fbpx
A password will be e-mailed to you.

Zacznijmy od końca, Twoja podróż zakończyła się niezbyt pomyślnie, miałeś wypadek. Możesz nam powiedzieć coś więcej o tym zajściu? Szczerze przyznamy, że zadrżeliśmy kiedy o tym usłyszeliśmy. Rok w podróży, tyle miejsc odwiedzonych i nagle bach – koniec. No tak, to było fatalne, wypadki chodzą po ludziach, a mnie niefart dopadł w Kanadzie i z […]

Zacznijmy od końca, Twoja podróż zakończyła się niezbyt pomyślnie, miałeś wypadek. Możesz nam powiedzieć coś więcej o tym zajściu? Szczerze przyznamy, że zadrżeliśmy kiedy o tym usłyszeliśmy. Rok w podróży, tyle miejsc odwiedzonych i nagle bach – koniec.

No tak, to było fatalne, wypadki chodzą po ludziach, a mnie niefart dopadł w Kanadzie i z dwojga złego dobrze, że akurat w tym kraju, a nie na przykład w Afganistanie. Wcześniej miałem problem techniczny ze skuterem i stałem już od paru tygodni, nikt nie umiał go naprawić, a ja chciałem wreszcie ruszyć, w końcu się udało.

Wyjechałem z Calgary. Zdążyłem przejechać 10. kilometrów kiedy nagle potrącił mnie samochód. Uderzył w tył Papaka. Kierowca zbiegł z miejsca wypadku. Pomoc wezwał pasażer winowajcy – dobrze, że ten nie uciekł. Chwile później przyjechała policja, a po paru minutach przyleciał helikopter i zabrał mnie do szpitala. Kierowcę ujęto po 24 godzinach, odnalazł go pies tropiący. Kanadyjczycy zajęli się mną i pomogli z większością problemów. Niestety Papak poległ.

A Co z Twoim zdrowiem? Z tego co wiemy do szpitala dotarłeś z paskudnymi złamaniami…

Leczenie trwa nadal – rokowania nie są przyjemne, po ok. 3. miesiącach od operacji, wdarło się zakażenie.Trafiłem do najlepszej polskiej kliniki w Otwocku. Tam oczyścili mi ranę i założyli taką specjalną stalową konstrukcje. Będę ją nosił jeszcze 8 miesięcy. Powrót na trasę na razie jest niemożliwy.

Wróciłeś do Polski dosyć szybko po wypadku. Wyszedłeś ze szpitala na własną prośbę?

Nie. Firma ubezpieczeniowa w której byłem ubezpieczony, po operacji wysłała mnie do Polski na dalsze leczenie. Taka rada ode mnie, musicie pamiętać o wykupieniu ubezpieczenia przed każdym wyjazdem, bez znaczenia, gdzie chcielibyście się wybrać i na jaki czas. 10 dni leczenia w Kanadzie kosztowało ok. 300 000 zł. Bez sensu jest ryzykować.

Kiedy powrót?

Buduje nowego Papaka i wracam tam, gdzie miałem nieszczęście zakończyć. Chcę ukończyć podróż dookoła świata na 50 ccm. Niestety moja wyprawa została odroczona na pewno na rok, ale wszystko zależy od zdrowia, jeśli tylko będę w jakiś sposób sprawny wracam!

Cofnijmy się w jeszcze do czasów podróży po Azji, które miejsce wspominasz najlepiej?

Trudno jest wprost powiedzieć o jednym miejscu – to przecież rok podróży. Sytuacji i miejsc były dziesiątki jeżeli nie setki. W głowie utkwiła mi szczególnie jedna. Przeprawa przez #PamirHighway w Tadżykistanie i  Kirgistanie, to trasa na ponad 4 tys.m.n.p.m! W trakcie podjazdu pod górę, skuter odmówił posłuszeństwa i przestał jechać. Pchałem go ile miałem sił – kilometr, dwa, dziesięć, sam już nie pamiętam. Brak powietrza na tej wysokości dawał się we znaki. To była dramatyczna walka. 

Czy dobrze rozumiem? Pchałeś obładowany skuter na ponad czterech tysiącach metrów?

Tak, nie miałem wyboru. Dookoła, w obrębie 100, 150 kilometrów nie było nic. Po prostu pustynia. W końcu totalnie opadłem z sił, rozstawiłem namiot na boku drogi. Kolejnego dnia rano miałem jedynie 1 litr wody. Na długo to nie wystarcza. Sytuacja była patowa. Przejeżdżające auta są tam rzadkością i wiesz… jeżeli ktoś Ci nie pomoże, sytuacja ze słabej może szybko się zmienić w dramatyczną.
Miałem szczęście – zatrzymali się jacyś ludzie.  Zaoferowali pomoc i pociągnęli mnie jakieś 10. kilometrów, to był dokładnie ten podjazd, który próbowałem sforsować. Okazało się, że do zabudowań nie było już tak daleko. Po chwili stałem przed jedynym domem w promieniu 200 kilometrów.
Sytuacja z pchaniem skutera powtarzała się permanentnie. Bywało tak, że więcej pchałem niż jechałem. Wspólnie przeszliśmy dziesiątki kilometrów, straciliśmy na to wiele dni… 

Wróćmy do tej chaty. Przyjęli Cię?

