Jeszcze raz wyszło na to, że doświadczenie to podstawa w organizacji wypraw motocyklowych. Gdy Lech wybierał się w połowie września z ADVPoland do Portugalii, chłopcy stwierdzili, że to już ostatni trip w tym sezonie w te zakątki Europy. „Później pogoda może być niepewna” – powiedział Piotrek Wyderka z ADVPoland. Obserwując teraz w wiadomościach huragan zaciekle atakujący Portugalię śmiało możemy stwierdzić, że wiedział co mówi.

Okazuje się, że oprócz porządnych motocykli (nie starsze niż 2 lata BMW GS 1200), przygotowania atrakcyjnych tras, trzeba jeszcze wiedzieć o jakiej porze roku najlepiej zabrać wycieczkę na taki wypad.


REKLAMA

Bez pośpiechu - dookoła Portugalii

Chodzi przede wszystkim o to, żeby w czasie podróży było przyjemnie, a nie nieprzyjemnie, bo co tu ukrywać – większość uczestników wyjazdów z chłopakami z ADVPoland, to ludzie mocno zajęci i urlopową wyprawę chcą wykorzystać do maksimum. Jak większość motocyklistów nie przepadają za nawijaniem kilometrów w deszczu i chłodzie. A w portugalskich górach, jak w każdych innych górach na świecie, poza sezonem wszystko jest możliwe…

Odpoczynek i regeneracja przede wszystkim!

Lech do latania po górach półwyspu Iberyjskiego podchodzi zawsze z pewną rezerwą. Dotychczasowe jego wypady w tamtym kierunku związane były z krótkimi testami motocykli różnych marek. Scenariusz zawsze jest taki sam, a testy kojarzą się głównie kilkugodzinnym użeraniem się z nieskończoną liczbą górskich zakrętów w tempie przeważnie niewiele mającym wspólnego z przepisami ruchu drogowego. A u Lecha już kondycja nie ta, wiek lekko podeszły, no i masa własna niebagatelna.

W dodatku wyprawa miała trwać nie tyle co test (2 dni), tylko dobrze ponad tydzień. Mając jednak pełne zaufanie do Piotra i doświadczenia nabyte podczas wcześniejszej wyprawy z ADVPoland do Maroka, wiedział, że trasa ustawiana przez chłopaków nie należy do tych, po których latają narwani Dakarowcy. Tak było i w tym przypadku – niemal same asfalty, raz mniej, raz bardziej kręte, niewielka ilość dobrej jakości szutrów i w odpowiednich miejscach odpoczynki.

Akurat tyle, ile potrzeba średnio doświadczonemu motocykliście, bez szczególnie sportowego zacięcia. Bazą wypadową wyprawy była hiszpańska Malaga i wypróbowany już hotel Jasmine. Tu pierwszego dnia członkowie wyprawy przechodzili proces aklimatyzacji, pobierali motocykle, a w przerwach między plażowaniem i restauracyjnymi degustacjami uczestniczyli w krótkich szkoleniach i odprawie. Połowa września to w Maladze jeszcze „wysoki sezon”, więc plaże oblegane są przez mrowie turystów, a wieczorami życie towarzyskie przenosi się do niezliczonych knajpek. Po dniu na „rozruch” ekipę czekał pierwszy etap z Malagi do Zafry. Odcinek 360 km nie był zbyt trudny, bowiem w tym rejonie drogi są raczej proste, a zakręty łagodne. Prawdziwy „cornering” zaczynał się dopiero drugiego dnia trasy, przez słynny most Alcantara do parku narodowego Sierra de Estrella.

