 450 km odcinek specjalny miał być dla quadowców i motocyklistów ”odpoczynkiem„ przed kolejnym etapem maratońskim. I rzeczywiście, pierwszą partię Rafał Sonik wspomina bardzo dobrze.

– Miałem ogromną przyjemność z jazdy. Atakama jest jedną z najbrzydszych pustyń świata, ale dzisiejsze wydmy były naprawdę piękne. Pomyślałem: ”oby tak było do końca – wreszcie porządny dakarowy odcinek„. W tym samym momencie wszystko zaczęło się psuć. Ostatnie 200 km do mety to była tragedia – relacjonował krakowianin.

Awarie, które posypały się jedna za drugą, niejednego doprowadziłyby na skraj wyczerpania nerwowego.

– Najpierw odkręcił mi się bak, potem padła elektryka. Nie miałem przewijarki roadbooka, przestała działać pompa paliwowa i quad zaczął zużywać jakieś 20 litrów benzyny na 100 km, więc musiałem stawać. Za pomocą buteleczki o pojemności pół litra i wężyka, ręcznie ściągałem paliwo, przelewając je do górnego zbiornika. Roadbook przewijałem palcami, tak, że aż zrobiły się sine – wymieniał Sonik.

To wszystko było oczywiście pokłosiem poniedziałkowej jazdy po Salar de Uyuni.

– Jaki normalny człowiek wjedzie swoim samochodem, motocyklem, czy quadem do 90-procentowego roztworu soli? Nikt kto ma mózg tego nie zrobi! Ściganie się w solance, to jest chory pomysł – grzmiał quadowiec.

Emocjom kapitana rajdowej reprezentacji Polski trudno się dziwić, bo z powodu zawodzącego sprzętu stracił sporo czasu.


REKLAMA



REKLAMA


– Mogłem być o 40 minut szybciej na mecie, ale bak, który się odkręcił trzymałem kolanami, lewą ręką kręciłem roadbookiem, a prawą trzymałem na niestykających klemach i kablach przy akumulatorze. Kierowałem zębami – ironizował rajdowiec.

W tych warunkach rezultat, który osiągnął ”SuperSonik„ robi wrażenie. Drugi czas na mecie dał mu 11-minutową przewagę nad czwartym tego dnia Ignacio Casale, a tym samym powrót na pozycję lidera. Przewaga Polaka wynosi jednak zaledwie 4 minuty, więc przez najbliższe cztery dni będzie musiał z uwagą odpierać ataki Chilijczyka.

Kuba Przygoński jechał niezłym tempem i mógł być z siebie zadowolony, jednak 55 minut kary zepchnęło go na 35 miejsce na dzisiejszym etapie.

– W pewnym momencie zabłądziłem jadąc w strasznym kurzu wzniecanym przez kilku zawodników. Przez to ominąłem jeden waypoint, za co dostałem karę. Podobno siedmiu innych zawodników też nie znalazło tego punktu – powiedział Kuba Przygoński. – Dzisiejszy odcinek był bardzo nieprzyjemny. Jechaliśmy starą dakarową trasą, która ma za sobą chyba już trzy edycje tego rajdu i jest bardzo zniszczona. Mnóstwo dziur i kamieni.

Stawkę motocyklistów przyprowadził do mety Helder Rodriguez przed Pablo Goncalvesem i Markiem Comą.

KOMENTARZE


REKLAMA