fbpx
A password will be e-mailed to you.

Czerwona kratownicowa rama i tradycyjna włoska marka… Tym razem jednak nie mam na myśli pierwszego oczywistego skojarzenia, jakim jest Ducati. Chodzi bowiem o innego włoskiego producenta – Benelli – który po przejściu na „chińską stronę mocy” zaczyna coraz mocniej rozpychać się na europejskich rynkach.

Benelli to marka zdecydowanie starsza od obecnie najlepiej rozpoznawalnej ikony włoskiego motocyklizmu, tylko w pewnym okresie nie miała zbyt wiele szczęścia.  Firma założona w 1911 roku swoje najbardziej spektakularne sukcesy święciła w latach 30. ubiegłego wieku. Potem przez długi czas było już tylko gorzej. O marce znowu zaczęło być głośno w 1995 roku, a to za sprawą sporego zastrzyku kapitału od prywatnego inwestora i niezłej jakości produkowanych skuterów. Jednak dopiero po przejęciu przez motoryzacyjnego giganta – Keewaya – i przeniesieniu produkcji do Chin w roku 2008 Benelli porządnie stanęło na nogi. Dzisiaj oferuje spora gamę dobrej jakości motocykli o bardzo różnych pojemnościach. Po niemal 15 latach działalności ma w swoim portfolio nawet maszyny z silnikami 750 ccm.

Co słychać w mechanice?

BN 125 nie jest wyposażony w jednostkę napędową z najwyższej półki, którą mógłby oferować koncern Keeway. Firma ma w ofercie bardziej nowoczesny, chłodzony cieczą silnik, stosowany choćby w modelu RKF. Decydenci uznali jednak, że tym wypadku wystarczy chłodzona powietrzem/olejem jednostka z rozrządem SOHC, generująca ponad KM. Silnik zespolony jest z pięciostopniową skrzynią biegów, co pozwala bez trudu osiąg 11 ać prędkość rzędu 110 km/h. Aby jazda była dynamiczna, trzeba jednak często przekładać biegi, bo maksymalna moc pojawia się w okolicach 9500 obr./min. Jednak gdy umiejętnie podejdziemy do tematu, to „Benek” okazuje się maszyną wystarczająco dynamiczną do sprawnej i szybkiej jazdy po mieście, niewiele ustępującą konkurentom dysponującym silnikami o mocy w górnej dopuszczalnej granicy – 15 KM.

Motocykl wyposażony jest w hamulce z systemem CBS (czyli „kombinowanym”, zamiast ABS), który w tym wypadku działa zupełnie poprawnie, ale same heble mogłyby być nieco bardziej stanowcze. Do hamowania „awaryjnego” trzeba zdecydowanie i po męsku wdusić dźwignie, żeby było w miarę skutecznie. Również opony marki Cordial, zastosowane na pierwszy fabryczny montaż, mogłyby oferować nieco lepszą przyczepność. To bardzo ważny aspekt, szczególnie wczesną wiosną,  gdy na dworze przeważnie jest zimno i mokro. W porównaniu z chińskimi oponami sprzed kilku lat i tak jest pewien progres, niemniej gdy te gumy się już „skończą”, rekomendujemy wymianę na produkty bardziej rozpoznawalnej marki.  

Przyjazny w mieście

Benelli BN 125 to typowy naked, więc jego żywiołem jest miasto. Pozycja kierowcy jest wygodna i nastraja do bardziej agresywnej jazdy, a szeroka kierownica ułatwia tego typu zabawy. Sporym plusem jest możliwość regulacji klamki przedniego hamulca. Brak tego udogodnienia często jest zmorą motocyklistów o krótszych palcach. Zestaw wskaźników jest przejrzysty, dobrze widoczny i wystarczająco wyposażony. Nie mamy tu co prawda do czynienia z kolorowym ekranem TFT, ale nie wybrzydzajmy, bo w tej klasie pojemnościowo-cenowej jeszcze żaden motocykl nie dysponuje takim bajerem. Ważne, że wskazania są dobrze widoczne nawet w ostrym słońcu. Mimo że Benek nie jest zbyt lekki, dosyć dobrze sprawuje się w ruchu miejskim. Jest zwinny, łatwo zmienia kierunki jazdy i swobodnie mieści się między samochodami. Jego najszerszym elementem są lusterka wsteczne (z bardzo dobrą widocznością), które mogą służyć w trudnych sytuacjach za przyrząd pomiarowy – w razie czego trochę się składają.

