Po wczorajszym, piątym etapie Rajdu Dakar nastąpiło wielkie zamieszanie. Kuba Przygoński, który dojechał na metę jako trzeci, został sklasyfikowany na 20 miejscu. Kuba stracił, ale inni skorzystali.

Wielu zawodników złożyło protesty po czwartym etapie. Jeden z fragmentów trasy źle opisano w roadbookach (ulewne deszcze spowodowały zmiany na trasie, a organizatorzy nie zaktualizowali opisów). Sędziowie zdecydowali się anulować straty poniesione w tym miejscu przez zawodników, co uwzględniono w wynikach piątego etapu. Dlatego właśnie motocyklista Orlen Team, Kuba Przygoński spadł z trzeciego na 20 miejsce w wynikach etapowych. Przetasowania były spore również z powodu drugiej decyzji sędziów, którzy ukarali wielu zawodników za ominięcie jednego z punktów kontrolnych na piątym etapie. Dodatkową godzinę otrzymał m.in. jeden z faworytów Cyril Despres. Dzięki tym decyzjom w klasyfikacji generalnej Kuba awansował na 7 miejsce.


REKLAMA

Motocykliści rywalizowali wyłącznie na jednej z dwóch zaplanowanych części odcinka specjalnego. Po 211 kilometrze, ze względów bezpieczeństwa, organizator zdecydował się przerwać próbę z pomiarem czasu. Wygrał Marc Coma, który na metę przyjechał 12’54 przed Jordim Viladoms’em, Kuba Przygoński był 22’45 wolniejszy od lidera.

– To był kolejny, niesamowicie fizyczny etap. Przez ponad 100 kilometrów jechaliśmy po camel grassi’e (kępkach bardzo twardej trawy). W tej partii nie dało się zbytnio rozpędzić motocykla, a podłoże cały czas wybijało maszynę w powietrze. Ciężko było się utrzymać w siodle. Zacisnąłem tam jednak zęby i wykręciłem naprawdę dobry czas. Później wjechaliśmy w niezwykle trudny nawigacyjnie teren biegnący w rzekach. Tam również udało mi się nie zgubić trasy i w efekcie kończę w ścisłej czołówce. Rywalizacja daje się nam już we znaki, wszyscy czujemy, że rajd jest ekstremalnie trudny, ale ja lubię takie warunki. Właśnie wtedy wykorzystuję swoje atuty i buduję przewagę – powiedział Kuba Przygoński.

Dla Rafała Sonika to był fatalny etap. Odzyskał wprawdzie 23 minuty za błądzenie na czwartym, ale na piątym znalazł się wśród zawodników, którym doliczono godzinną karę za ominięcie punktu kontrolnego.

– To jest najgorzej zrobiony roadbook, na jakim kiedykolwiek jechałem – emocjonował się po dotarciu na biwak quadowiec. – Wczoraj też była tragedia i po złożeniu protestu oddano nam czas, który straciliśmy w fatalnie oznakowanym miejscu. Dziś znów wszyscy krążyli i jestem pewny, że posypią się kolejne protesty.

Ostatecznie po odliczeniu minut za czwarty etap i doliczeniu kary Rafał Sonik zajął 8 etapowe miejsce. W klasyfikacji quadowców nadal jednak zajmuje znakomitą trzecią pozycję z niewielkimi stratami do rywali.

Znakomicie pojechali też kierowcy samochodów Orlen Team. Adam Małysz i Rafał Marton dojechali na metę etapu na 8 miejscu, a Marek Dąbrowski i Jacek Czachor na 9. Jednak po podliczeniu kar i odzyskanych minut zostali sklasyfikowani na 5 i 6. Ten sukces przełożył się również na awans w klasyfikacji generalnej – załoga Dąbrowski, Czachor zajmuje teraz 7 miejsce, a Małysz, Marton – 11. Krzysztof Hołowczyc miał mniej szczęścia i w wynikach etapu zajął 18 miejsce. W generalce spadł na 10.

KOMENTARZE

REKLAMA