W domu mieszkała rodzina z dwójką dzieci, przyjęli mnie bez wahania. Chata była ekskluzywna. Źródłem energii był prąd z akumulatora i służył jedynie do słuchania radia. Rodzina przyjęła mnie jak swojego, karmili mnie mlekiem z chlebem, i jako gość nawet dostałem chleb z cukrem. To był rarytas – cukier trzymali dla dzieci. Spędziłem tam 2 dni – udało się zaleczyć Papaka. Zostawiłem im wszystko co miałem tzn. rezerwę jedzenia, czyli puszki z mięsem, chciałem podziękować – tyle miałem. Ludzie biedni oddadzą ci wszystko, a nawet więcej. Nasz świat jest zniszczony, tam jest trochę inaczej.

Kiedy jeszcze jechałeś przez Bliski Wschód w prywatnej rozmowie wspominałeś mi o zajściach w Afganistanie, o których wolałbyś zapomnieć. Wtedy nie chciałeś oficjalnie mówić co się stało. Możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Tak, myślę że już mogę powiedzieć co tam się wydarzyło. Zacznijmy jednak od tego, że w ogóle nie chciałem przejeżdżać przez ten kraj z wiadomych przyczyn. Tym bardziej, że w tamtym okresie Talibowie schodzili z gór i terroryzowali okolicę. Przykre to jest bardzo. Nie miałem możliwości objazdu – musiałem przekroczyć granicę.

Zaczęło się jednak bardzo przyjemnie. Szef afgańskiej granicy kiedy usłyszał kim jestem i gdzie jadę, zaprosił mnie na obiad z całą świtą – zastępcą, nadwornym kucharzem i najważniejsze… tłumaczem.

W trakcie obiadu ten sam gość powiedział mi, że droga do miasta Herat jest bardzo „dziurawa”, więc da swoich ludzi, a Ci będą mnie konwojować. Jak powiedział tak zrobił. Ja i mój rumak jechaliśmy z obstawą. Pickup z przodu z czterema żołnierzami w środku i jednym na pace z karabinem maszynowym. Drugi taki sam zestaw jechał za mną. Jechaliśmy w pustynnym słońcu z prędkością 50 km/h. Żołnierze momentami błagali żebym przyspieszył, Papcio jednak odmawiał.

Co się działo dalej? Wspominałeś, że ledwo uciekłeś z tego kraju?

Wreszcie trafiłem do Kabulu. „Zahostowała” mnie Polka, u której miałem miejscówkę. Czułem się jak w domu. Zwiedzałem okolicę i próbowałem zasięgnąć języka. Wiesz, dobre informacje na temat bezpieczeństwa są bardzo cenne. Chciałem się dowiedzieć jak wygląda droga w kierunku północnym, a potem uciec do Uzbekistanu. Zadzwoniłem do polskiej ambasady w Indiach.

Pamiętam, że wspominałeś coś o ofercie w stylu: „nie możesz odmówić”

Konsul poradził mi, abym pojechał do bazy NATO, tam miałem się spotkać z pewnymi ludźmi, agentami – oni mieli powiedzieć mi co i jak. Natychmiast do nich ruszyłem i wreszcie się spotkaliśmy. Po chwili zadzwonił do mnie konsul z propozycją ewakuacji do Indii, stamtąd mógłbym ruszyć dalej. To miała być świetna okazja, było jednak jedno ale… Papak miał zostać w bazie. Nie było szansy żebym się na to zgodził. Wspólnie przejechaliśmy ponad 100 tysięcy kilometrów podczas sześciu wypraw po cały świecie. Nigdy go nie zostawiłem.

Odmówiłeś? Jak więc opuściłeś ten kraj?

To było karkołomne zadanie. Po odmowie, żołnierze wypuścili mnie z bazy NATO. Wróciłem do mojej znajomej. Później rozległ się huk. Na rondzie, którym jechałem – tuż obok miejsca zamieszkania doszło do wybuchu. Na placu protestowali ludzie, w tłum weszło dwóch bandziorów i się wysadzili. Najpierw jeden. Ludzie zaczęli pomagać rannym, w nowy tłum wszedł drugi i też się wysadził. Zginęło wtedy ponad 200 osób.

Byłem już pewny. Musiałem się ewakuować – najszybciej jak się da. Nie chciałem ryzykować jazdy po drogach z polską rejestracją. Zresztą i tak wystarczająco budziłem ciekawość na trasie. Droga na północ była totalnie nieprzejezdna, Talibowie przejęli już ją na dobre, nawet „tambylcy” woleli latać samolotem na północ niż jechać na kołach.

Skuter zapakowałem do autobusu – wiecie, do tego luku bagażowego na dole, wszystkie graty upchałem do kartonów i również wsadziłem do autobusu, a sam, osobno poleciałem samolotem. Przekroczyłem granicę i znalazłem się w dużo bezpieczniejszym miejscu.

Wspominałeś jeszcze o pewnym zajściu w bazie NATO…

Tak, kiedy siedziałem w bazie na spotkaniu z żołnierzami wybuchł alarm, żołnierze kazali mi nigdzie się nie ruszać. Przestraszyłem się, szybko wykonałem telefon do Oli – mojej „hostki”. Streściłem sytuacje, powiedziałem o alarmie. Poprosiłem ją żeby nie przyjeżdżała po mnie, bo nie wiadomo co się dzieje. Ona powiedziała:

To było dla niej tak normalne, jak kupienie nie wiem… bułek w sklepie. Ludzie po czasie przyzwyczajają się do wszystkiego, to jest przerażające!

Już niebawem część druga wywiadu! Przygotujcie się na jeszcze większą dawkę emocji!

KOMENTARZE