Spora ilość ażurowych elementów, jak wspornik tylnej lampy z tablicą rejestracyjną, osłona tłumika czy felgi stwarza wrażenie, że konstrukcja jest bardzo lekka, tymczasem motocykl waży 142 kg. Nie jest wcale spasionym grubasem, ale do wagi lekkiej w klasie 125  też nie należy. Jednak dobre rozłożenie mas powoduje, że w trakcie jazdy waga maszyny nie jest odczuwalna. Zużycie paliwa to ok. 3 l/100 km, niemal niezależnie od stylu jazdy. Być może dłuższe przeloty typu autostradowego z maksymalną prędkością podniosłyby spalanie, ale nie miałem okazji do takiej jazdy. Zresztą – BN 125 nie bardzo znajdzie zastosowanie jako maszyna turystyczna. Sakw nie ma jak doczepić, a i wyższej szyby nie zainstalujemy. Za to w miejskim ruchu sprawdzi się doskonale. Jeżeli jeździsz samotnie do pracy czy szkoły, spokojnie przypniesz plecak czy teczkę do siedzenia pasażera. Pomogą w tym reling i wsporniki podnóżków pasażera. Oczywiście, jak w niemal każdym motocyklu klasy naked, praktycznie nie ma miejsca na upchnięcie chociaż minimalnego bagażu. Jedyną deską ratunku jest minimalna przestrzeń pod siedziskiem pasażera, w której od biedy zmieści się niezbyt wypchany portfel czy telefon komórkowy.  

Advertisement

Co ciekawe, mimo stosunkowo niewielkich gabarytów motocykla, pasażer znajdzie na nim całkiem sporo miejsca, w dodatku kolan nie będzie miał pod brodą, co niestety zdarza u konkurencji w podobnej klasy maszynach. Jednym słowem, z czystym sumieniem mogę napisać, że „Benek” jest dwuosobowy.

Włosko-chińska pięknota 

Poza tym, za estetykę wykonania i ergonomię jazdy daję same plusy. Nie ma się zresztą czemu dziwić – w dziedzinie stylistyki i designu Włosi są przecież uznawani za najlepszych na świecie specjalistów. Nie pomyliłem się – Włosi, bo mimo że firma od ładnych kilku lat należy do chińskiej korporacji i tamże motocykle są produkowane, jednak częścią projektową zajmują się inżynierowie we włoskiej siedzibie firmy w Pesaro. Musimy przecież pamiętać, że Benelli to bardzo stara włoska marka motocyklowa z ogromnymi tradycjami. Owszem, do momentu przejęcia przez Chińczyków przeżywała spory kryzys, ale to właśnie tam powstały kultowe sześciocylindrowe Sei czy późniejsze, wściekłe, trzycylindrowe TNT 1130.

Co ciekawe, przez wiele lat Benelli oraz inny włoski producent – Moto Guzzi – mieli wspólnego właściciela i bardzo blisko współpracowali. Doświadczenie i wiedza są tu więc przeogromne. Teraz Chińczycy do tych atutów dołożyli swoją pracowitość i dobrą organizację pracy, a na skutki nie trzeba było długo czekać. W obecnej chwili Benelli w światowych rankingach szybko pnie się w górę, oferując coraz większe i bardziej nowoczesne maszyny. We Włoszech flagowy model TRK 502 jest najlepiej sprzedającym się motocyklem klasy adventure, a przecież pewnie już za chwilę zobaczymy wyprawówkę z dwucylindrowym silnikiem 750 ccm.

Wróćmy jednak do naszej stodwudziestkipiątki. Kratownicowa rama w charakterystycznym czerwonym kolorze nie jest może wynalazkiem Benelli, tylko innej włoskiej firmy, jednak kojarzy się jednoznacznie – z szybką maszyną o sportowym zacięciu. Oczywiście ze względu na pojemność oraz nie w pełni wykorzystane limity mocy dla klasy 125 nie zaliczymy małego „Benka” do demonów  prędkości, ale współczynnik lansu jest spory. Agresywna stylistyka nadwozia, dobre jakościowo wykończenie wszystkich elementów i przyzwoite materiały użyte do budowy motocykla powodują, że jeżdżąc na BN 125 naprawdę nie ma wstydu. 

Na koniec jak zwykle zostawiamy kwestię ceny. Motocykl kosztuje obecnie 10 300 zł, co oznacza, że nieznacznie podrożał w porównaniu z ubiegłym sezonem, ale nadal możemy uznać, że mieści się w kategorii „dziesięciotysięczników”.  Wciąż jestem zdania, że mały Benek to całkiem rozsądny kompromis pomiędzy jakością, osiągami, ceną i logotypem. Cały czas musimy przecież pamiętać o zacnej włoskiej nazwie, noszonej z dumą na zbiorniku paliwa.

KOMENTARZE

Advertisement