Dookoła Portugalii

Miłe dobrego początki

Może trudno w to uwierzyć, ale na dystansie ok 330 km podróżnicy minęli zaledwie kilkanaście aut, trasa poprowadzona była bowiem mocno lokalnymi drogami. Piękne krajobrazy, wyśmienita pogoda i motocykle. Czy można sobie wyobrazić fajniejszy sposób na spędzenie wolnego czasu?
Kolejny etap to niespieszna włóczęga doliną rzeki Duoro, słynną drogą N222, rojącą się od dziesiątek (a może i setek?) kapitalnych zakrętów, zakończona obowiązkową wizytą w Porto i degustacją trunków o tej samej nazwie. Dalej trasa wiodła przez Fatimę, półwysep Peniche, zamek Obidos, Cabo Da Roca, aż do stolicy Portugalii. Na Lizbonę ekstrawagancko przeznaczono cały dzień i aż 2 wieczory. Takie miasto trudno jest oblecieć w 2-3 godzinki, a jest co zwiedzać. Fantastyczny przewodnik, a jednocześnie ciekawy człowiek przegonił ekipę (tym razem pieszo) w kilkugodzinnym spacerze po najważniejszych zabytkach tego wielokulturowego miasta. Oj, działo się tu przez wieki! Ale największe wrażenie chyba zrobił ponad dwudziestokilometrowy most Vasco da Gama nad ujściem rzeki Tag.

Ten odpoczynek przydał się ekipie, bo przez następne dwa dni było do pokonania ponad 800 km przez Porto Covo, Faro, z powrotem do Malagi. Sama trasa okazał się bardzo łatwa, jednak upały panujące po drodze były niemal nie do zniesienia. Skoro tak gorąco jest pod koniec września, to jak okrutnie musi być w tym rejonie na przełomie lipca i sierpnia? Tu sprawdziła się dobra zasada: podczas jazdy w takim fest upale lepiej jest mieć szczelnie pozapinane wszystkie ubrania, zamknięta szybę w kasku i wentylację ograniczoną do minimum. Wewnątrz ciuchów wytwarza się specyficzny „mikroklimat” i człowiek jakoś daje radę. Przy otwartym kasku i rozpiętej kurtce ma się wrażenie, że usiłujesz chłodzić się suszarką do włosów ustawioną na najwyższą temperaturę. Nikt z ekipy nie dostał na szczęście udaru słonecznego, ani nie zasłabł z odwodnienia. Wszyscy dali radę.

W sumie Lech wraz z ekipą pokonał ponad 2500 km, niemal cały czas w mocno męczącym upale (termometr Beemki wskazywał niekiedy 39.5°C) i w ekspresowym tempie zapoznał się z kulturą, zwyczajami i kuchnią portugalską. Dzięki sprawnie działającemu GPSowi trasę pomylił zaledwie kilka razy, ale wieczorem zawsze docierał do wyznaczonego celu i ani razu nie zaliczył „paciaka”. Tylko jeden raz miał okazję skorzystać z pomocy Pawła „Kudłatego”, podróżującego za ekipa wozem serwisowym. Czy to z powodu nadmiernych upałów, czy zwykłej sklerozy, zalał GSa ropą zamiast benzyną…

Dookoła Portugalii

W starożytnym motocyklu skończyło by się to jedynie spuszczeniem „ropuchy” ze zbiornika, komór pływakowych i przeczyszczeniu świec. BMW to jednak maszyny nowoczesne i nie tolerują takich ekstrawagancji. Szybkie płukanie całego układu (zbiornik, pompa, wtryski, przewody) przeprowadzone przez Pawła spowodowały, że GS jakoś tam pozbierał się do dalszej jazdy, jednak pełnię sił odzyskał dopiero następnego dnia. Gdy Lech kontemplacyjnie zwiedzał sanktuarium w Fatimie, krasnoludki wymieniły wtryski i świece na nowe. Od tej pory motocykl znowu szedł jak zły! To było jeszcze jedno wbrew pozorom dobre doświadczenie. Podczas wyjazdy z ADVPoland zawsze można liczyć na szybką i fachową pomoc.
Jak dowodzi rzeczywistość wypady do Portugalii w tym roku ze względów pogodowych mogą być już ryzykowne, więc chłopaki eksplorują teraz inne kierunki. Tajlandia, Nowa Zelandia, czy USA to kolejne destynacje, w których przez zimę można skoczyć ze sprawdzoną ekipą, jaką jest ADVPolnad.

Bez pośpiechu | Dookoła Portugalii

KOMENTARZE


REKLAMA