Do bólu wypieszczony i sprawdzony, BMW serii F od lat przekonuje, że typowe cechy szosówki można połączyć z uterenowionym charakterem i odrobiną luksusu, tworząc motocykl uniwersalny.

Barwy ostrzegawcze

BMW F 700GS


REKLAMA

Jeszcze latem ubiegłego roku model ten nazywał się F 650GS. Od września, po paru modyfikacjach, niemal ten sam motocykl zmienił nazwę na F 700GS, przy czym nie należy się oczywiście sugerować ani jedną, ani drugą liczbą w ocenie pojemności silnika, bowiem w obu wynosi ona bez mała 800 ccm (dlatego dopiero oznaczenie F 800GS można z nią powiązać).

GS-y serii F to motocykle utrzymane w stylistyce enduro-adventure. Linia nadwozia jest dobrze rozpoznawalna i swego czasu stała się inspiracją dla projektantów motocykli także innych marek. Wystarczy jedno spojrzenie na GS-a i do głowy przychodzą myśli o dalekich podróżach. Ma dość muskularną, ale i zwartą sylwetkę. I F 700 z tą linią nie eksperymentuje. Od 650 trudno go będzie odróżnić, chyba że po innej palecie barw. Nie ma w niej przyciągającego spojrzenia, kontrastującego połączenia żółtego ?Radiant Sun Yellow? z matową czernią i różnymi odcieniami szarości. Dzięki nim ?sześćsetpięćdziesiątka? mogła być widoczna niczym znak ostrzegawczy.

Z bliska bardzo dobre wrażenie robi także wykonanie motocykla. Za dbałość o szczegóły i wysoką jakość wykończenia bawarskiemu producentowi należy się piątka z plusem.

Chce się jechać

BMW F 650GS

Na motocykl po prostu chce się wskoczyć. Aby dosiąść „gieesa”, nie trzeba wykonywać nadzwyczajnych akrobacji. Wysokość kanapy, która w standardzie wynosiła 820 cm, jest optymalna. I można ją było obniżać aż do 765 mm. W F 700GS zakres regulacji jest większy, bo maksymalna wysokość sięga 835 mm.

Wracając do standardowego położenia kanapy trzeba przyznać, że jak na motocykl o lekko terenowych aspiracjach, nie można narzekać na zbyt duży dystans do ziemi. Podczas stawiania go do pionu, daje się odczuć, że nie należy do filigranowych sprzętów. Prawie 200 kg gotowej do jazdy maszyny, plus wysoko umiejscowiony środek ciężkości potrafią zrobić swoje. Co może wydawać się zaskakujące, nowa wersja GS-a pomimo nieco mniejszych gabarytów, waży 10 kg więcej. Oczywiście, bardziej postawni motocykliści mogą nawet nie zauważyć jego masy.

Prawdziwy dżentelmen

BMW F 650GS

Na parkingu motocykl BMW nie zrobił na mnie oszałamiającego wrażenia. Nie chodzi o jego wygląd czy wykonanie, bo jak już wspomniałam, zasługują na wysoką ocenę. Podczas manewrów z małą prędkością zdecydowanie brakuje mu zwinności. Kiedy pozostawi się parking za plecami, nie trzeba długo czekać, żeby rozwinął skrzydła, pokazując na co go stać.

Okazało się, że motocykl ten można określić mianem prawdziwego dżentelmena. Dwucylindrowa jednostka napędowa pracuje bardzo kulturalnie. W wersji 650 generowała 71 KM. Charakterystyka, z jaką oddawała moc, sprawiała, że motocykl był niezwykle wyczuwalny i łatwy w prowadzeniu. Jednocześnie nie można odmówić mu dynamiki. Już w niskich partiach obrotów oferował kierowcy sporo mocy. Nie trzeba było długo czekać na efekt dotknięcia roll-gazu.

