Nazwa „Iron” może sugerować, że w obuwiu zastosowano np. metalowe podkucia czy wzmocnienia. Niestety, nie w tym przypadku. Miejsca newralgiczne wzmocniono wkładkami z tworzyw sztucznych. Reszta to impregnowana skóra wołowa, z tym że naprawdę fajnej jakości.

Po całym sezonie męczenia, poza kilkoma ryskami w miejscu styku z dźwignią biegów, nie widać żadnych uszczerbków. Nawet połysk utrzymują, choć nie widać tego na powyższym zdjęciu. Było zrobione po jeździe w deszczu, więc zostało na nich trochę śladów walki z aurą – zwycięskiej swoją drogą.


REKLAMA

Dają radę nawet w deszczu

„Iron” w razie takich sytuacji ma na podorędziu membranę wodo- i wiatroszczelną. Niestety, nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, co to za membrana. Jej nazwę widziałem pierwszy i ostatni raz na metce w pudełku, a i producent nie chwali się nią specjalnie. Dziwne, bo nie ma się czego wstydzić. Po półgodzinnej jeździe w deszczu zazwyczaj stopa pozostaje sucha. W nawałnicach czy po długiej jeździe w deszczu oczywiście membrana „klęka”, ale i tak jestem mile zaskoczony, jak trampki mogą sobie radzić z wodą.

Trampki Stylmartin Iron

Przy wiosennych temperaturach, czyli +/- 25°C, wewnątrz nie robi się kałuża. Oczywiście cudów nie ma. Jeśli słońce przygrzeje, to brak wentylacji daje się we znaki, ale to chyba oczywiste.

Mniej oczywista jest cena, jaką trzeba za te buty zapłacić. 840 zł to sporo jak na trampki, ale nie można powiedzieć, że to „rozbój”. Pomijając już zalety membrany, sam komfort noszenia jest świetny. Żadnych punktów, w których coś by uwierało czy obcierało. Duża w tym zasługa przemyślanego kroju i solidnych materiałów. Dzięki temu but nie stracił kształtu, nic się nie przetarło, a wzmocnienia pozostają sztywne i na swoim miejscu. Dla mnie to zdecydowanie jedne z najfajniejszych trampek na rynku, zwłaszcza na początki i końcówki sezonu! Więcej informacji: www.stylmartin.pl.

Cena: 840 zł

KOMENTARZE


REKLAMA