?Teraz już się go nie boję, ale jak go kupiłem, miałem pietra? – mniej więcej takie słowa możecie usłyszeć od każdego właściciela Boss Hossa, jeśli zdobędzie się na szczerość.

Motocyklista przez przypadek

Boss Hoss


REKLAMA

W Toruniu spotkaliśmy jedną z tych szalonych, amerykańskich maszyn i jej zakręconego właściciela. Gdyby przypadkiem ktoś jeszcze nie wiedział, co to takiego ten Boss Hoss, to wyjaśniam: w prostej, rurowej ramie spoczywa potężny, amerykański silnik V8 o pojemności od 4,8 do 9,8 litra (w najbardziej ekstremalnym modelu Donovan). Moc silników waha się od około 300 do 850 KM.

W Europie kogoś, kto chciałby produkować jednośladowe monstra ważące ponad 500 kg, napędzane silnikami tej wielkości, zapewne ubrano by w kaftan bezpieczeństwa, ale w Stanach wszystko jest możliwe i firma Boss Hoss Motorcycles trudni się swym niecnym procederem od początku lat 90.

Jeśli komuś mało, do Boss Hossa oferuje się mnóstwo tuningowych gadżetów, pozwalających podnosić moc wielgachnych silników właściwie bez końca. Oprócz modyfikacji rozrządu i zwiększania stopnia sprężania najbardziej chyba popularnym zabiegiem jest montaż systemu nitro, czyli wtrysku gazu rozweselającego (podtlenku azotu), tak jakby i bez tego w siodle Bossa nie było wesoło.

Okazuje się, że nie tylko w Ameryce, ale również na Starym Kontynencie nie brak entuzjastów tych kuriozalnych maszyn. Największą popularnością Boss Hossy cieszą się w Niemczech i w Skandynawii, czyli tam, gdzie miłośnicy jednośladowych emocji, oprócz zamiłowania do stalowych wierzchowców, mogą się jeszcze wykazać odpowiednią ilością zer na koncie. Boss Hossy bowiem nie zaliczają się do tanich zabawek, a części customowe do tych gigacruiserów są dużo droższe niż analogiczne części do Harleya.

Marcel, właściciel motocykla, który prezentujemy, wyjechał z Polski pod koniec lat 90. i osiadł w Sztokholmie, gdzie prowadzi własną firmę. Nigdy nie był szczególnym fanatykiem motocykli. Po wyjeździe do Szwecji stał się posiadaczem Harleya Road Kinga, którym jeździ do dziś. Kupił go właściwie przez przypadek. Przyjechał do Polski, bo ktoś oferował dużą, morską łódź motorową. Na miejscu jednak okazało się, że łódź została już sprzedana, ale do wzięcia jest jeszcze Harley, więc żeby nie wracać z pustymi rękami, Marcel zdecydował się na motocykl. Mogłoby się wydawać, że Harley szybko ponownie zmieni właściciela, ale nie. Marcel zaczął nim jeździć i najwyraźniej złapał bakcyla, bo nie tylko pozostał wierny swej maszynie, ale również zadbał o jej indywidualny wizerunek poprzez customowe malowanie, wykonane przez Piotra Parczewskiego z Elbląga.

Ponad 400 koni

Boss Hoss

Jakieś trzy lata temu, będąc na jednym ze zlotów motocyklowych w Skandynawii, Marcel zobaczył Boss Hossa i widok ten zrobił na nim duże wrażenie. Właściciel motocykla pozwolił mu dosiąść maszyny i odpalić silnik. To wystarczyło, by pod czaszką naszego bohatera wyświetlił się napis: „muszę go mieć!”.

Nie minęło wiele czasu i w garażu stanął motocykl napędzany silnikiem od Chevroleta Corvette. Jest to model z 2004 roku. Ponieważ zimy w Szwecji są długie, więc jasne było, że Boss nie zdoła zachować swej pierwotnej postaci.

Motocykl jest już u Marcela trzy lata i przez cały czas wprowadzane są zmiany. Zaczęło się niewinnie, od przycięcia tylnego błotnika i przeniesienia tablicy rejestracyjnej wraz z tylną lampą na bok.

Podczas pierwszej wizyty na Bossie w Polsce padła elektryka. Motocykl miał wówczas zdemontowany tylny błotnik (został w Szwecji, bo czekał na malowanie) i podczas deszczu cała woda szła w kable. Będąc w Toruniu, dzięki wspólnym znajomym, Marcel trafił do Sid Garażu. Tu nie tylko zajęli się Boss Hossem. Szybko okazało się, że Sid, Barry (właściciele Sid Garażu) i Marcel nadają na tych samych falach, więc ilekroć jest w kraju, zawsze odwiedza załogę z Torunia.