Nowy model zyskał dodatkowe 4 KM i skrzynię biegów o skróconych przełożeniach. Dzięki temu F 700GS może wykazać się nawet większą dynamiką od swojego poprzednika.

Najlepiej w trasie

BMW F 650GS

GS serii F doskonale nadaje się zarówno do codziennej eksploatacji w mieście, jak i dalekich, wakacyjnych wypadów. Wygodna, wyprostowana pozycja sprawia, że wielogodzinna podróż nie męczy kierowcy.

Przednie teleskopy o średnicy 41 mm i tylny wahacz z centralnym amortyzatorem skutecznie dbają o stabilne prowadzenie motocykla. Nadzwyczajnie pokonuje zakręty, prowadząc się w nich lekko i przyjemnie. Choć lepiej odnajduje się na równych drogach, miejskie nierówności nie robią na nim wrażenia. Zawieszenia dobrze radzą sobie zarówno z koleinami, jak i dziurami w asfalcie.

Kolejnym plusem BMW jest możliwość podróżowania z dość dużymi prędkościami. Jako maksymalną producent podaje 185 km/h (w F 700GS wzrosła do 192 km/h). Co ciekawe, długotrwała jazda w niewiele wolniejszym tempie nie jest nadzwyczajnym wyczynem. W tym miejscu ponownie można pochwalić zawieszenie za stabilność. Ale warto zwrócić uwagę na aerodynamikę GS-a, dzięki której kierowca nie musi zbytnio walczyć z naporem powietrza.

Komfort i bezpieczeństwo

BMW F 650GS

Hamulce F 650 z pojedynczą tarczą z przodu śmiało można nazwać bezpiecznymi: nie za słabe, ale też nie nerwowe. W nowym modelu przy przednim kole znalazły się dwie tarcze, co mogłoby sugerować, że do tych w „sześćsetpięćdziesiątce” były jednak jakieś zastrzeżenia. Z drugiej strony nie trzeba się obawiać, że w F 700 okażą się zbyt ostre: w standardzie jest ABS.

Ze zmianą modelu, zmieniły się też nieco opcje wyposażenia. Podgrzewane manetki, które w F 650GS były seryjne, w F 700GS są w opcji dodatkowej. Regulacja podgrzewania jest bardzo prosta i rozsądnie umieszczona przy prawej manetce. Dzięki temu, aby odpowiednio ustawić temperaturę, nie trzeba odrywać dłoni od kierownicy.

Innym udogodnieniem, niemalże niezbędnym podczas dalekich podróży, jest gniazdo zapalniczki. Dostęp do niego jest bardzo prosty, gdyż zostało zlokalizowane na wierzchu, w okolicy stacyjki. Do gniazda możemy podpiąć nawigację, naładować telefon w trakcie jazdy lub podłączyć inne urządzenie elektroniczne.

Dla tych, którzy lubią gadżety lub myślą o podnoszeniu poziomu bezpieczeństwa, ważną informacją będzie zapewne to, że wśród opcji dostępnych w F 700GS są takie systemy, jak kontrola trakcji ASC, ciśnienia w oponach RDC oraz elektryczna regulacja zawieszenia.

Woli twarde podłoże

BMW F 650GS

BMW reklamowało F 650GS jako motocykl, który „może niemal wszystko”. Owszem, pewnie dałoby się nim objechać cały świat, jednak twierdzę, że nie po każdej drodze.

Z prawdziwym enduro ma niewiele wspólnego. Zdecydowanie lepiej czuje się na asfalcie, niż chociażby na szutrach. Można pokonywać nim kamieniste ścieżki, lecz im luźniejsza nawierzchnia, tym przyjemność z jazdy GS-em staje się mniejsza. Na piasku kierowanie nim zaczyna przypominać walkę o przetrwanie. Może gdyby miał inne opony… W wersji podstawowej, off-roadowe wycieczki lepiej ograniczyć do szutrów.

