fbpx
A password will be e-mailed to you.

Z wywrotką trzeba się liczyć. Jednak nie każda gleba musi kończyć się masakrą motocykla.

Warto zabezpieczyć siebie, ale dobrze jest też zadbać o pojazd. Crash pady to niezły pomysł na to, by skutecznie i efektownie zatroszczyć się o motocykl. Dostałam zestaw crash padów pod choinkę i zamontowałam na wiosnę  mówi Agnieszka ze Śliwic pod Wrocławiem.  Kilka tygodni później jakiś facet zajechał mi drogę i zaliczyłam dwudziestometrowy ślizg po asfalcie. Pady nieźle się sprawdziły. Zaoszczędziłam sporo pieniędzy. Zarysował się tylko tłumik. Jeszcze jakiś czas temu pomysł zamontowania „zderzaków” czy „odbojników” był raczej niepotrzebną ekstrawagancją lub asekuranctwem. Wystające z boku elementy były dobre dla nowicjuszy. Teraz sposób myślenia zmienił się. Lepiej wydać dwieście czy trzysta złotych zamiast czekać w serwisie na nową owiewkę, za którą importerzy żądają niecnych sum. Na polskim rynku mamy więc dużo tego typu produktów z różnych źródeł. Pojawiła się polska nazwa: ślizgacze zabezpieczające.

Żeby tylko były

Crash pady można podzielić na te, które mocowane są na pojedynczej śrubie, i na te o bardziej zaawansowanej konstrukcji. Pierwsze rozwiązanie ma dużą wadę. Przy upadku pojedyncza śruba bierze na siebie całą energię uderzenia o asfalt. Rozwiązanie sprawdza się w przypadku delikatnej, parkingowej gleby. Jeśli rozpędzona dwustukilowa maszyna oprze się o asfalt, zbyt długa śruba przeniesie całe napięcie na oryginalne części motocykla: ramę i blok silnika. Owiewki i chromy mogły być uratowane, ale zniszczenia gwintów i mocowań wewnątrz konstrukcji motocykla będą nieodwracalne. W dodatku plastikowe rurki, z których wykonane były crash pady, wyłamią się i nie spełnią swojej roli. Zamiast prostych elementów z tworzywa sztucznego, których jedynymi funkcjami jest to, że są, straszą z boków motocykla i można wydać na nie pieniądze, na rynku pojawiły się przemyślane rozwiązania konstrukcyjne. Ich przewaga polega na tym, że rzeczywiście służą ochronie motocykla.

Chińczyk nie chroni

Wydaje się, że crash pad można zrobić w domowym warsztacie, z pomocą kawałka rury i paru śrub. Pewnie można, być może nawet uda się znaleźć odpowiednie śruby, ale radość z własnej produkcji potrwa najpewniej do pierwszego testu. Można też dać zarobić Chińczykom. Wydaje się jakieś 200 złotych na bazarze lub w sklepie, w zamian dostajemy produkt „no name”  kawał plastiku albo aluminium w jaskrawym kolorze, na jednej śrubie. Jeśli producent zabezpieczeń decyduje się wziąć odpowiedzialność za mój motocykl, to wolałbym chociaż znać markę, którą się posługuje. Można zaopatrzyć się w pady w markecie Louis podczas wypadu do Berlina albo kupić rodzimy sprzęt 4Ride w Inter Carsie. To raczej rozwiązania dla oszczędnych. Na przeciwnym biegunie są bardzo drogie firmowe pady oznaczane logotypem producentów motocykli. Kosztują prawie tyle, co nowa owiewka. Warto się zastanowić. Nieco tańsze są zabezpieczenia LSL i PUIG. To niezły sprzęt renomowanych firm europejskich, dobrze wygląda, jest kolorowy i wykonany z dobrej jakości tworzywa sztucznego, chociaż często mocowany bezpośrednio na jednej śrubie. Od lat niezmieniane wzory nudzą się. Na tym tle dobrze prezentują się produkty polskich firm: Zipser i WometTech. Wydasz na nie pomiędzy 200 a 300 złotych.

Wygięcie kontrolowane

Ciekawy pomysł Zipsera polega na zastosowaniu krótkiego ślizgacza z tworzywa wzmocnionego aluminiowym rdzeniem zamiast długiej, pustej w środku, plastikowej rurki. Cały pad ma dwustopniową konstrukcję i powstaje z materiałów o zróżnicowanej wytrzymałości. Podczas ślizgu po twardej nawierzchni pierwsze wyginają się słabsze, zewnętrzne elementy absorbując całą energię uderzenia. Mocowania do ramy motocykla są wykonane z elementów o większej sztywności i pozostają nietknięte. Rzecz ochrzczono mianem „stref kontrolowanego zgięcia”. Takie crash pady zginają się dokładnie tam, gdzie powinny. W ten sposób napięcia nie są przenoszone na ramę motocykla i blok silnika. Polskie crash pady, podobnie jak zachodnie, wykonane są z aluminium i konstrukcyjnego tworzywa sztucznego. Mają ciekawsze wzornictwo. Pozbawione są wiecznie wypadających zaślepek z podrabianymi logotypami. Zamiast tego widać stalową, masywną śrubę mocującą.

Odpowiednie dopasowanie

Zestawy crash padów są zawsze dobierane do konkretnych modeli motocykli. Na rynku pojawiają się pady „uniwersalne”, ale równie dobrze można przylepić do owiewki klocek drewna. Wytrzymałość śruby mocującej powinna być tak dobrana, by gwint w ramie motocykla nie wyłamał się nawet wtedy, kiedy ślizgający się pojazd uderzy w krawężnik. Crash pady i dodatkowe zabezpieczenia dodają maszynie sportowego charakteru  mówi właściciel salonu motocyklowego na Dolnym Śląsku.  To stosunkowo tani, wymienny element. Zestaw padów jest tańszy od części zamiennych, które można stracić po szlifie.

Przygotowanie motocykla do zimy

Single w odwrocie

KOMENTARZE