Podczas kolejnej zimy prace przy customizingu Bossa postępowały. Marcel poznał w Szwecji Klausa, który jest zapalonym entuzjastą tych amerykańskich mastodontów. Korzystając z jego kontaktów i wiedzy, posunął się w przeróbkach swojego motocykla dość daleko.

Przede wszystkim maszyna dostała nowe koła, które zamówiono w Anglii. Różnią się one znacznie od standardowych. Średnica tylnego urosła z 16 do 17 cali, a szerokość opony z 230 do 330 mm. Przednia felga ma średnicę 18 cali, więc również jest o jeden cal większa, niż w standardzie. Szerokość opony pozostawiono bez zmian. Customowe koła przyszły oczywiście w komplecie z tarczami hamulcowymi i tylnym kołem pasowym.

Radykalne poszerzenie tylnego koła pociągnęło za sobą konieczność zmiany całej, tylnej części karoserii. Tylny błotnik i inne elementy pochodzą od amerykańskich producentów (głównie Boss Hoss Concepts). Amerykańskie jest również siodło Mustang, ale zostało obszyte skórą w Polsce. Tylne amortyzatory to Air Ride, więc tył Bossa można podnosić i opuszczać pneumatycznie.

Fot. Lech Wangin

Boss HossFot. Lech Wangin

Jeszcze więcej mocy

Boss Hoss

Zmiany pojawiły się również z przodu. Półki umożliwiające zwiększenie kąta pochylenia widelca bez ruszania ramy pochodzą z amerykańskiej firmy Chopper City. Tuningiem silnika zajął się już poprzedni właściciel, montując między innymi ostry wałek rozrządu firmy Scorpions Racing. Marcel ograniczył się do montażu filtra powietrza K&N i wymiany układu wydechowego. Dzięki tym zabiegom silnik ma prawdopodobnie ponad 400 KM. Całość zdobi wiele chromowanych detali oraz customowe malowanie, wykonane przez Piotra Parczewskiego.

Fot. Lech Wangin

Boss HossFot. Lech Wangin

Podczas ubiegłorocznych wojaży po Polsce w Bossie nawaliła skrzynia i Marcel musiał przejechać czterysta kilometrów tylko na jednym z dwóch biegów. Maszyna spaliła wtedy tylko trochę mniej paliwa, niż startujący prom kosmiczny. Naprawą i tym razem niezawodnie zajęła się załoga z Torunia.

Mimo kilku technicznych problemów, jakie pojawiły się podczas eksploatacji motocykla, Marcel bardzo polubił swą maszynę. Dźwięk widlastej ósemki i przyspieszenia, jakie oferuje, nadmiar mocy właściwie przy każdej prędkości, to wszystko razem jest nie do opisania i powoduje, że właściciele Bossów zapominają, iż to paliwożerne bydlę potrzebuje lotniska, by zawrócić i hamuje jak tankowiec na morzu. W czasie naszej rozmowy Marcel wspominał, że myśli już o nowszym modelu, z nowocześniejszym, aluminiowym silnikiem o większej mocy.

Dane techniczne

Silnik
Typ: GM Small Block
Układ: V 8
Pojemność skokowa: 5700 ccm
Zasilanie: gaźnik
Filtr powietrza: K&N
Wydechy: custom
Przeniesienie napędu: dwustopniowa skrzynia, automatyczne sprzęgło hydrokinetyczne
Napęd tylnego koła: pasem zębatym

 

Podwozie
Rama: podwójna, stalowa, Boss Hoss Motorcycles
Wahacz: dwuramienny, stalowy, Boss Hoss Motorcycles
Zawieszenie przednie: widelec teleskopowy
Zbiornik paliwa: 32 l, Boss Hoss Motorcycles
Koło przednie: aluminiowe, opona 140/70-18
Koło tylne: aluminiowe, opona 330/30-17
Hamulec przedni: dwie tarcze, zaciski czterotłoczkowe Brembo
Hamulec tylny: jedna tarcza, zacisk czterotłoczkowy Brembo

 

Nadwozie
Malowanie: Piotr Parczewski

 

Publikacja Świat Motocykli 9/2013

Zobacz także

Honda MSX 125 | Jak cukierek

Fot. PSP Świderek

Honda MSX 125Fot. PSP Świderek

KOMENTARZE

Polecane artykuły
Thriller na Philip Island. Wyścig na dwóch motocyklach. Lorenzo wygrywa.…
W muzeum BMW odbyła się w środę uroczystość z okazji…