Mimo tych drobnych zastrzeżeń, F 650GS był, a jego następca – F 700GS – jest bardzo ciekawą propozycją nie tylko dla obieżyświatów, których przed dalszą jazdą nie powstrzyma kończący się asfalt. To także świetny motocykl do pokonywania tras stricte asfaltowych i codziennej eksploatacji w mieście.

Publikacja w numerze 4/2013 Świata Motocykli.

Moim zdaniem: Marek Harasimiuk

BMW F 650GS

BMW F 650GS miałem okazję przejechać niemal 1,5 tys. km. Jeździłem nim i po normalnych, polskich szosach, i po szutrach, i po beskidzkich serpentynach. Forsowałem kamienistą rzeczkę i trochę przebywałem się w labiryncie warszawskich ulic.

Marek Harasimiuk

Siada się na niego jak na żyrafę (jestem już słabo rozciągnięty) i tyłek od razu czuje, że będzie miał twardy żywot. Po dwustu kilometrach na szosie w głowie pozostaje jedna myśl: kiedy wreszcie stanę, by podogonie mogło odzyskać dawną, wypukłą formę. Niestety, silnik jest niebywale oszczędny i jeśli nadmiernie nie przekracza się dozwolonej prędkości, spożywa poniżej 4 l na 100 km, więc powodów do szukania stacji benzynowych brak. Na dodatek jest bardzo elastyczny i na 6. biegu całkiem sprawnie ciągnie od 60 km/godz.

Motocykl, z założenia szosowe enduro, jest mizernie obudowany (maleńka szyba). Dłuższa jazda z prędkością ponad 120 km/godz., choć motocykl bez trudu osiąga tę prędkość, jest po prostu nieprzyjemna. Wszystkie muchy rozbijają się na szybie kasku. Natomiast w górzystym terenie, pełnym szosowych serpentyn F spisuje się znakomicie. Łatwość trzymania i zmiany kierunku, uczucie przylepienia do szosy ? to wspaniałe doznania. Mimo że – jak wspomniałem – jest to wysoki motocykl i kierowca przeciętnego wzrostu ma problemy z dźwignięciem go do pionu z bocznej nóżki, w czasie pokonywania wiraży łatwiutko „kiwa się” na obydwie strony.

Po zjechaniu na szutrowe drogi moim zdaniem również spisuje się bez zarzutu i można na nim poczuć frajdę z pokonywania piaszczysto-kamienistych, pełnych kolein dróżek. Przekonałem się o tym jadąc za dużo lepszym od siebie kierowcą, z prędkością, której moja wyobraźnia nie pozwoliłaby sobie narzucić.

Użytkowany przeze mnie egzemplarz (o przebiegu ok. 3700 km) miał niestety zgiętą dźwignię zmiany biegów (poprawiłem). Biegi czasami wchodziły jakoś „niewyraźnie”. Momentami, po włożeniu, odbijały kopnięciem w moją stopę (czyżby włączano je bez sprzęgła?). Na szczęście wskaźnik pokazywał, czy bieg nie wyskoczył.

Wspaniała, szosowa elastyczność dwucylindrowego silnika niestety również potrafi zaskoczyć przy małych prędkościach, nawet na niskim, pierwszym lub drugim biegu. Poniżej pewnych obrotów silnik znienacka „umiera” i motocykl potrafi postawić jeźdźca w głupiej sytuacji. Dzieje się to albo w ruchu miejskim, przy dojeździe do skrzyżowania albo gdzieś w terenie, przy zawracaniu. Wtedy z reguły okazuje się, że kierowca ma „za słabe chody”. A jak się motocykl przechyli, to już trudno go podźwignąć i… „figura” gotowa!

BMW serii F to znakomity pojazd do przejażdżek rzędu 100-200 km po górskich serpentynach i szutrowych drogach. Niezły w ruchu ulicznym, ale jako turystyk szosowy – moim zdaniem – do niczego.

KOMENTARZE

REKLAMA