Dolny Śląsk magiczny region, pełen tajemniczych historii, pięknych miejsc, zabytków i przede wszystkim dróg, które dla nas – motocyklistów – są niezwykle istotne. Ważne jednak, że przy odrobinie szczęścia oderwiemy się od tłoku i zgiełku, a spędzony tutaj weekend pomoże nam w trybie przyspieszonym naładować baterie przed nadciągającym poniedziałkiem.

Idąc tym tropem postanowiłem samotnie pojechać na Dolny Śląsk. Co prawda z urlopem i odpoczynkiem w pełnym wymiarze weekendowy wyjazd nie ma zbyt wiele wspólnego, ale każdy z nas potrzebuje niekiedy chwili na złapanie głębszego oddechu.


REKLAMA

Spojrzenie z wysoka

Zawsze, kiedy tu bywałem (a bywałem bardzo często), zwiedzałem te miejsca w asyście kolegów czy znajomych. Tym razem chciałem pojechać sam i spróbować tą krótką podróżą zmobilizować mózg do wytwarzania chemii odpowiedzialnej za produkowanie endorfin, a przy tym zmusić głowę do odpoczynku od emocji, które towarzyszą człowiekowi każdego dnia.

Dolny Śląsk

Wybrałem motocykl, który – jak wydawało mi się – nijak pasował do tej podróży: Suzuki GSX S1000. Bardzo szybko się polubiliśmy, przynajmniej do momentu, w którym się zgubiłem i koła „Giksa” wjechały na szuter, ale o tym za chwilę…

Osiodłałem motocykl i ruszyłem najpierw przez stolicę Dolnego Śląska, gdzie zatrzymałem się na chwilę. W centrum Wrocławia znajduje się Sky Tower, jeden z najwyższych budynków w Polsce (212 m). Nie wiedzieć czemu, nigdy tam nie byłem, a spędziłem we Wrocławiu kilka lat. Miałem szczęście: pogoda była idealna i z punktu widokowego widać było całą okolicę, a już na pewno kolejne cele mojej podróży. Zjechałem na dół i wskoczyłem na motocykl. Ruszyłem do Świdnicy.

Pokręcona historia

Ciekawa droga nr 35 prowadzi przez rozległe pola, łączące się z przedgórzem. Na pierwszym planie majaczy Ślęża, na szczycie której stoi malowniczy kościół. Na górę warto udać się spacerem. Wycieczka nie wymaga wielkiego poświecenia, a spacer nie jest wybitnie trudny.

Świdnicę i Świebodzice omijam tranzytem (choć każde, a zwłaszcza pierwsze z tych miast zasługuje na osobną wizytę) i jadę do Wałbrzycha, na przedmieściach którego odwiedzam zamek Książ. Jestem tutaj pierwszy raz, więc spędzam w okolicy dłuższą chwilę. Tereny wokół zamku są idealne do odpoczynku oraz dłuższych spacerów. Zamek jest przepiękny, a jego historia oraz historia rodu von Pless, który władał nim do lat 40. XX wieku pokręcone, jak płynąca u stóp kompleksu rzeka. Powinniście się o tym przekonać sami. Polecam panoramę z punktu widokowego, z którego ogląda się zamek w pełnej krasie.

Tajemnicze sztolnie

Z Wałbrzycha ruszam do Walimia, gdzie znajduje się kompleks sztolni, które w planach III Rzeszy miały zostać połączone, a pod ziemią miało powstać swojego rodzaju miasteczko. Trzeba przyznać, że brzmi to zagadkowo i pobudza wyobraźnię do działania. Okolice Walimia to specyficzne miejsce, znakomite na spokojny weekend, idealne dla fanów historii i doskonałe dla motocyklistów. Nie jest tłoczno, a drogi pozwalają na zatracenie się w pokonywaniu kolejnych zakrętów.

Dolny Śląsk Suzuki

Faktycznie, po dłuższej chwili zatracam się w jeździe i totalnie gubię drogę. Na szczęście telefon również pada, a ja nie mam ładowarki. Ahoj przygodo! Wpadam w totalnie dziurawą drogę, prędkość maleje do 20 km/h i staram się nie połamać felg. Wkrótce kończy się asfalt i zaczyna droga szutrowa. Zatrzymuję się na skraju i myślę, co robić. Przecież GSX w ogóle nie jest przystosowany do jazdy terenowej. Co prawda do tej pory na dziurach radził sobie doskonale, ale to już może być przesada. Po chwilę ruszam dalej. Jadę pierwszym biegiem. Na szczęście nie jest mokro.

Po dwóch kilometrach dojeżdżam do drogi asfaltowej. Nadal „na czuja” skręcam w prawo i jadę przed siebie. Powoli zaczynam się martwić. Dzień jest coraz krótszy, a ja jeszcze nie dojechałem do Karłowa (kolejny punkt podróży). Spostrzegam ludzi, pracujących w polu i pytam o drogę. Szczęśliwie okazuje się, że jestem prawie w Radkowie!

Więcej dziur niż zakrętów

Dotarłszy do tego miejsca, nie możemy pominąć „drogi stu zakrętów”, która prowadzi z Radkowa, przez Karłów, do Kudowy Zdroju. Trasa oznaczona jest numerem 387 i ma długość około 35 km. Muszę uczciwie przyznać, że z rajskim winklowaniem ma niewiele wspólnego. Jest dziurawa, co mocno utrudnia bezpieczną jazdę. Oczywiście jest kawałek odnowiony, ale zaraz wpadamy w kolejne dziury.

Jadąc cały czas trasą „stu zakrętów”, dojeżdżamy do Karłowa. Wieś jest świetną bazą, w której można porzucić motocykl i pieszo pokręcić się po okolicy. Bardzo blisko stąd na Szczeliniec Wielki. W schronisku na szczycie można napić się piwa (oczywiście pod warunkiem, że w Karłowie zostaniesz na noc), a przed dalszym marszem posilić się obiadem. Kolejnym punktem jest spacer po Błędnych Skałach. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji odwiedzić tego miejsca, to serdecznie polecam.

Najlepszy wypoczynek

Zapada noc. Przede mną blisko 400 kilometrów, najpierw wąskimi dróżkami do Wrocławia, później trasą ekspresową. Wbrew pozorom lokalne drogi pozwalają lepiej skoncentrować się na jeździe, niż późniejsza ekspresówka. Na trasie S8 rozpoczyna się walka ze znużeniem. Wprawdzie wzrasta prędkość, ale drastycznie spada poziom paliwa. Przychodzi czas na uzupełnienie energii jeźdźca i maszyny. O godzinie 23 wjeżdżam na stację, zamawiam jedzenie, płacę za paliwo i rozpoczynam sjestę.

Dolny Śląsk

Niedługo cieszę się samotnością. W trakcie kolacji podchodzi do mnie starszy Pan i pyta, czy może się dosiąść. Oczywiście! Rozpoczyna rozmowę o motocyklach. O swojej historii, o podróżach z żoną na „Emzecie”, długiej przerwie w jeżdżeniu i nowoczesnym motocyklu, który kupił sobie po latach przerwy. W zasadzie nie odzywam się, chłonę historię. To ten stan, o którym pisałem na początku – odpoczywam!

Ciekawe linki do miejsc w okolicy:

KOMENTARZE

Polecane artykuły
Co lepsze? Motocykl czy skuter? Dyskusja na ten temat trwa…
Weź udział w konkursie organizowanym przez Junaka i wygraj wymarzoną…