fbpx

Nie można chyba zaprzeczyć, że Ducati to jedne z najbardziej wyjątkowych motocykli na rynku. Są charyzmatyczne, piękne, emocjonujące i z pewnością żyje się z nimi inaczej niż z maszynami innych marek. Takie cechy gwarantują, że w relacje z nimi wchodzą prawdziwi zapaleńcy – co było zresztą widać na tegorocznej imprezie polskich Ducatisti – Ducati Baltic Weekend.

Większość zlotów motocyklowych jakich znam polega na rozłożeniu się na polu namiotowym, odstawieniu motocykli na parking/obok namiotu i rozpoczęciu imprezowania przez cały weekend. Oczywiście zależy to od uczestników, ale imprezy, z którymi miałem do czynienia miały właśnie charakter biesiady z motocyklami w tle. Na DBW 2019 oczywiście nie zabrakło biesiady, bowiem już pierwszego dnia po przyjeździe wyruszyliśmy na rejs galeonem po Martwej Wiśle.


REKLAMA

Galeon oczywiście nie był wiekowy tylko współczesny i z silnikami Diesla, ale klimat zachowywał, a na pokładzie był bar, kolacja i pomieścił całe towarzystwo – czyli miał wszystko co trzeba żeby było miło. Początkowo szyłem czarne scenariusze, który z uczestników po dłuższym zasiedzeniu w barze będzie potrzebował wciągnięcia z powrotem na pokład. Na szczęście każdy zachował umiar, no bo przecież nazajutrz mamy Tor Pszczółki na wyłączność – szkoda byłoby przegapić.

Bawiąc uczy, ucząc bawi

W sobotę z samego rana wszyscy rześcy zebrali się żeby jak najszybciej ruszyć na Tor Pszczółki, do którego jechaliśmy z hotelu ok. 5 minut. Tam na placu czekali już nabuzowani na jazdę Ducatisti, których pod skrzydła mieli wziąć instruktorzy z JC Group. Zanim jednak zaczęli śmigać po właściwej nitce, zostali podzieleni na grupy i na dwóch placach ćwiczyli technikę hamowania, prowadzenie wzroku w zakręcie, pozycje i oczywiście byli instruowani o zasadach panujących na torze.

Smutku i znużenia powtarzającymi się ćwiczeniami nie było widać – każdy chciał jak najwięcej wynieść z tych lekcji. Głód jazdy jednak wzrósł w trakcie przerwy obiadowej. Gdy już każdy pochwycił z grilla na co miał ochotę, zespół Ducati Toruń na swoich wyścigowych Panigale V4 i V4R poryczeli trochę podczas pokazowych przejazdów. Co prawda nie są to motocykle na tak małe tory, ale i tak oglądało się to z ciarkami na plecach. Po przerwie, można było w końcu ruszyć na jazdy po torze. Co prawda w niektórych grupach było naprawdę sporo motocyklistów, ale z sesji na sesje czuli się coraz pewniej i nawet w tak dużej grupie jechali całkiem płynnie. Większość z obecnych co prawda doświadczenia torowego nie miała, ale grupy były tak podzielone, że nawet jeśli ktoś przyjechał naprawdę solidnie się wyżyć, to miał ku temu okazję.

Nie tylko tor

Ci, którzy chcieli nieco odsapnąć od jeżdżenia po torze mogli też skorzystać z symulatora wheelie firmy Magnetto, który ponoć najlepiej w Polsce odzwierciedla wrażenia z jazdy na gumie. Do tego organizator wystawił małą strefę serwisową (dla złośliwych – żaden Dukat się nie zepsuł 🙂 ), w której wykwalifikowani specjaliści ze świata motosportu podpowiadali co wymaga przeserwisowania, jak ustawić zawieszenie lub po prostu odpowiadali na wszelkie pytania natury technicznej.

Poza dużymi i mocnymi motocyklami uczestnicy mogli spróbować swoich sił na pitbike’ach – zarówno supermoto jak i crossowych. Zainteresowanie było spore i, zwłaszcza do supermoto, ustawiała się długa kolejka. Tak samo długa kolejka ustawiała się do jazd testowych nowymi Ducati, a w szczególności do V4. Dzień zakończyliśmy wyścigiem pitów na małym torze crossowym, co chyba było najbardziej widowiskowym elementem programu.

Warto było tam być

Przyznam, że wcześniej miałem do czynienia tylko z kilkoma zapalonymi Ducatistami. Darzę ich sporą sympatią, ale po tym jak znalazłem się w sporym gronie entuzjastów marki, stwierdzam, że to jedna z najlepiej funkcjonujących społeczności motocyklowych w Polsce. Pomimo tego, że jest to klub, to zbierają się z czystej zajawki – nie są związani regulaminami, statutami i hierarchią. Wszystko co robią klubowo, robią z pasji i to widać.

Atmosfera panująca na DBW 2019 była wspaniała i czuć było, że nikt nie wyjechał stamtąd niezadowolony. Było po włosku – rodzinnie, radośnie i swobodnie bez nadęcia czy z drugiej strony przaśnych zlotowych zabaw. Zdecydowanie dla takiej społeczności warto zostać Ducatisti i warto być na takich imprezach. Cieszy też fakt, że polski oddział Ducati nie pozostaje obojętny wobec zapału Ducati Klub Polska i wspiera ich w działaniach. Mam nadzieję, że do zobaczenia na kolejnej edycji!

 

KOMENTARZE


REKLAMA

Polecane artykuły
Kask na cruisera, kask na scramblera, kask na skuter, kask…
Bardzo lubię testować motocykle w warunkach, do których zostały stworzone,…